Kaczyński wraca z urlopu, a dom stoi w ogniu. Komisja Europejska uderzyła w najsłabszy punkt PiS-u [ANALIZA]

Łukasz Rogojsz
Jarosław Kaczyński dopiero co wrócił ze swojego corocznego sierpniowego urlopu, a już musi gasić potężny pożar. Komisja Europejska ogłosiła właśnie, że polski Krajowy Plan Odbudowy na razie nie zostanie zaakceptowany. To efekt "wojny trybunałów" - polskiego i europejskiego. To także śmiertelne zagrożenie dla Polskiego Ładu, a co za tym idzie - dla politycznych planów Zjednoczonej Prawicy.
Komisja Europejska wstrzymuje akceptację polskiego Krajowego Planu Odbudowy i w konsekwencji wypłaty z unijnego Funduszu Odbudowy m.in. ze względu na kwestionowanie przez rząd w Warszawie prymatu prawa UE i skierowanie tej sprawy do TK

- oznajmił w europarlamencie unijny komisarz ds. gospodarczych Paolo Gentiloni.

Obok Polski również Węgry są w Brukseli na cenzurowanym i mogą szybko nie zobaczyć funduszy unijnych.

Potrzebujemy od Polski i Węgier dodatkowych wyjaśnień, które upewnią nas, że kraje te wypełnią wszystkie stawiane przez nas warunki i wymagania. Nim udzielimy zgody na wypłatę środków, musimy uzyskać stosowne zapewnienia

- powiedział Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej i komisarz ds. handlu.

Polska znalazła się pod lupą UE z powodu wątpliwości co do niezawisłości sądownictwa (tzw. reforma sprawiedliwości przygotowana przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę) oraz zamachu na wolność mediów (projekt "lex TVN", mający na celu wywłaszczenie amerykańskich właścicieli stacji). Kroplą, która przelała czarę goryczy, było jednak skierowanie pod koniec marca przez premiera Mateusza Morawieckiego do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie, czy prawo unijne w myśl Konstytucji RP może być nadrzędne wobec prawa krajowego.

Zobacz wideo Minister Ziobro nie zostawia suchej nitki na decyzji TSUE ws. Izby Dyscyplinarnej SN

Wojna prawna Warszawy z Brukselą

Komisja Europejska od dawna podaje w wątpliwość niezawisłość polskiego Trybunału, w którym zasiadają współautorzy ostro krytykowanych zmian w wymiarze sprawiedliwości. Z kolei próba instytucjonalnego zniesienia nadrzędności prawa unijnego nad prawem krajowym jest podważeniem jednego z najważniejszych fundamentów funkcjonowania całej Unii Europejskiej. Mówiąc obrazowo: to wypowiedzenie Brukseli wojny totalnej.

Dlatego Komisja Europejska już w czerwcu zaapelowała do polskiego rządu o wycofanie wniosku premiera z Trybunału Konstytucyjnego. Jak podkreślili wówczas brukselscy urzędnicy, wniosek szefa polskiego rządu "kwestionuje fundamentalne zasady prawa UE, a szczególnie prymat prawa UE". KE zapowiedziała też wówczas, że zlekceważenie tej prośby, a zwłaszcza wyrok kwestionujący pierwszeństwo prawa wspólnotowego nad krajowym, spotkają się ze zdecydowaną reakcją UE.

Polski rząd nie tylko nie wycofał swojego wniosku z TK, ale nieformalnie dał Trybunałowi zielone światło do działania. Efektem był lipcowy wyrok, w którym upolityczniony Trybunał stwierdził, że nakładanie przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) na Polskę środków tymczasowych ws. reformy wymiaru sprawiedliwości jest sprzeczne z polską konstytucją. Chodziło o ratowanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Odpowiedź strony polskiej mogła pójść jeszcze dalej, gdyby TK przesądził o wyższości prawa polskiego nad unijnym, ale rozprawa została odroczona na początek sierpnia. Potem ponownie, na koniec sierpnia, a później ponownie - tym razem do 22 września.

Bez dobrego wyjścia

Kolejne już odroczenie rozprawy o wyższości prawa polskiego nad unijnym miało być taktyczną grą na czas Zjednoczonej Prawicy - pisaliśmy zresztą o tym na Gazeta.pl - do chwili, aż Komisja Europejska zatwierdzi złożony przez polski rząd Krajowy Plan Odbudowy. Wyrok TK miał stanowić kartę przetargową w ewentualnych rozmowach z Brukselą.

Jak mówił w rozmowie z Gazeta.pl prof. Artur Nowak-Far, polski rząd "chce poniekąd kupić czas", licząc na akceptację naszego KPO.

Akceptacja oznacza bowiem szybkie wypłacenie 13 proc. środków w formie swego rodzaju zaliczki. UE robi przelew, z którego Polska nie musi się od razu rozliczać. Polski rząd bardzo liczy na zastrzyk pieniędzy, bo deficyt budżetowy jest poważny. Oficjalna narracja jest taka, że sytuacja jest świetna, mamy nadwyżkę. Ale prawdziwy deficyt ukryty jest w różnego rodzaju funduszach

- ocenił prawnik i ekspert od prawa międzynarodowego ze Szkoły Głównej Handlowej.

Wspomniane 13 proc. kwoty, którą w ramach tzw. Europejskiego Funduszu Odbudowy Polska ma otrzymać w ramach swoistej zaliczki, to ponad 7,5 mld euro. Czyli prawie 34 mld zł (po kursie NBP z 2 września). Kwota nie do pogardzenia w dobie kryzysu gospodarczego i ambitnych planów inwestycyjnych, jakimi jest Polski Ład.

Wraz z decyzją KE o "zamrożeniu" polskiego KPO, kalkulacje Nowogrodzkiej wzięły w łeb. Rządzący na własnej skórze przekonali się, że pozycja negocjacyjna Komisji Europejskiej była i jest w tym sporze bezapelacyjnie mocniejsza niż strony polskiej. To polski rząd ryzykuje, że znajdzie się na marginesie wspólnoty prawnej UE, na dobre rozbuja łódkę o nazwie "Polexit" i przede wszystkim pogrąży przyszłość Polskiego Ładu, który bez finansowania ze środków unijnych będzie niczym więcej niż kilkoma kolorowymi slajdami i kartkami z projektami ustaw.

UE nie ryzykuje ze swojej strony nic, za to wreszcie ma potężny środek nacisku na lekceważący unijne zasady gry polski rząd. Tym środkiem nacisku jest właśnie KPO, dla zatwierdzenia którego Zjednoczona Prawica zrobi wiele. Jeszcze przed decyzją KE kluczowi politycy obozu władzy mówili o tym, że dni Izby Dyscyplinarnej SN są policzone. Patrząc na stanowisko KE, na samej izbie może się nie skończyć. A na swoje nieszczęście "dobra zmiana" nie ma tutaj żadnych atutów, które mogłaby przeciwstawić KE w walce o los polskiego KPO.

Jeśli więc Bruksela tego zażąda, ustępstwa w kwestii "reformy" wymiaru sprawiedliwości obejmą więcej niż tylko Izbę Dyscyplinarną SN. Absolutnym priorytetem dla rządu jest bowiem Polski Ład, a bez solidnego zastrzyku funduszy unijnych jego realizację można włożyć między bajki. Tyle że rozwiązanie jednego problemu (z zatwierdzeniem KPO przez KE) rodzi inny problem. Ustępstwa wobec UE w sprawie polskiego sądownictwa rozwścieczą ministra Ziobrę i Solidarną Polskę. Wszak zmiany w wymiarze sprawiedliwości to jego oczko w głowie.

W sytuacji, w której dziewiętnaście szabel Solidarnej Polski w Sejmie jest dla Nowogrodzkiej na wagę złota, ratowanie za wszelką cenę Polskiego Ładu może oznaczać nową odsłonę wojny wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. To oznaczałoby, że prezes Kaczyński i PiS wpadli z deszczu pod rynnę.

Więcej o: