PiS przepchnie "lex TVN" nawet bez Porozumienia. Kaczyńskiego zatrzymać może tylko Duda

Łukasz Rogojsz
"Lex TVN" to projekt, nad którym osobisty nadzór sprawuje Jarosław Kaczyński. Prezes Prawa i Sprawiedliwości chce wyrównać rachunki z największą prywatną telewizją, którą uważa za wroga Zjednoczonej Prawicy. Dlatego topora znad jej głowy raczej nie cofnie. W obozie władzy mówią wprost: jeśli Amerykanie na ostatniej prostej nie włączą się ostro do gry, to los TVN-u będzie zależeć od prezydenta Andrzeja Dudy.

Na początku lipca poseł Marek Suski zgłosił projekt ustawy nazywany "lex TVN". Zakazuje on firmom spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA) pośredniej (a nie tylko bezpośredniej jak obecnie) kontroli nad stacjami telewizyjnymi, działającymi na podstawie koncesji wydanej w Polsce. Projekt uderza tylko w TVN. Stacja należy bowiem do kapitału ze Stanów Zjednoczonych (koncern Discovery) poprzez spółkę Polish Television Holding, która jest zarejestrowana w Holandii. Wejście ustawy w życie oznaczałoby zatem, że Amerykanie musieliby sprzedać większość udziałów. Inaczej TVN straciłoby koncesje na nadawanie.

To jest ustawa, którą osobiście pilotuje prezes. Dużą rolę gra tu jego przeświadczenie o tym, jak istotną rolę pełnią media telewizyjne w Polsce i jak istotnie obozowi Zjednoczonej Prawicy szkodzi TVN. Być może prezes podejmuje decyzje emocjonalnie, ale TVN przeszkadzał mu od zawsze, uważał go za hamulcowego rozwoju poparcia dla PiS-u

– mówi nam o "lex TVN" polityk z rządu. I dodaje:

Dlatego prezes tak pcha tę ustawę, dlatego posłem sprawozdawcą został Marek Suski, dlatego nie ogląda się nawet na Amerykanów
Zobacz wideo Jak TVN świętował swoje 20. urodziny?

Wszystkie motywy prezesa

W sprawie "lex TVN" kluczowe są trzy pytania. Pierwsze to: komu na tym zależy. Tu odpowiedź już znamy - najważniejszej postaci z Zjednoczonej Prawicy. Dwa kolejne pytania to: jaka motywacja za tym stoi i dlaczego projekt ustawy jest forsowany właśnie teraz, w środku wakacji.

Pierwszy powód wspomnieliśmy na wstępie tego artykułu. Prezes Kaczyński uważa TVN za jednego z największych i najgroźniejszych przeciwników obozu "dobrej zmiany". W PiS-ie od dawna mówi się o tej telewizji jako o "największej partii opozycyjnej". TVN nie raz i nie dwa dawał się we znaki PiS-owi i całej Zjednoczonej Prawicy - czy to tropiąc kolejne afery władzy, czy wbijając publicystyczne szpile (mniej lub bardziej subtelnie). W PiS-ie wszystko to pamiętają, a uraza do redakcji z Wiertniczej jest wciąż żywa.

Niechęć do TVN-u i traktowanie telewizji jako politycznego rywala to tylko wierzchołek góry lodowej. Nasi rozmówcy ze Zjednoczonej Prawicy wskazują na cały szereg innych powodów. Ważną rolę odgrywa chęć odbudowy morale obozu Zjednoczonej Prawicy – zarówno po stronie partyjnego aktywu, jak i najtwardszego elektoratu.

Morale jest bardzo niskie, do tego stopnia, że coraz więcej osób zastanawia się, po co w ogóle to wszystko kontynuujemy. Prezes chce puścić sygnał na zewnątrz, że jeszcze żyjemy i potrafimy coś przeforsować, ale też do wewnątrz, żeby partyjny aktyw nie tracił wiary i się zmobilizował

- wyjaśnia nam dobrze zorientowany polityk PiS-u.

Inny z naszych rozmówców wskazuje, że może to być taktyczna zagrywka na przyszłość - sprawdzenie, kto w PiS-ie jest jeszcze gotowy iść za prezesem w ogień i na kogo można liczyć w kontekście najbliższych wyborów parlamentarnych, które wcale nie muszą się odbyć jesienią 2023 roku.

To testowanie najwierniejszych pretorian, żeby w niedalekiej przyszłości znów mieć sprawną i karną armię. Może w kolejnej kadencji ta armia będzie mniejsza, ale za to wierniejsza i bardziej zdyscyplinowana

- tłumaczy nam polityk Zjednoczonej Prawicy.

Kolejny motyw to - jak się dowiadujemy - chęć "przykrycia" kwestii mienia bezspadkowego i możliwej awantury z Amerykanami w tym obszarze. Pod koniec lipca grupa dwunastu amerykańskich senatorów napisała list otwarty do prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie tzw. ustawy reprywatyzacyjnej. Zaapelowali w nim o prezydenckie weto, które miałoby być najlepszą demonstracją "wyraźnego sprzeciwu wobec zbrodni nazistowskich Niemiec". To na pewno nie ostatnia próba nacisku Waszyngtonu w tej sprawie. "Lex TVN", który też bardzo drażni Amerykanów, stanowiłby w oczach Nowogrodzkiej istotną kartę przetargową w dwustronnych negocjacjach.

Ciekawą motywację stojącą za "lex TVN" wskazali też Agnieszka Burzyńska z "Faktu" i Andrzej Stankiewicz z Onetu. Ich zdaniem (oraz ich informatorów), spacyfikowanie TVN-u albo przejęcie nad nim kontroli to element trzyetapowego planu, który miałby przygotować PiS do przedterminowych wyborów parlamentarnych wiosną 2022 roku. Drugim etapem jest pozbycie się problematycznego prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia, który obnaża kolejne afery i porażki "dobrej zmiany" w kluczowych obszarach państwa. Ostatnim etapem planu Kaczyńskiego - wg Burzyńskiej i Stankiewicza - ma być przyjęcie ustaw podatkowych z Polskiego Ładu, żeby pieniędzmi od przedsiębiorców i klasy średniej sfinansować kolejne przywileje dla elektoratu socjalnego, który w swojej większości skłania się ku Nowogrodzkiej.

Każdy głos się liczy

Żeby jednak jakikolwiek plan prezesa Kaczyńskiego można było zrealizować, najpierw trzeba przeforsować "lex TVN" przez Sejm. Tu rodzi się pierwszy problem, bowiem jeden z koalicjantów PiS-u - Porozumienie Jarosława Gowina - mówi stanowcze "nie" wymierzonym wyłącznie w jedną prywatną telewizję zmianom prawnym.

Podczas posiedzenia zarządu krajowego Porozumienia 7 sierpnia członkowie partii wypracowali ultimatum wobec PiS-u, którego jedną z trzech części składowych jest stanowczy sprzeciw wobec "lex TVN" w jego obecnej formie. Porozumienie proponuje, żeby koncesje telewizyjne mogły w Polsce otrzymać nie tylko firmy z Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EEA), ale również z Unii Europejskiej oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Dzięki takiemu rozwiązaniu amerykańscy właściciele zachowaliby kontrolę nad TVN. Na taką zmianę (przynajmniej na razie) kategorycznie nie zgadzało się PiS.

W Porozumieniu nie mają złudzeń, że nawet przy ich sprzeciwie i solidarnym głosowaniu przeciwko "lex TVN" dokument przejdzie w Sejmie.

Naprawdę nie jest o to trudno

- zapewnia nas jeden z polityków Porozumienia.

Wystarczy, że nie przyjdzie trzech posłów z opozycji i nawet w obecnym układzie, bez Porozumienia, PiS przepchnie "lex TVN" przy maksymalnej mobilizacji swoich posłów

- dodaje. Na pytanie, czy wszyscy posłowie Porozumienia zagłosują przeciwko "lex TVN", odpowiada, że tak, chociaż "palca uciąć sobie za to nie da, bo jedna osoba może się wyłamać".

Formacja wicepremiera Gowina nie obawia się jednak poważnych konsekwencji braku poparcia dla "lex TVN". Ich zdaniem ani dalsze okrajanie ministerstwa Gowina, ani tym bardziej zdymisjonowanie go nie będą mieć miejsca.

Do mediów i społeczeństwa poszłaby narracja, że wicepremier został zdymisjonowany za obronę wolnych mediów

- uważa osoba z otoczenia wicepremiera. I dodaje:

Poza tym, zdymisjonowanie Gowina w tej chwili oznacza wyrzucenie Porozumienia z rządu. To natomiast oznacza klub mniejszościowy. W sezonie wakacyjnym, gdy Polacy mniej interesują się polityką, poszedłby w kraj przekaz, że PiS na trwałe straciło większość w Sejmie. To duże i niepotrzebne ryzyko

Ryzyko, którego PiS-owi zapewne uda się uniknąć, jeśli projekt nie zostanie w ostatniej chwili zdjęty z porządku obrad Sejmu 11 sierpnia. Arytmetyka sejmowa jest w tej kwestii dość jednoznaczna. Bez dziewięciorga ludzi Gowina klub PiS-u dysponuje 223 głosami w izbie niższej parlamentu. Do tego dochodzą głosy trzech kukizowców (Paweł Kukiz, Jarosław Sachajko, Stanisław Żuk) oraz dwóch posłów od dawna orbitujących wokół PiS-u - Łukasza Mejzy i Zbigniewa Ajchlera. Razem daje to 228 mandatów przy 100-procentowej frekwencji i jednomyślności. W takim wariancie wystarczy, że na sali będzie 455, a nie 460 posłów i "lex TVN" przejdzie.

A przecież są jeszcze głosy Konfederacji, która w kwestii "lex TVN" ma twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony, konfederaci wybitnie nie przepadają za tą telewizją; z drugiej - udzielenie pomocy PiS-owi w pacyfikacji TVN-u może w oczach wyborców "skleić" ich z obozem władzy, a to jest im jeszcze bardziej nie na rękę niż dalsze funkcjonowanie telewizji z Wiertniczej. Jeszcze bardziej niż z TVN-em Konfederacja ma bowiem na pieńku z TVP Jacka Kurskiego. Ryzyko, że TVN przestanie być przeciwwagą dla TVP albo zostanie przejęte przez obóz rządzący i stanie się TVP bis jest dla Konfederacji zbyt duże.

Trudno jednak przewidzieć, czy i jak zagłosuje ten klub. Projekt zapewne poprzez Robert Winnicki, a przeciwko będzie Krzysztof Bosak. Niewiadomą pozostaje natomiast kompletnie nieprzewidywalny Grzegorz Braun (chociaż jego nienawiść do TVN-u jest powszechnie znana). Pozostaje jednak jeszcze ośmiu posłów Konfederacji - czterech narodowców i czterech wolnościowców. To od ich głosów będzie zależeć, czy bunt Porozumienia będzie mieć jakiekolwiek znaczenie. Głos każdego konfederaty za "lex TVN" jest dla Nowogrodzkiej na wagę złota.

Duda, czyli ostatnia instancja

Szanse na to, że "lex TVN" zostanie przyjęte przez Sejm są więc duże. Oczywiście o ile do głosowania faktycznie dojdzie. W Senacie ustawa zapewne przepadnie, bowiem większość ma tam opozycja, zwłaszcza jeśli dodamy do tego dwójkę senatorów Porozumienia. W takim układzie czekałaby nas powtórka z rozrywki w izbie niższej parlamentu. Na końcu: decyzja prezydenta Dudy. Według naszych rozmówców ze Zjednoczonej Prawicy to właśnie on jest dzisiaj kluczową figurą, jeśli chodzi o przyszłość TVN-u.

Mówi polityk z Nowogrodzkiej:

Dla Amerykanów opłacalne nie jest dziś gadanie z PiS-em czy Kaczyńskim, tylko z Dudą, bo to on może realnie odstrzelić "lex TVN" swoim wetem. Nie ma szans, żebyśmy znaleźli w Sejmie większość na odrzucenie prezydenckiego weta

Co o projekcie ustawy, którego twarzą jest poseł Marek Suski, sądzi głowa państwa?

Na razie podchodzi do sprawy bezemocjonalnie. Ale ma żal do TVN-u o rzekomo nieobiektywne relacjonowanie ostatnich wyborów prezydenckich. Będzie czekać do ostatniej chwili, żeby zobaczyć, co zrobią Amerykanie i jak zareaguje na to społeczeństwo

- słyszymy od dobrze zorientowanego polityka obozu władzy.

Na Nowogrodzkiej panuje zresztą spore zdziwienie, że Amerykanie nie przypuścili jeszcze frontalnego ataku w obronie swojej telewizji.

Nie chce mi się wierzyć, żeby Amerykanie dopuścili do wejścia w życie tej ustawy. Nawet jeśli teraz jest zadziwiająco cicho i wydaje się, że odpuścili. Oni o swoje interesy gospodarcze dbają jak nikt i to niezależnie od barw partyjnych. A narzędzi nacisku na nas mają całe mnóstwo

- mówi nam polityk PiS-u z rządu.

Inny z polityków Zjednoczonej Prawicy mówi nam, że PiS musi poczuć, że groźby zza oceanu nie są tylko czczą gadaniną, a ich spełnienie jest wyłącznie kwestią czasu. W przeciwnym razie w kontekście "lex TVN" nie wezmą Waszyngtonu na poważnie. Tu raz jeszcze wracamy do prezydenta Dudy, który dla Amerykanów jest najsensowniejszą furtką do odstrzelenia "lex TVN".

Najmocniejszą kartą przetargową byłoby to, że polski prezydent ma zamknięte drzwi do Białego Domu. Wszyscy wiedzą, że dla Dudy nie ma nic ważniejszego

- zapewnia nas polityk Zjednoczonej Prawicy. PiS może zlekceważyć Amerykanów, ale musi się pilnować, żeby antyamerykańska ofensywa nie zirytowała głowy państwa.

Duda może wetować ustawy, więc lepiej go nie denerwować. Odrzucenie prezydenckiego weta jest dzisiaj totalnie poza naszym zasięgiem

- słyszmy w obozie władzy.

Więcej o: