"Rafał pokazał, że ma kto dziedziczyć po Donaldzie władzę w Platformie". Krajobraz po Campusie Polska Przyszłości

Łukasz Rogojsz
O Campusie Polska Przyszłości było głośno zwłaszcza ze względu na kilka krytycznie ocenionych wypowiedzi polityków ze środowiska Platforma Obywatelskiej, ale w otoczeniu Rafała Trzaskowskiego i tak panuje duże zadowolenie z pierwszej edycji tego wydarzenia. - Rafał pokazał, że ma kto dziedziczyć po Donaldzie władzę w Platformie - mówi nam jeden z jego współpracowników.

Mówi polityk Platformy:

Jest u nas spory dysonans. Bo event wyszedł bardzo fajny, ale koło pewnych tematów nie da się przejść obojętnie. Ostatecznie jesteśmy na plusie, ale jednak ostro wkurzeni na Sławka (Nitrasa – przyp. red.)

W otoczeniu Trzaskowskiego odczucia po Campusie są zgoła inne.

Campus okazał się większym sukcesem, niż się spodziewaliśmy. I nie jest to kwestia naszej wiary czy zaangażowania w ten projekt, ale reakcji młodych ludzi, którzy do nas przyjechali. To dało nam konieczną pewność, że Campus musi być i będzie wydarzeniem cyklicznym

- twierdzi bliski współpracownik prezydenta Warszawy

To już zresztą postanowione, że za dwanaście miesięcy odbędzie się druga edycja Campusu, a samo wydarzenie ma mieć miejsce charakter coroczny. W drugiej edycji Campusu wśród gości i prelegentów ma być znacznie więcej postaci o poglądach konserwatywnych. Część z nich była zaproszona już na tę edycję, ale z różnych przyczyn nie mogła bądź nie chciała się pojawić. Organizatorzy liczą, że medialność i rozmach pierwszej edycji sprawią, że za rok skład gości będzie jeszcze bogatszy.

Zobacz wideo Jak na "opiłowywanie katolików z pewnych przywilejów" zareagowano w Platformie?

Olsztyński ferment

W trakcie pierwszej edycji prominentne miejsce na panelach dyskusyjnych zajmowali politycy Platformy bądź z Platformą kojarzeni. Kilkoro z nich swoimi wypowiedziami przebiło się na czołówki polskich mediów, zapewniając Campusowi ogólnokrajowy rozgłos. I tak marszałek Senatu Tomasz Grodzki przekonywał, że w Polsce powinniśmy zlikwidować niemal 90 proc. szpitali, była wicepremier w rządzie PO-PSL Elżbieta Bieńkowska twierdziła, że Unia Europejska powinna finansowo ukarać Polskę, a Sławomir Nitras obiecywał polskim katolikom "opiłowanie z pewnych przywilejów".

Na dokładkę prof. Leszek Balcerowicz zaserwował uczestnikom Campusu swoją specjalność zakładu, czyli obwinianie o całe zło tego świata socjalizmu, transferów socjalnych i krytyków transformacji lat 90. Wszystko wygłoszone ex-cathedra i z uwielbieniem dla samego siebie. Uwielbienia znacznie mniej mieli siedzący na widowni młodzi ludzie. Zwłaszcza, gdy przyszedł czas na pytania o kryzys klimatyczny, a ekonomista momentami wręcz usprawiedliwiał denializm klimatyczny.

Nic dziwnego, że najobszerniejszą relację z Campusu Polska Przyszłości przeprowadzała TVP Info, która nie przepuściła okazji, żeby cała Polska usłyszała o powyższych wypowiedziach. W obozie Trzaskowskiego się tym nie przejmowali i nie przejmują.

Im bardziej platformiany "beton" dorzucał na Campusie do pieca, tym dla nas lepiej. Raz, że na tego typu imprezie chodzi o to, żeby było zwarcie, ferment, ostra dyskusja. Dwa, że krytyka idzie na ich konto i konto Platformy, a nie Rafała i jego ruchu

- słyszmy w otoczeniu prezydenta stolicy.

Event buntu i konfrontacji z dziadersami

Trzaskowski nie zirytował się nawet na Nitrasa - prywatnie to jego wieloletni, bliski kolega - po jego słowach o "opiłowywaniu katolików". Jak twierdzą nasi informatorzy, wszyscy uznali je za "niefortunny skrót myślowy w luźnej dyskusji". Poza tym, organizatorzy Campusu już przed jego rozpoczęciem zdawali sobie sprawy, że takie wypowiedzi jak Bieńkowskiej, Grodzkiego, Nitrasa czy Balcerowicza będą padać.

Campus nie jest dla dziadersów, tylko dla młodych. Nawet jeśli zapraszamy dziadersów jako gości czy prelegentów, to dlatego, żeby rozmawiali z młodzieżą na jej zasadach, a nie żeby wygłaszali swoje prawdy objawione

- tłumaczy nam jeden z organizatorów. I dodaje:

Podchodzenie do Campusu, że to ma być przewidywalna akcja, wpisująca się w jakieś sztywne ramy i na której nie dzieją się żadne dziwne rzeczy - to bezsens. Campus musi być eventem buntu, kłótni, konfrontacji poglądów

Mniej wyrozumiali od Trzaskowskiego byli w kierownictwie Platformy. Słowa Nitrasa o katolikach to zdaniem Donalda Tuska i jego ludzi woda na młyn prorządowej propagandy i kompletnie niepotrzebne wystawianie się na strzał (inna rzecz, że Tusk za Nitrasem, delikatnie mówiąc, nigdy nie przepadał). Wypowiedzi Balcerowicza, Grodzkiego i Bieńkowskiej również furory nie zrobiły, ale w Platformie uznano, że od pierwszego z łatwością będzie można się odciąć, a w dwóch kolejnych przypadkach ostre słowa można uzasadnić merytoryczną słusznością (choć nie wiadomo, czy to pomoże).

Natomiast słów Nitrasa nie ma jak bronić, bo zakładają dociśnięcie konkretnej grupy obywateli ze względu na ich przekonania religijne. Co gorsza, tą grupą jest miażdżąca większość obywateli. Wszystko w sytuacji, gdy Tusk stara się, jak może, żeby wycofać Koalicję Obywatelską z lewego skrzydła w stronę politycznego centrum, w którym rozgościły się Polska 2050 i PSL.

Problem polega na tym, że o ile od Balcerowicza można się z łatwością odciąć, powiedzieć, że to jeden z gości i tyle, to od Bieńkowskiej, Grodzkiego i Nitrasa odciąć się już nie możemy. W końcu to była wicepremier i unijna komisarz, obecny marszałek Senatu oraz nasz poseł i członek zarządu Platformy

- rozkłada ręce wieloletni polityk Platformy.

Open'er i klub dyskusyjny

Wątpliwe jednak, żeby w otoczeniu Trzaskowskiego się tym przejęli i w przyszłym roku tak selekcjonowali gości, żeby ci swoimi wypowiedziami nie przysporzyli kłopotów największej formacji opozycyjnej.

Nie chcemy rezygnować z nikogo

- zapewnia nas bliski współpracownik Trzaskowskiego, a po chwili dodaje, że w kolejnej edycji Campusu ma się pojawić znacznie więcej postaci o konserwatywnym rodowodzie. W tym roku, mimo że zaproszenia zostały wysłane, większość z nich na Campusie się nie pojawiła. Sukces pierwszej edycji ma w założeniu organizatorów zmienić ten stan rzeczy przed drugą odsłoną imprezy.

Organizatorzy Campusu żałują m.in. nieobecności w Olsztynie Szymona Hołowni.

Hołownia nie zaryzykował i stracił. Jak to mówią: kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Hołownia nie zaryzykował, więc tego szampana nie pije

- tłumaczy nam jeden z organizatorów. I dodaje:

Kosiniak-Kamysz podjął rękawicę, przyjechał, dyskutował. Młodzież w wielu kwestiach się z nim nie zgadzała, polemizowała, ale na koniec zbiła z nim piątkę i podziękowała, że się pojawił. Dzięki temu nawet mając inne od niego poglądy, mogli zrozumieć, dlaczego on myśli inaczej i na ile inaczej. To jest wartość Campusu

Właśnie reakcje i opinie młodych gości są dla Trzaskowskiego i jego otoczenia najważniejszą oceną jakości Campusu. Oceną, która wedle organizatorów była bardzo pozytywna. Młodzi ludzie nie podchodzili z nabożeństwem do wielkich nazwisk polskiej polityki i życia społecznego - jak wspomniany Kosiniak-Kamysz czy prof. Balcerowicz. Dyskutowali z nimi ostro, zadawali trudne pytania, bronili swoich przekonań. Zresztą dyskusje na panelach z gośćmi miały stanowić jedynie punkt wyjścia do rozmów kuluarowych i nakręcenia "życia campusowego". To również się udało, bo o niektórych panelach i tematach debatowano jeszcze długo po zakończeniu występów na głównej scenie Campusu.

Nasz Campus to połączenie Open'era i klubu dyskusyjnego

- żartuje jeden z naszych rozmówców.

Dziedziczenie władzy

W otoczeniu Trzaskowskiego są też zadowoleni, że udało się obronić Campus przed zawłaszczeniem go przez Platformę i sprowadzeniem do roli partyjnego happeningu. A w zasadzie - że samej młodzieży udało się takiej obrony dokonać.

Tusk próbował zepchnąć Campus w stronę młodzieżówki Platformy, ale to mu się nie udało. Zresztą samej młodzieży obecnej na jego dyskusji z Rafałem to się wyraźnie nie spodobało

- przyznaje z satysfakcją zaufany człowiek prezydenta Warszawy.

Dyskusja Trzaskowskiego z Tuskiem na inaugurację Campusu była zresztą jednym z bardziej wyczekiwanych punktów programu. Jak słyszymy w Platformie, "czuć było w jego trakcie rywalizację i lekki stres obu panów", ale też „zebrało świetne opinie nawet u ludzi spoza Koalicji Obywatelskiej".

Campusem Rafał pokazał, że ma kto dziedziczyć po Donaldzie władzę w Platformie

- przyznaje z uznaniem jeden z polityków PO, którego pytamy o Campus.

Po stronie Trzaskowskiego myślą podobnie.

Rafałowi Campus dał wiatr w skrzydła. Nie chodzi nawet o samą politykę, tylko o to, że on świetnie się tam czuł, bo lubi taką luźną formułę, rozmowy z ludźmi, kontakt z młodzieżą

- tłumaczy nam jeden z ludzi prezydenta stolicy. Zapewne dlatego zaplanowana jest już nie tylko kontynuacja projektu Campus Polska Przyszłości, ale również organizacji innych, mniejszych wydarzeń i inicjatyw pomiędzy Campusami. Impreza z olsztyńskiego kortowa podłączyła Trzaskowskiego i jego Ruch Wspólna Polska do tlenu. Nikt nie chce tego zmarnować tak, jak zmarnowano pierwsze miesiące po zeszłorocznych wyborach prezydenckich.

Więcej o: