Dworczyk: 130 osób ewakuowanych z Afganistanu już w Polsce. W nocy kolejny lot

- Największym problemem nie są samoloty, którymi można ewakuować ludzi, tylko samo wejście na lotnisko - powiedział Michał Dworczyk o sytuację w Kabulu. Jak dodał, jak dotąd do Polski przyleciało 130 osób ewakuowanych z Afganistanu. W nocy powinny dotrzeć kolejne osoby.

O godz. 2 w nocy w Warszawie wylądował kolejny samolot z kilkudziesięcioma osobami ewakuowanymi z Afganistanu. Jak poinformował Michał Dworczyk na antenie TVP1, tym lotem do Polski wróciła dziennikarka Jagoda Grondecka. - Odegrała bardzo pozytywną rolę w czasie pomocy ewakuowanym Afgańczykom, za co pani redaktor należą się podziękowania - podkreślił szef Kancelarii Premiera. - Wszyscy pozostali, poza lekarzem i ratownikiem medycznym, to obywatele Afganistanu. Łącznie jest w Polsce 130 osób ewakuowanych z Afganistanu. Na płycie lotniska czeka teraz blisko 100 osób na transport i dzisiaj w nocy powinny dotrzeć do Polski - powiedział.

Polityk zaznaczył, że największym problemem obecnie nie jest dostępność samolotów, a wejście na lotnisko. Dodał, że ten problem dotyczy wszystkich, dlatego zdarzało się, że samoloty, np. niemieckie, odlatywały niemal puste. - Na lotnisku są tylko trzy bramy kontrolowane przez wojska sojusznicze. Przed nimi są check pointy kontrolowane przez talibów. Ci talibowie czasami schodzą z nich, wtedy ludzie podchodzą do bram, tam są selekcjonowani przez żołnierzy i osoby pomagające w ewakuacji - powiedział Michał Dworczyk. Jak zaznaczył, przed bramami czasami dochodzi do strzałów, aby "przepłoszyć zdeterminowany tłum", który chce uciec z kraju. - Jest dużo osób przypadkowych, które chcą uciec i bardzo trudno przedrzeć się do samej bramy osobom, które mają być ewakuowane - stwierdził.

Afganistan. Lotnisko w KabuluDwie osoby, które spadły z samolotu w Kabulu to nastoletni bracia

"Wejście na ten pas byłoby jednoznaczne z naruszeniem granicy obcego państwa"

Michał Dworczyk został również zapytany o sytuację na granicy polsko-białoruskiej. Polityk stwierdził, że "mamy do czynienia z cyniczną i okrutną prowokacją władz białoruskich, gdzie wykorzystywani są biedni ludzie, którzy chcą dotrzeć do Europy".

Dodał, że "pas graniczny", na którym przebywają uchodźcy, jest pod kontrolą białoruską. - Wejście na ten pas, czy przekazanie czegokolwiek, byłoby jednoznaczne z naruszeniem granicy obcego państwa. Wobec tego są tu bardzo ograniczone możliwości - stwierdził szef KPRM. Podkreślił również, że rząd polski "wywiązuje się" z zadania "zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom". - Jeżeli będzie potrzeba dodatkowych zabezpieczeń w postaci drutu kolczastego, czy ustawienia płotu, czy innych działań, to jestem przekonany, że Straż Graniczna będzie takie działania podejmować - zaznaczył.

Biskup Jerzy SamiecBiskup Samiec: "Silny kraj nie boi się grupki ludzi uciekających przed wojną"

Więcej o: