Byli członkowie podkomisji uderzają w Macierewicza i punktują błędy. "Manipulowano zapisami rejestratorów"

Raport końcowy z prac podkomisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej nie jest jedynym dokumentem, który zostanie opublikowany na zakończenie jej prac. Trzech byłych członków komisji wydało swoje zdanie odrębne, w którym wskazują na liczne błędy, a nawet manipulacje dokonane przez komisję Antoniego Macierewicza. "W celu wsparcia tezy o wybuchu w lewym skrzydle, narracyjnie przyporządkowywano konkretne części prawego skrzydła wraku samolotu "101" jego skrzydłu lewemu" - czytamy.

Podkomisja smoleńska przyjęła raport końcowy 10 sierpnia. Jak ujawniła Gazeta.pl, podkomisja nie kończy jednak swojej działalności, bo szef MON Mariusz Błaszczak przedłużył jej istnienie do końca listopada. Przez ten czas ma się rozliczyć ze swojej działalności (ta trwała ponad pięć lat). Z wcześniejszych ustaleń naszego dziennikarza, Jacka Gądka, wynikało, że Macierewicz, jako szef tego gremium, zarezerwował dla siebie prawo do prezentowania raportu. Raport liczy - jak zapewniał - 308 stron i 5 tys. stron załączników. Nie został nigdzie opublikowany. Także na spotkaniu z rodzinami nie zostanie im przekazany - pokazane zostaną jedynie fragmenty.

Zobacz wideo "Ruski ład"? Suski: Polegał chyba też na tym, że nasza delegacja nie wróciła ze Smoleńska

Raport końcowy z prac podkomisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej nie jest jedynym dokumentem, który zostanie opublikowany na zakończenie jej prac.

Jak dowiedziała się Gazeta.pl, trzech byłych członków podkomisji wysłało swoje liczące 330 stron zdanie odrębne od raportu Macierewicza. Ale uwaga: jest ono nieformalne. Trafiło do szefa MON-u, szefa Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (nie do Macierewicza, który jest szefem wydzielonej podkomisji, ale do gen. bryg. pil. Roberta Cierniaka, który szefuje Komisji) oraz do rodzin smoleńskich bliskich PiS-owi.

Antoni MacierewiczRaport Macierewicza: 300 stron i zdania odrębne. Zawiedzeni idą do Kaczyńskiego

Jego autorami są Marek Dąbrowski, Wiesław Chrzanowski i Kazimierz Grono. Poinformowali oni o swoim zdaniu odrębnym rodziny smoleńskie. Byli członkowie podkomisji piszą do rodzin o "nierzetelności i niekompetencji Antoniego Macierewicza oraz o błędach kierowanej przez niego podkomisji".

Swoje zdanie odrębne wysłali, bo choć nie zasiadają w podkomisji, to do końca sierpnia byli wciąż w KBWLLP. Wedle ich interpretacji przepisów do złożenia zdania odrębnego mają wszyscy członkowie KBWLLP, a nie tylko członkowie samej podkomisji.'

W ogólnodostępnym dokumencie (jako pierwszy powołały się na niego "Sieci") autorzy zdania odrębnego wskazują na błędy w metodologii pracy podkomisji oraz zaniechania wielu badań. 

Byli członkowie podkomisji o błędach Macierewicza. "Nie wykluczają wybuchu w Smoleńsku"

"Członkowie zespołu skłaniają się ku tezie, że 'bezpośrednią, techniczną przyczyną katastrofy' mogła być niesprawność układu sterowania, 'co skutkowało opóźnieniem w odejściu samolotu na drugi krąg'. Aby to udowodnić (bądź wyeliminować) chcieli przeprowadzić eksperymenty na innym TU-154. Poczynili starania, by za niewielką kwotę kupić taką maszynę za granicą. Choć było blisko finalizacji umów, przewodniczący je zablokował" - piszą autorzy kontrraportu.

Jak czytamy dalej: "Nie wykluczają wybuchu w Smoleńsku. Jak jednak zaznaczają, na wystąpienie eksplozji na wrakowisku istnieją „zupełnie inne, poważne przesłanki", niż wskazywane przez podkomisję. W jednym z załączników wymieniają 14 negatywnie zweryfikowanych hipotez (autorstwa zarówno MAK, komisji Millera, wojskowej prokuratury, jak i podkomisji). W tym tę o wysokiej trajektorii lotu - według podkomisji samolot nawet nie zderzył się z brzozą".

Członkowie KBWLLP podkreślają, że w raporcie Macierewicza brakuje wyjaśniania m.in. takich kwestii: nietypowego, donośnego głuchego odgłosu, gdy Tu-154M znajdował się w okolicy bliższej radiolatarni, aktywności osiemnastu telefonów komórkowych, z których w katastroficznej fazie lotu udało się nawiązać dwa połączenia, a także efektów działania bardzo dużych przyspieszeń na niektóre ofiary. 

Na zdjęciu Antoni Macierewicz. 'Nasz rodzimy Sherlock Holmes, postawny mężczyzna o przenikliwym spojrzeniu, niegdyś z fajką w zębach' - pisze Michał RusinekMacierewicz robi czystkę w Podkomisji Smoleńskiej. Posypały się dymisje

Niewyjaśnione zostały także: wystąpienie podwyższonego poziomu tlenku węgla w przebadanych ciałach ofiar; znalezienie się kilkunastu poparzonych ciał ofiar poza strefami pożarów na wrakowisku.

"A. Macierewicz konsekwentnie utrudniał pracę"

W opinii autorów opracowania Antoni Macierewicz miał "od momentu objęcia funkcji na początku 2018 r. przewodniczący konsekwentnie utrudniać lub wręcz uniemożliwiał" ich pracę. 

Zespół kilkadziesiąt razy formalnie występował do przewodniczącego Podkomisji o przeprowadzenie eksperymentów, wykonanie ekspertyz, czy też o udostępnienie materiałów badawczych, jak również o poprawienie błędów w przekazach publicznych Podkomisji i jej oficjalnych dokumentach (tzw. "Raport Techniczny" w 2018 roku, materiały i załączniki do Raportu końcowego w latach 2020 i 2021). Na żadne z tych wystąpień nie otrzymano odpowiedzi i żaden z błędnych przekazów informacyjnych nie został skorygowany

- piszą dalej.

W materiałach do raportu końcowego Podkomisji z 2020 r. kwestie lotnicze zostały przedstawione w sposób "rażąco błędny i uproszczony". Na poparcie swojej tezy autorzy przytaczają aż 23 przykłady. Podkreślają, że raport Macierewicza zawiera luźne dywagacje, błędnie interpretowane dane, w tym dotyczące trajektorii lotu i stanu technicznego samolotu. KBWLLP piszą także, że:

  • manipulowano zapisami rejestratorów parametrycznych poprzez nieuzasadnione technicznie wzajemne przesuwanie wartości poszczególnych, pojedynczych zarejestrowanych parametrów w funkcji czasu tak, aby uzyskać dodatkowy argument o wybuchu w skrzydle, gdy samolot miał jeszcze znajdować się na dużej wysokości
  • tworzono typowy 'szum medialny' polegający na dokonywaniu „wrzutek" informacyjnych - chociażby jakoby przed katastrofą nad lotniskiem SMOLEŃSK-PÓŁNOCNY przelatywały trzy niezidentyfikowane samoloty (powoływano się przy tym na nieistniejący „monitoring"), lub też jakoby członkowie GKL kłócili się ze swoimi przełożonymi z Moskwy
  • w celu wsparcia tezy o wybuchu w lewym skrzydle, narracyjnie przyporządkowywano konkretne części prawego skrzydła wraku samolotu „101" jego skrzydłu lewemu
  • przekazywano w formie stwierdzenia faktu tezę, jakoby Tu-154M w ogóle nie uderzył w brzozę B7, a jego sloty zostały odstrzelone wskutek serii miniwybuchów
  • sugerowano rażącą i długotrwałą niedbałość personelu latającego i technicznego 36.splt, którego samolot Tu-154M „102" miałby w 2011 r. rzekomo latać z niesprawnymi slotami, uszkodzonymi przez nieznanych sprawców. Jednocześnie Podkomisja dysponowała dowodami, że sloty Tu-154M w rozpatrywanym okresie były sprawne
  • niezgodnie z posiadanym przez Podkomisję szczegółowym materiałem dowodowym, wskazywano na inne niż w rzeczywistości położenie na wrakowisku jednego z ciał ofiar katastrofy. Ta nieprawdziwa narracja miała być jednym z argumentów za wystąpieniem wybuchu w kadłubie Tu-154M;

Pozostałe przykłady zostały opisane szczegółowo TUTAJ.

Jak informowaliśmy na Gazeta.pl, zdanie odrębne nie może jednak mieć statusu skutecznie złożonego. Dlaczego? Bo członkowie KBWLLP nie zostali poinformowani o posiedzeniu podkomisji 10 sierpnia, na którym przyjmowano raport końcowy - dowiedzieli się trzy tygodnie później. Wedle rozporządzenia powołującego podkomisję, czas na formalne złożenie zdań odrębnych to dwa dni.

Więcej o: