Głos rozsądku i bezpieczne stanie z boku. Plan Tuska ws. uchodźców wydaje się optymalny, ale ma jedną wadę [ANALIZA]

W krańcowo emocjonalnym rozdygotaniu, które towarzyszy politykom opozycji w kwestii uchodźców z Usnarza Górnego, wystąpienie Donalda Tuska było zupełnie nową jakością. Jednak nawet u byłego premiera było widać duże obawy przed tym, jakie szkody ten temat może wyrządzić zarówno jego partii, jak i całej opozycji.
Nie może być tak, że rząd dużego europejskiego kraju nie jest w stanie zapewnić lekarstwa i kanapki matce z dzieckiem na naszej granicy

- ocenia w kilkuminutowym nagraniu, zamieszczonym w mediach społecznościowych Platformy Obywatelskiej, Tusk.

Poza aspektem humanitarnym były premier poruszył też równie ważny aspekt (geo)polityczny, a więc ochronę polskich granic i odpowiedź na prowokację reżimu Aleksandra Łukaszenki, który uchodźców wykorzystuje do uderzenia w Zachód, na czele z Polską i Litwą.

Wiemy, że reżim Łukaszenki przygotowywał prowokację, organizując strumień migrantów i kierując ich w stronę Unii Europejskiej

- mówi na nagraniu Tusk. I dodaje:

Po drugie, i to jest ten problem o wielkiej wadze politycznej, musimy umieć zapewnić bezpieczeństwo naszym granicom

Trzecim elementem wystąpienia Tuska był apel o zbudowanie ponadpartyjnej "elementarnej zgody narodowej" dotyczącej kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej.

Nie może być tak, że sytuację humanitarną i kwestię bezpieczeństwa granic wykorzystuje się do gry politycznej. Władza, ale też my wszyscy jesteśmy zobowiązani rozmawiać serio i odpowiedzialnie o tym, jak zapobiec kryzysowi – jak pomóc tym osobom i jak zabezpieczyć granice

- przekonuje szef Platformy.

Zobacz wideo Jak wygląda rzeczywistość uchodźców na granicy polsko-białoruskiej?

Trzy filary Tuska

Wystąpienie Tuska mocno odróżnia się od tego, co do tej pory słyszeliśmy od polityków opozycji i co widzieliśmy w ich wykonaniu. Tą różnicą jest całościowe spojrzenie na problem, a nie jedynie na jeden z jego aspektów bez uwzględniania lub należytego docenienia pozostałych.

Z jednej strony, Tusk zauważa konieczność humanitarnego podejścia do przetrzymywanych przy granicy z Polską uchodźców, dostarczenia im jedzenia, leków i odzieży. Koniec upadlania tych ludzi i wynoszenia tego do rangi cnoty przez niektórych polityków rządu (np. wiceszef MSWiA Maciej Wąsik, który na Twitterze przechwalał się rozłożeniem na granicy polsko-białoruskiej ponad 100 km drutu kolczastego).

Z drugiej strony, Tusk równie mocno podkreśla, że cała sytuacja została od A do Z precyzyjnie wyreżyserowana przez reżim Łukaszenki, a jej celem jest uderzenie w Unię Europejską. To Mińsk organizuje transporty ludzi z Iraku czy Afganistanu, mamiąc ich obietnicą lepszego życia na Zachodzie, a następnie wykorzystując ich w swojej wojnie z Unią Europejską. Dlatego Polska musi też mieć na względzie bezpieczeństwo granic swoich i całej Unii Europejskiej. Nie może dać się wciągnąć w grę Łukaszenki, bo jeśli tak się stanie, będzie to rozgrywka bez końca.

Wreszcie po trzecie, Tusk słusznie apeluje o "elementarną zgodę narodową" w temacie uchodźców z Usnarza Górnego, chociaż brzmi to trywialnie i wygląda na typowe zagranie pod publiczkę. Niestety, faktem jest, że od przeszło dwóch tygodni w Polsce trwa polityczna wojna o uchodźców. Zjednoczona Prawica stara się ich wykorzystać do "przykrycia" całego mnóstwa swoich problemów (od fiaska Narodowego Programu Szczepień, przez zamach na wolne media, po kruszącą się większość w Sejmie) i wzbudzenia w Polakach strachu, który podbije notowania "dobrej zmiany". Lewica myśli tylko o tym, żeby uchodźcom pomóc, kompletnie nie zajmując się geopolitycznymi konsekwencjami tego, co dzieje się na polsko-białoruskiej granicy. Z kolei centryści boją się komukolwiek narazić i zachowują się w tym temacie, jakby stąpali po polu minowym.

Dlatego tak, ustalenie podstawowego wspólnego mianownika dla wszystkich stron byłoby obecnie wielce wskazane. Na razie narastające podziały i napięcia w społeczeństwie oraz wśród polityków są realizacją tego, co zaplanował sobie reżim Łukaszenki - destabilizacji sytuacji w Polsce. Niestety rządzący nie mają w zwyczaju pytać swoich politycznych konkurentów o zdanie, chyba, że planują zrobić to w ramach medialnej pokazówki albo stawiając opozycję przed faktem dokonanym. Opozycja z kolei w sprawie uchodźców bardziej myśli o tym, żeby obwinić i uderzyć w rząd, niż o tym, że w tej sytuacji na celowniku nie są ani rządzący, ani opozycja, tylko całe państwo polskie. Słowem: wypada myśleć o czymś więcej niż swój interes polityczny czy nawet koczujący przy granicy ludzie. Odpowiedzialny polityk ponad wszystko przedkłada wówczas rację stanu swojego państwa.

Jedno duże "ale"

Wystąpienie Tuska jest rozsądne i stonowane emocjonalnie. To atut, bo emocji w tym temacie mamy aż nadto. Tusk stara się deeskalować problem, a emanujący od niego spokój wzbudza zaufanie. W połączeniu z jego ogromnym międzynarodowym doświadczeniem, Tusk pokazuje się wyborcom opozycji jako lider i właściwy człowiek na właściwym miejscu. Sam zresztą zręcznie PR-owo kontrastuje to z postawą rządu/państwa, w kontekście której kilkukrotnie powtarza słowo "bezradność". Niemniej, słuchając jego oceny sytuacji na polsko-białoruskiej granicy, elektorat opozycji zyskuje przekonanie, że Tusk wie, co robi i o czym mówi.

Ale czy na pewno? Tu można postawić duży znak zapytania. Z trzech powodów. Po pierwsze, początkowo przewodniczący PO miał przedstawić stanowisko największej partii opozycyjnej ws. kryzysu migracyjnego na konferencji prasowej. Dopiero potem, tuż przed samą konferencją, okazało się, że jednak z przedstawicielami mediów się nie spotka, a jedynie wygłosi oświadczenie. Dlaczego? Możemy gdybać nad przyczynami, ale dociekliwe pytania o sytuację uchodźców dziennikarzy na pewno nie są w tym temacie ani Tuskowi, ani Platformie potrzebne. Tak naprawdę wystarczyłoby jedno - "Gdyby to pan był dzisiaj premierem, to czy zdecydowałby pan o wpuszczeniu uchodźców na terytorium Polski?" - żeby misternie ułożone oświadczenie Tuska runęło niczym domek z kart.

Runęłoby dlatego, że Tusk nie oferuje żadnych długoterminowych rozwiązań. W jego oświadczeniu nie ma odpowiedzi na trudne pytania i propozycji kluczowych decyzji do podjęcia. Tusk przywołuje przykład rewolucji na Ukrainie, w czasie której pełnił urząd premiera. Zaprosił wtedy przedstawicieli opozycji na rozmowę "o tym, jak Polacy wspólnie mogą uporać się z tym dramatycznym wyzwaniem".

Oczekuję dziś dokładnie tego samego od władzy. I oczywiście jestem gotów do takiej rozmowy. I jestem przekonany, że mogę te słowa powiedzieć w imieniu całej opozycji

- apeluje w swoim oświadczeniu Tusk.

Rzecz w tym, że to asekuranctwo. Rozwiązanie, które... niczego nie rozwiązuje. Nie pokazuje, czego chce zarówno sam Tusk, jak i cała Platforma Obywatelska. Nie pokazuje, jakie decyzje podjęliby, gdyby to oni rządzili dzisiaj państwem. Brak tego rozwiązania jest jednak nieprzypadkowy. Chociaż wystąpienie Tuska jest zdecydowanie lepsze od tego, co na temat wydarzeń z Usnarza Górnego mówi większość polityków opozycji, to pokazuje też, że Platforma i sam Tusk bardzo obawiają się tematu uchodźców.

Pamiętają, ile ten temat kosztował opozycję politycznie w przeszłości i jak łatwo pozwalał zmobilizować Zjednoczonej Prawicy swoich wyborców, jednocześnie dzieląc partie po opozycyjnej stronie barykady. Teraz rządzący od niemal roku są w ciężkim kryzysie, w Sejmie balansują na granicy utraty większości, a sondaże utknęły na relatywnie niskim poziomie. Tusk nie chce wyciągać do Zjednoczonej Prawicy pomocnej dłoni przez (w jego ocenie) niepotrzebne i zbyt gwałtowne wejście w temat uchodźców.

Zwłaszcza, że od tego tematu dystansuje się dzisiaj cała Unia Europejska, która ma świeżo w pamięci lekcję sprzed kilku lat, gdy wiele krajów UE otworzyło swoje granice dla uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Przede wszystkim jeszcze raz powtórzę, że stanowczo odrzucamy próby instrumentalizacji ludzi do celów politycznych. Nie możemy zaakceptować jakichkolwiek prób podżegania lub przyzwolenia na nielegalną migrację do Unii Europejskiej przez państwa trzecie

- zapewnił 24 sierpnia rzecznik Komisji Europejskiej Christian Wigand.

Dla Tuska i Platformy to wymarzone stanowisko. Skoro cała UE jest zachowawcza i nie chce angażować się w temat uchodźców, to dystans PO nie wypada tak źle, jak wypadłby, gdyby UE znów chciała otworzyć swoje granice dla migrantów. Ten plan - bycie głosem rozsądku, ale jednak stojącym nieco z boku - wydaje się nie mieć wad. Poza jedną, którą dostrzegł zresztą sam Tusk. A mianowicie: to może być dopiero początek kryzysu i kłopotów. Jeśli sytuacja zacznie mocno eskalować, nie będzie już tak łatwo stać z boku i nie zabierać zdecydowanego stanowiska.

Więcej o: