Trybunał wkracza do akcji. PiS chce zjeść ciastko i mieć ciastko

Łukasz Rogojsz
Trybunał Konstytucyjny miał zdecydować o wyższości prawa polskiego nad unijnym, ale rozprawa odbywająca się na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego została odroczona do 22 września. Wyrok TK w tej sprawie ma fundamentalne znaczenie. Jeśli Trybunał przychyli się do stanowiska szefa rządu, będzie to sytuacja bez precedensu w skali Unii Europejskiej.

Plan premiera, a szerzej całego obozu władzy, jest w tej sprawie jasny i oczywisty - uwolnić się od ograniczenia w postaci prawa unijnego. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj kwestia tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości, którą od sześciu lat sukcesywnie wdraża Zjednoczona Prawica. To właśnie daleko idące upolitycznienie sądów i pozbawienie ich niezawisłości jest głównym punktem spornym na linii Warszawa-Bruksela.

Nie bez znaczenia są okoliczności rozprawy przed Trybunałem Konstytucyjny. Pierwotnie TK miał rozpatrzyć tę sprawę w lipcu, kiedy to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) decydował o przyszłości Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. TSUE najpierw nałożył na Polskę środki tymczasowe, obligujące stronę polską do natychmiastowego zawieszenia funkcjonowania Izby, a kilkadziesiąt godzin później wydał wyrok, w którym stwierdził, że powołanie Izby w obecnym kształcie narusza prawo europejskie. Na koniec, niejako "na dokładkę", Komisja Europejska wszczęła postępowanie przeciwnaruszeniowe wobec Polski z powodu ustanowienia w naszym kraju "stref wolnych od LGBT".

Zobacz wideo Minister Ziobro nie zostawia suchej nitki na wyroku TSUE ws. Izby Dyscyplinarnej SN

Na ratunek tzw. reformie sprawiedliwości

W lipcowym wywiadzie dla Gazeta.pl prof. Antoni Dudek z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego tłumaczył, że rządzącym nie chodzi jedynie o uwolnienie się od ograniczeń narzucanych przez Brukselę w kwestii polityki krajowej.

Ten konflikt będziemy obserwować jeszcze długo. Konflikt o zakres suwerenności państwa w ramach Unii Europejskiej

- stwierdził wówczas historyk i politolog. Dodał też jednak, że druga płaszczyzna tego konfliktu "dotyczy walki o interpretację Traktatu Lizbońskiego. O to, kto może sobie pozwolić na więcej: Bruksela czy państwa narodowe".

Praźródłem tego konfliktu jest to, że nie zostało określone, jak daleko może w przyszłości sięgać ingerencja struktur unijnych w wewnętrzne sprawy państw członkowskich i jak duże wpływy w ramach tej integracji będzie mieć TSUE. Dlatego ten konflikt nie zniknie nawet gdy na Węgrzech zabraknie Orbána, a w Polsce Kaczyńskiego

- analizował na łamach Gazeta.pl prof. Dudek.

W międzyczasie Nowogrodzka wyraźnie zmieniła swoje stanowisko ws. Izby Dyscyplinarnej SN. Na początku sierpnia w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej likwidację Izby zapowiedział Jarosław Kaczyński.

Zlikwidujemy Izbę Dyscyplinarną w tej postaci, w jakiej funkcjonuje ona obecnie i w ten sposób zniknie przedmiot sporu

- przyznał prezes PiS-u.

Zaznaczył przy tym jednak, że jej likwidacja odbędzie się na warunkach strony polskiej.

Reforma przygotowywana przez minister Annę Dalkowską przewidywała likwidację Izby Dyscyplinarnej jeszcze przed wyrokiem TSUE i już kilka miesięcy temu była omawiana i pozytywnie zaopiniowana przez komitet bezpieczeństwa

- przypomniał polityk. I dodał:

Sądzę, że trzeba tę reformę podjąć, bo ona i tak była planowana, najwyżej będzie to kwestia jej przyspieszenia, ale to jest też część Polskiego Ładu

Zapowiedź likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN nie oznacza jednak, że Nowogrodzka planuje całkowicie porzucić przeprowadzane od sześciu lat zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Właśnie w tej kwestii kluczowa jest rola Trybunału Konstytucyjnego i wyroku o ewentualnej nadrzędności prawa krajowego nad prawem unijnym. Taki wyrok zabezpieczyłby "dobrą zmianę" przed koniecznością realizacji postanowień TSUE ws. polskiego wymiaru sprawiedliwości (a zapewne również w innych sprawach).

Wyrok, którego nikt nie uzna?

Rzecz w tym, że nawet jeśli kierowany przez Julię Przyłębską TK wyda wyrok po myśli polskiego rządu, to będzie on szeroko kwestionowany na forum międzynarodowym. Wszystko dlatego, że ma go wydać pełny skład TK, a więc również trzech tzw. sędziów-dublerów, powołanych na stanowiska już prawidłowo obsadzone przez Sejm VII kadencji i koalicję PO-PSL. Wspomniani dublerzy to: Justyn Piskorski, Jarosław Wyrembak, Mariusz Muszyński.

Już w maju tego roku Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że wyrok wydany przy udziale sędziego-dublera jest wyrokiem wadliwym prawnie, przez co nie obowiązuje w porządku prawnym. Wielce prawdopodobne, że nawet jeśli TK orzeknie o wyższości prawa polskiego nad prawem unijnym, to na forum unijnym wyrok ten nie będzie respektowany.

Nowy Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Marcin Wiącek wystąpił o wyłączenie sędziów-dublerów ze składu sędziowskiego, zajmującego się relacją prawa polskiego do prawa unijnego. To jednak nie koniec. RPO domagał się również wyłączenia ze składu sędzi Krystyny Pawłowicz. Tutaj powodem były jej wielokrotne mocno krytyczne wypowiedzi po adresem Unii Europejskiej oraz fakt, że z objęciem przez nią stanowiska również wiążą się poważne wątpliwości. Wszak do Trybunału Konstytucyjnego została powołana mimo przekroczenia ustawowego wieku, w którym można objąć funkcję sędziego TK.

Duch polexitu powraca

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego, gdy już wreszcie zostanie wydany, będzie mieć fundamentalne znaczenie z jeszcze dwóch powodów. Po pierwsze, wyrok uznający wyższość prawa krajowego nad prawem unijnym uderzałby w fundamenty polskiego członkostwa w UE. Po drugie, niemal na pewno miałby też dotkliwe konsekwencje finansowe. Nie mogąc liczyć na przestrzeganie unijnego prawa przez stronę polską, Komisja Europejska w myśl zasady umownie nazwanej "pieniądze za praworządność" wstrzymałaby transfer środków unijnych do Polski. Tych samych środków, na których w znacznej mierze ma opierać się Polski Ład, flagowy program inwestycyjny Zjednoczonej Prawicy.

Wniosek polskiego premiera zaprzecza podstawowym pryncypiom funkcjonowania Unii Europejskiej - zasadzie państwa prawnego, zasadzie lojalnej współpracy oraz zasadzie skutecznej ochrony sądowej

- wyliczał w lipcu w rozmowie z Gazeta.pl dr hab. Piotr Bogdanowicz z Uniwersytetu Warszawskiego.

Tutaj nie chodzi o "jakieś" naruszenie prawa Unii Europejskiej. W przypadku Polski mamy do czynienia z naruszeniem zasad, na których UE się opiera. To absolutnie kluczowe zasady i wartości, związane z członkostwem każdego państwa w Unii Europejskiej

- zaznaczył ekspert od prawa europejskiego.

Na koniec pozostają jeszcze kwestie stricte polityczne, a więc pytanie o przyszłość Polski w Unii Europejskiej. Nawet po wyroku TK, który przyznawały polskiemu prawu prymat nad prawem unijnym, nikt nas z UE nie wyrzuci. Sami też z niej nie wyjdziemy, bo wbrew obiegowej opinii PiS wie, że Polska ogromnie zyskuje na członkostwie w UE (pisaliśmy o tym zresztą na łamach Gazeta.pl). Dla rządu Zjednoczonej Prawicy byłby to optymalny scenariusz - pozostać w UE, ale nie respektować wyroków TSUE, albo respektować je selektywnie.

Rzecz w tym, że Bruksela nigdy się na coś takiego nie zgodzi. Zwłaszcza po brexicie, gdy spójność UE jest jednym z głównych priorytetów. A na stronę polską, polskiego premiera i prezesa PiS-u jest jeden niezawodny środek nacisku, o którym w lipcu mówił nam prof. Antoni Dudek. Chodzi o wstrzymanie wypłaty środków UE.

Ten mechanizm został opracowany, ale nie został jeszcze użyty. Wisi jak ten miecz Damoklesa i być może kiedyś uderzy. Zgodzę się, co do tego, że jeśli uderzy w PiS i przelewy z UE zostaną przynajmniej na jakiś czas wstrzymane, to będzie moment, w którym PiS z tego sporu wyjdzie na tarczy. Bo na to nie będą mieć żadnej odpowiedzi

- przewidywał w lipcu prof. Antoni Dudek.

Więcej o: