Podbicie sieci, mit apartyjności. Tak Hołownia zbudował swoją pozycję [7 PRZYCZYN]

Łukasz Rogojsz
Po powrocie Donalda Tuska do polskiej polityki Koalicja Obywatelska odrobiła sporo dystansu do Zjednoczonej Prawicy, ale to od Polski 2050, która po kilku tygodniach otrząsnęła się z "efektu Tuska", będzie zależeć skład przyszłego rządu. Co sprawia, że wciąż wielu ludzi deklaruje gotowość głosowania na formację Szymona Hołowni i kto chce na nią głosować?

Powód pierwszy: pandemiczny król sieci

Polityczny start Hołowni w polskiej partyjnej polityce przypadł na najbardziej kryzysowy czas po 1989 roku - światową pandemią koronawirusa. COVID-19 zupełnie zmienił reguły gry. Między bajki trzeba było odłożyć wielkie partyjne konwencje czy choćby objazd kraju i spotkania twarzą w twarz z wyborcami. Planem maksimum stały się występy w telewizji i kontakt z elektoratem za pośrednictwem mediów społecznościowych. Tu Hołownia okazał się piekielnie skuteczny.

Na pewno jest to też kwestia komunikacji w sieci

- o przyczynach sukces Polski 2050 mówi w rozmowie z Gazeta.pl socjolog prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego. I dodaje:

To też kwestia daru komunikowania Hołowni, jego osobistej wiarygodności i świeżości, jaką wniósł do polskiej polityki

Prof. Ewa Marciniak, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego, przywództwo Hołowni nazywa "przywództwem poprzez obecność".

Zbudował przywództwo relacyjne. Buduje relacje z ludźmi, buduje też lojalność tych ludzi, chociaż nie oferuje im nic w zamian. Na razie nie ma przecież do zaoferowania nic oprócz siebie

- uważa nasza rozmówczyni. Dalej analizuje styl przywództwa Hołowni: - Polega to na tym, że Hołownia dzień po dniu w mediach społecznościowych przyzwyczaja swoich sympatyków do tego, że jest. Mówi im: jestem tu dla was. Nie chodzi nawet o samo organizowanie codziennych "lajfów", ale również o spójną i ustrukturyzowaną wypowiedź. Ta wypowiedź dociera do odbiorców, wbija im się w pamięć, ale nie tylko daje im sposobność zapamiętania przekazu, bo również jego interpretacji.

Zobacz wideo Czy polityczna współpraca Hołowni i Trzaskowskiego jest wyłącznie kwestią czasu?

Powód drugi: dziennikarz-celebryta z zasięgami

Wchodząc do wielkiej polityki Hołownia miał o tyle łatwiej, że był już postacią doskonale znaną. Był telewizyjnym celebrytą i cenionym dziennikarzem oraz publicystą. W połączeniu z zamknięciem polityki w granicach telewizji i mediów społecznościowych z powodu pandemii COVID-19, Hołownia dysponował już dużym kręgiem odbiorców i zasięgami w sieci.

Kariera medialna zapewniła mu obycie z publicznością i kamerami. Hołownia jest pewny siebie, umie formułować płynne, chwytliwe wypowiedzi, potrafi też wykorzystywać czas - w mediach jest to najcenniejsza waluta - do przekazywania w sposób bardzo precyzyjny swoich myśli

- zauważa prof. Marciniak.

Politolożka zwraca jednak uwagę, że popularność Hołowni z czasów przedpolitycznych może stanowić dla niego również przeszkodę czy, w najlepszym razie, wyzwanie. To, co robił jako dziennikarz-celebryta i to, co robi jako polityk, to dwie zupełnie inne płaszczyzny społecznego funkcjonowania.

Pierwsza - rozrywkowa; druga - poważna działalność publiczna. Większego atutu niż w popularności upatrywałabym w publicystyce społecznej Hołowni. To ona stanowi fundament intelektualny i kulturowy, nie zaś obecność w programach rozrywkowych

- podkreśla prof. Marciniak.

Powód trzeci: inny od innych

Nasi rozmówcy wskazują też na to, że Hołownia swoje poparcie zbudował na odróżnieniu się od obecnych już na rynku partii i polityków. Zarówno w sferze wizerunkowej (od początku kreował się na nową jakość, dystansował od pozostałych graczy politycznych, ale jednocześnie nie stronił od mocnych wystąpień i deklaracji), jak i kontaktu z wyborcami (wspomniane wcześniej budowanie wspólnoty i przywództwa relacyjnego) czy sposobu funkcjonowania (zaplecze eksperckie w postaci think-tanku, zaplecze społeczne w postaci stowarzyszenia Polska 2050 oraz włączenie wyborców w kreowanie programu i linii partii).

Prof. Jarosław Flis uważa, że to wszystko w szybkim tempie zbudowało wiarygodność Hołowni w elektoracie, który z jednej strony był uprzedzony do obecnej opozycji, a z drugiej zniechęcony do polityki ogółem. Do tego doszła osobista wiarygodność Hołowni jako lidera politycznego.

Dzisiaj mamy do czynienia ze zjawiskiem, w którym słabną tożsamości partyjne, a przywiązanie do tradycyjnych partii słabnie. W tym momencie na placu boju zostają niemal wyłącznie cechy osobowościowe. Zostaje osobista charyzma, trudna do uchwycenia iskra boża, która sprawia, że jednych ludzi słuchamy z zaciekawieniem, a na widok innych zmieniamy program w telewizorze

- mówi nam prof. Flis.

Socjolog dodaje, że Hołownia nie tylko stał się bardzo wyrazistym politykiem, ale również wypełnił istotną lukę na polskiej scenie politycznej.

Jest dobrym łącznikiem między metropoliami a miastami 10-100 tys. mieszkańców

- podkreśla prof. Flis.

Bardzo dobrze przemawia właśnie do tych ludzi z miast powiatowych i mniejszych miasteczek. Do tej kluczowej grupy polskiego elektoratu. Dociera i do wsi, i do miast

- precyzuje.

Powód czwarty: wykreować mit apartyjności

Już w wyborach prezydenckich Hołowni udało się wykreować wizerunek człowieka spoza politycznego układu, kogoś z zewnątrz, zdystansowanego od starych politycznych graczy. Idealnie wpasował się z tym w rosnącą niechęć Polaków do polityki i polityków. Prof. Ewa Marciniak zauważa jednak, że Hołownia urzekł wyborców bardziej zaoferowaniem nowej jakości polityki niż brakiem polityki jako takiej.

Duża część wyborców w Polsce potrzebuje tej innej wersji polityki. Hołowni wierzą nie tyle w jego apolityczność, co w to, że można robić inną politykę i mieć innych polityków

- mówi prof. Marciniak.

Zaufanie wobec Hołowni wiąże się więc nie tyle z jego apolitycznością czy apartyjnością, co z oczekiwaniem poprawy jakości polityki

- dodaje.

Zdaniem politolożki, Hołownia przeszło rok po wyborach wciąż jest "w przedpokoju polityki", ponieważ "nigdy w tej polityce nie był, nie wygrywał wyborów, nie budował partii".

Jednak odkąd zaczął praktykować transfery polityczne, stworzył koło parlamentarne, siłą rzeczy stał się polityczny. Apolityczność i apartyjność to mit, który próbują budować osoby wchodzące do polityki

- twierdzi ekspertka.

Powód piąty: partia budowana od dołu

Hołownia odróżnił się od reszty politycznej stawki również tym, że już na starcie swojego projektu dał wyborcom poczucie realnego sprawstwa - wpływu na kształt i program zarówno ruchu społecznego, jak i - to już nieco później - partii politycznej. To samo zrobił zresztą w trakcie kampanii prezydenckiej i efekt był co najmniej dobry: 13,87 proc. poparcia, czyli 2,69 mln głosów.

Hołownia nadal jest kimś z zewnątrz, spoza klasy politycznej, kimś, kto zachowuje się inaczej niż standardowy poseł. Z drugiej strony, mamy dużą grupę ludzi, którym partia rządząca depcze po odciskach, ale dla których to, co proponuje i czym zajmuje się opozycja jest bardzo odległe

- ocenia strategię byłego kandydata na prezydenta prof. Flis. I dodaje:

Wyborcy oczekują kogoś, kto pozwoli im wspólnie formułować program, zostać prosumentami tego programu, a nie jedynie otrzymać całościową ofertę bez możliwości żadnej zmiany

Powód szósty: na kontrze do PO-PiS-u

Już w kampanii prezydenckiej Hołownia dobitnie pokazał, na czym zamierza budować swoją obecność w wielkiej polityce. To sprzeciw wobec duopolu PO-PiS-u i wyniszczającej wojny polsko-polskiej. Rzecz w tym, że nie on pierwszy wpadł na taki pomysł. Podołać zadaniu z pozycji liberalnych próbowała już Nowoczesna, a po jej klęsce, tyle że z pozycji lewicowych, Wiosna. Efekt formacji Roberta Biedronia również nie był powalający. W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobyła zaledwie 6,06 proc. głosów, co przełożyło się na trzy mandaty w Brukseli. Dzisiaj Wiosna formalnie jest już po mariażu z SLD i tworzy Nową Lewicą (chociaż kongres zjednoczeniowy jeszcze przed nami).

Raz na jakiś czas dajemy kredyt zaufania politykom, którzy oferują nam trzecią drogę. Dotychczas te próby były nieudane ze względu na siłę PO-PiS-u

- mówi prof. Marciniak.

Teraz sytuacja jest inna. Platforma doświadcza kryzysu tożsamości na poziomie programowym i poziomie przywództwa. Zjednoczona Prawica również przeżywa kryzys i jest to kryzys trwający już od wielu miesięcy. PO-PiS jeszcze nigdy nie był tak słaby, jeśli spojrzymy na każdą z tych formacji z osobna

- analizuje obecną sytuację na polskiej scenie politycznej.

Jak mówi nasza rozmówczyni, część wyborców Polski 2050 chciałaby, żeby Hołownia zastąpił Platformę w roli dominującej siły walczącej z PiS-em. Bardziej prawdopodobne i korzystniejsze dla samej Polski 2050 w długiej perspektywie czasowej jest jednak czekanie na błędy i wykorzystywanie słabości dwóch wiodących graczy. Po wielu trudnych miesiącach Platforma zaliczyła mocne sondażowe odbicie po powrocie Donalda Tuska i przejęciu przez niego władzy nad partią z rąk Borysa Budki. Polska 2050 na powrocie Tuska początkowo mocno traciła, ale wraz z upływem kolejnych tygodni odbudowywała swoje poparcie do poziomu, który sam Hołownia w rozmowie z Gazeta.pl pod koniec lipca nazwał elektoratem bazowym.

Jego zdaniem - opiera je na zleconych przez Polskę 2050 badaniach - wynosi on 15-17 proc.

Zbudowany organicznie przez półtora roku ciężkiej pracy, bez żadnych politycznych sterydów

- podkreślił w rozmowie z nami polityk. Jego słowa potwierdza analiza sondaży przeprowadzonych od początku lipca do połowy sierpnia. W tym czasie średnie poparcie sondażowe Polski 2050 wynosiło 16,75 proc.

Polska 2050 nie chce też wyrywać sobie wyborców z Platformą. Na najbliższą przyszłość ma inny plan.

Chcemy kontynuować organiczny wzrost, który pozwoli nam pozyskać 5-10 pkt proc. głosów z puli 30 proc. wyborców nie odnajdujących się w klinczu pomiędzy PiS-em i PO i chcących zupełnie innego modelu uprawiania polityki

- tłumaczył nam Hołownia. I dodał:

Badania jednoznacznie pokazują, że ci ludzie chcą wrócić do polityki, bo dzisiaj są nią ogromnie rozczarowani. Chcemy im to umożliwić

Powód siódmy: kryzys starszego brata

Hołownia nie byłby w miejscu, w którym jest obecnie - wedle sondaży to niezbędny element układanki do stworzenia przyszłego rządu - gdyby nie kryzys Platformy, do zażegnania którego potrzeba było aż ściągnięcia Tuska z politycznej emerytury. Jednak zanim były premier wrócił do gry, Hołownia zdążył znacząco skorzystać na słabości największej formacji opozycyjnej i chaosie panującym w jej szeregach oraz w jej elektoracie.

Hołownia skorzystał ze złości Polaków na Platformę. Złości na to, że Platforma nie potrafi pokonać PiS-u. Skorzystał na wotum nieufności wobec poprzedniego kierownictwa Platformy. Ono dostało szansę tak, jak wcześniej dostał ją Schetyna i jego ludzie, ale jej nie wykorzystało

- ocenia prof. Flis.

Okazało się, że Borys Budka jednak nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Nie ma żadnego nowego pomysłu na Platformę, nie odróżnił się przesadnie od Grzegorza Schetyny. Może za wyjątkiem tego, że jest sympatyczniejszy

- precyzuje socjolog.

Powrót Tuska zakończył etap pt. "Kryzys Platformy", ale Hołownia i tak ugrał na tym dużo. Na powrót byłego premiera sam polityk patrzy natomiast jak na wyzwanie.

Na tym samym polu pojawia się konkurent - nie wróg, to zaznaczam - więc trzeba walczyć i przekonywać ludzi, że to ta nasza wizja jest bardziej spójna. Ale bez nienawiści, bez atakowania ludzi, za to ze spieraniem się na wizje Polski

- przekonywał w wywiadzie dla Gazeta.pl.

Więcej o: