Raport Macierewicza: 300 stron i zdania odrębne. Zawiedzione rodziny idą do Kaczyńskiego

Jacek Gądek
Około 300 stron liczy raport Podkomisji Smoleńskiej. Przyjęto go w tajemnicy 10 sierpnia. Antoni Macierewicz nie poinformował o tym rodzin smoleńskich. Do Jarosława Kaczyńskiego pielgrzymują przeciwnicy Macierewicza, którzy chcą, aby badanie katastrofy przejęła międzynarodowa komisja.
Zobacz wideo "Bywa szarmancki". Kim naprawdę jest Antoni Macierewicz?

10 sierpnia Podkomisja Smoleńska - w głębokiej tajemnicy - przyjęła raport końcowy z badania katastrofy z 10 kwietnia 2010 r., o czym poinformowało wPolityce. Nie ma pewności, że stało się to zgodnie z przepisami, bo Macierewicz - przekonują nas osoby, które z nim miały okazję współpracować także w Podkomisji - ma swobodne podejście do procedur.

Macierewicz nie zaprzecza

Sam Macierewicz publicznie nie potwierdził, ale też nie zaprzeczył doniesieniom o przyjęciu raportu. Skontaktowaliśmy się z Macierewiczem, ale nie chciał odpowiadać na pytania i miał nam do przekazania jedynie, że w logo "Gazety Wyborczej" jest kolor czerwony, podziękował za liczne pytania wysyłane do Podkomisji i wyraził żal, że odpowiedzi nie były satysfakcjonujące dla autora.

Skontaktowaliśmy się także z dwiema osobami zasiadającymi (jeszcze w sierpniu) w Podkomisji. Jedna poprosiła, aby przestać ją "nękać" i się pożegnała, a druga pożegnała się od razu. Żadna z osób z Podkomisji - w tym Macierewicz - nie zaprzeczyła informacji, że raport końcowy został przyjęty przez Podkomisję.

Taką informację potwierdza "Gazeta Polska Codziennie" i Niezależna.pl, które są medialnym zapleczem Macierewicza. Dziennik cytuje szefa "Niezależnej", który jest de facto pasem transmisyjnym Macierewicza, mówiącego, że przyjęcie raportu jest faktem. Macierewicz zarezerwował dla siebie moment ogłoszenie raportu.

Z publikacji "GPC" wynika, że raport ma być bardzo szeroko omówiony w tygodniku "Gazeta Polska" Tomasza Sakiewicza - bardzo blisko związanego z Macierewiczem - za tydzień.

Jak wynika również z naszych źródeł, raport końcowy został - zdaniem Macierewicza, bo nie ma pewności, że jego przyjmowanie nie jest obarczone wadami formalnymi - przyjęty 10 sierpnia.

Wątpliwości ws. posiedzenia

Wedle informacji Gazeta.pl proces przyjmowania raportu budzi wątpliwości nawet w samej Podkomisji. Po pierwsze: nie wszyscy jej członkowie (a jest ich 19) uczestniczyli w posiedzeniu Podkomisji. Po drugie: jak wynika z naszych informacji, nie wszyscy członkowie Podkomisji zostali skutecznie poinformowani o terminie posiedzenia, na którym miał być głosowany raport. Po trzecie: część podpisów zbierano poza siedzibą Podkomisji.

Podkomisja liczy 19 osób, a do przegłosowania raportu potrzebnych jest tylko 11 osób, z których większość (w razie remisu w głosowaniu przeważa głos szefa) musi być "za".

Zgodnie z rozporządzeniem szefa MON o powołaniu Podkomisji, Macierewicz ma po przyjęciu raportu obowiązek przekazania go do dwóch instytucji: ministrowi obrony narodowej i Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. MON nie odpowiedziało na pytanie, czy raport trafił do resortu.

Raport liczy ok. 300 stron. Wedle naszych informacji kilka osób spośród członków Podkomisji w czasie posiedzenia 10 sierpnia powiedziało, że zgłosi zdania odrębne, które są dołączane do raportu - nie wiadomo jednak, czy to ostatecznie uczyniły w sposób skuteczny.

Rodziny zostały bez informacji

Według informacji Gazeta.pl rodziny smoleńskie nie zostały poinformowane o przyjęciu raportu i jego treści. Większość rodzin - tych bliskich PiS - jest zresztą wściekła na Macierewicza za to, że je oszukiwał i beształ, co wynika z ujawnionych przez Gazeta.pl "taśm Macierewicza".

W rodzinach nie ma też wiary w prawdziwość ustaleń Podkomisji.

Spotkania na Nowogrodzkiej

Od maja parę najbardziej zaangażowanych rodzin smoleńskich chodzi na Nowogrodzką, by spotykać się z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Wśród inicjatorek jest Jadwiga Gosiewska, matka śp. wicepremiera Przemysława Gosiewskiego. Mimo że przez kilka lat liczyła na Macierewicza, to w tym roku - po publikacjach Gazeta.pl o Podkomisji - wprost żądała dymisji Macierewicza.

Wedle naszych informacji doszło do dwóch spotkań tych rodzin z prezesem PiS. Uczestniczyli w nich również Glenn Jorgensen (duński inżynier, który otrzymał także polskie obywatelstwo) i Ewa Stankiewicz-Jorgensen - najbardziej radykalni zwolennicy teorii zamachowych. Jorgensen jest bardzo ostro skonfliktowany z Macierewiczem - oskarżał go o sabotowanie prac Podkomisji. Stankiewicz z kolei oskarżała Macierewicza i TVP o próbę cenzurowania jej filmu "Stan zagrożenia".

Jak tłumaczą nam osoby dobrze znające sprawę wizyt rodzin i radykalnych zwolenników teorii zamachowych na Nowogrodzkiej, prezes PiS nie odmawia tym rodzinom - często wciąż zrozpaczonym - rozmów. Rodziny te i osoby, które je przyprowadzają do centrali PiS, liczą, że prezes PiS doprowadzi do powstania międzynarodowej komisji, która zbada katastrofę smoleńską.

Więcej o: