"Donald traktuje podbitych jak podbitych". Trzaskowski chce przeczekać pięć minut Tuska, na razie wyleciał na margines

Łukasz Rogojsz
Ostatni miesiąc był dla Rafała Trzaskowskiego drogą z politycznego nieba do piekła. Powrót Donalda Tuska do polskiej polityki brutalnie sprowadził go na ziemię - od największej nadziei opozycji do tylko i aż prezydenta Warszawy. Chociaż oficjalnie atmosfera między Tuskiem i Trzaskowskim jest dobra, to zakulisowo sprawy przedstawiają się zupełnie inaczej.
Donald traktuje podbitych jak podbitych, tu się nic nie zmieniło

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl wieloletni polityk Platformy, którego pytamy o obecną sytuację Trzaskowskiego. Od powrotu Tuska do krajowej polityki i przejęcia władzy w PO, Trzaskowskiego w przestrzeni publicznej jest mało. Nasi rozmówcy mówią, że trudne dla siebie chwile postanowił przeczekać w stołecznym ratuszu i koncentrując się na organizacji Campusu Polska Przyszłości, który odbędzie się na przełomie sierpnia i września w Olsztynie.

Polityk z otoczenia Trzaskowskiego:

Ludzie Tuska poczuli wiatr w żaglach. Nagle kompletnie zapomniane postacie powyłaziły spod dywanu i obległy Kierownika. Są zachwyceni, mają poczucie, że nie muszą nikogo i niczego się bać, a świat należy do nich. Zobaczymy, na jak długo
Zobacz wideo Co Tusk ma do powiedzenia o Trzaskowskim?

Czarny lipiec Trzaskowskiego

Lipiec jest dla Trzaskowskiego miesiącem do zapomnienia. Operacja "Powrót Tuska" odebrała mu niemal wszystko, co zyskał przez ostatni rok. Nie jest już najważniejszym politykiem Platformy. Nie jest też największą nadzieją opozycji. Wreszcie to nie on nadaje ton wydarzeniom po opozycyjnej stronie barykady i nie on jest głównym rywalem w oczach Zjednoczonej Prawicy. Najgorsze z punktu widzenia prezydenta Warszawy jest jednak to, że wszystkie straty poniósł na własne życzenie, a raczej przez własne niezdecydowanie.

O tym, że Trzaskowski przegapił wszelkie możliwe okazje do zbudowania znacznie większego kapitału politycznego, niż ten, który ma obecnie, mówił w niedawnym wywiadzie dla Gazeta.pl nawet Szymon Hołownia. - Były trzy momenty, kiedy mógł zagrać swoją grę i tego nie zrobił - ocenił były kandydat na prezydenta.

I dodał: - Pierwszy moment był tuż po tym, jak zdobył 10 mln głosów w wyborach prezydenckich i mógł albo przejąć Platformę, albo z niej zrezygnować i na tej wielkiej fali społecznego poparcia zacząć budować coś innego. Dzisiaj byłby w zupełnie innym miejscu. Drugi moment był na wiosnę tego roku, gdy Platforma dołowała w sondażach. Miał wtedy okazję, żeby ją przejąć i powiedzieć: przejmuję interes i zaczynam grać ostro. Słyszałem wtedy, że miał swoje plany, że chciał zacząć działać jesienią, po Campusie Polska Przyszłości. Ale tego się już nie dowiemy. Trzeci moment był tuż przed powrotem Tuska, gdy już było wiadomo, że wraca. Gdyby Trzaskowski przyszedł wtedy do mnie i powiedział: słuchaj, Szymon, pomyślmy out-of-the-box i zacznijmy robić zupełnie inną politykę, ja w swoim ruchu, a ty w swoim. Gdybyśmy rozegrali to w ten sposób, być może nie byłoby powrotu Tuska.

Powrót Tuska stał się jednak faktem, a Trzaskowski na reakcję zdobył się na ostatniej prostej, kiedy było już za późno. To wówczas oświadczył na antenie TVN24, że chciałby wziąć odpowiedzialność za partię i nawet w przypadku wejścia Tuska do krajowej polityki rozstrzygnąć kwestię przywództwa w wewnątrzpartyjnych wyborach. Zarząd Platformy miał w tej kwestii inne plany i zamiast przychylić się do propozycji wyborów, wolał powierzyć stery władzy w partii Tuskowi (chociaż na razie w roli pełniącego obowiązki przewodniczącego). Trzaskowski z Rady Krajowej PO, która odbyła się 3 lipca, wychodził wyraźnie zirytowany i przybity. Z mediami rozmawiać nie chciał, jako powód podał umówione szczepienie przeciwko COVID-19.

Tusk ma świadomość tego, że od 2014 roku Trzaskowski bardzo "urósł" politycznie i dzisiaj nie można się go pozbyć jak pierwszego lepszego posła czy nawet szefa regionu. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" z pierwszej połowy lipca były premier o prezydencie Warszawy mówił tak:

Jest najpopularniejszym politykiem w Polsce. Jest naturalnym liderem opozycji, jeśli chodzi o relacje z ludźmi. (…) Długo rozmawialiśmy o naszej wspólnej przyszłości. Nie mam wątpliwości, że on się urodził, żeby wygrywać, i to nie są czcze komplementy – raz już wygrał, raz był tuż-tuż. (…) Nie widzę żadnej przestrzeni do niezdrowej rywalizacji między nami

To jednak polityczny teatr dla mas. Tusk i jego otoczenie odrobili lekcję ostatnich sześciu lat i wiedzą, że publiczne pranie partyjnych brudów to przepis na spektakularną klęskę. Brudy prane są więc za zamkniętymi drzwiami. Ale to sytuacji Trzaskowskiego specjalnie nie zmienia.

Rafał nie wpadł cały pod pociąg, ale wpakował tam ręce. Dzisiaj jest bez rąk, ale nadal żyje

- jeden z naszych rozmówców z PO obrazowo opisuje aktualne położenie prezydenta stolicy.

Mówi człowiek Trzaskowskiego:

Nigdy nie planowaliśmy, że wykorzystamy te pięć minut Rafała inaczej. Nie było żadnego planu przejęcia Platformy czy zbudowania własnej partii od zera. Jasne, zawsze można było coś zrobić inaczej, ale teraz to jest już gadanie po próżnicy

Trzy ciosy Tuska

Nawiązując do słów naszego rozmówcy, Trzaskowski żyje, ale pierwsze ruchy Tuska po przejęciu kontroli nad Platformą mocno popsuły mu jakość tego życia. "Wprost" informował, że nowy-stary szef PO w pierwszej kolejności odebrał Trzaskowskiemu poparcie samorządowców, z którymi ten chciał współtworzyć swój ruch. - Tusk zadzwonił do Aleksandry Dulkiewicz (prezydent Gdańska - przyp. red.), a ona zapewniła go, że prezydenci miast nie będą angażować się ruch samorządowy, który na jesieni miał powstać pod patronatem Trzaskowskiego. Niektórym z prezydentów, na przykład Tadeuszowi Truskolaskiemu zaproponował, że w zamian za wsparcie zrobi go regionalnym baronem - relacjonował tygodnikowi jeden z informatorów w Platformie.

- Taka prawda - z irytacją mówi nam dobrze zorinetowany polityk Platformy, gdy pytamy go o wspomniany ruch Tuska.

Ale tu jest też ważna kwestia pokoleniowa, która rozgrywa się w dłuższej perspektywie czasowej. Wielu z tych samorządowców wie, że Rafał jest przyszłością i prędzej czy później dojdzie do głosu, więc idiotyzmem byłoby go skreślać i stawiać wszystko na Donalda

- dodaje.

Elementem osłabienia Trzaskowskiego było również odebranie funkcji szefa klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej Cezaremu Tomczykowi. Tomczyk to jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Warszawy w Platformie. Poza uderzeniem w Trzaskowskiego był to również element procesu przejmowania władzy w PO przez byłego premiera – funkcję szefa klubu KO Tusk obiecał Borysowi Budce w zamian za aksamitne przekazanie władzy nad partią.

Dla Tomczyka być może nie wszystko jeszcze stracone. Interia podawała niedawno, że Tusk rozważa go jako kandydata na jednego z nowych wiceprzewodniczących PO. Były szef Rady Europejskiej wie, że musi postawić na młodsze pokolenie polityków niezależnie od tego, co prywatnie o nich myśli. Politycznych celów, które sobie założył, rękami starej "tuskowej" gwardii zrealizować nie zdoła. Pytanie, czy jeśli Tomczyk rzeczywiście jesienią zostanie nowym wiceprzewodniczącym Platformy - wymagałoby to poszerzenia grona wiceszefów partii, a do tego konieczna jest zmiana partyjnego statutu - to nadal będzie grać w drużynie Trzaskowskiego, czy może już w ekipie swojego nowego dobrodzieja.

Ostatnim z bolesnych ciosów w Trzaskowskiego jest obecność Tuska na sierpniowo-wrześniowym Campusie Polska Przyszłości. Współpracownicy prezydenta Warszawy mówią nam, że Tusk otrzymał zaproszenie do Olsztyna jeszcze, gdy był przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej i nic nie zwiastowało, że na początku lipca będzie nowym-starym szefem PO. Tusk nie był wtedy przesadnie zainteresowany udziałem w organizowanym przez Ruch Wspólna Polska wydarzeniu, chociaż wstępnie powiedział, że może pojawi się w Olsztynie. Wszystko zmieniło się, gdy Tusk odzyskał kontrolę nad Platformą. Niespodziewanie przypomniał sobie wówczas o zaproszeniu i wyraził nadzieję, że wciąż jest aktualne. Trzaskowski znalazł się w sytuacji bez wyjścia, nie miał jak odmówić.

Obecność Tuska jako szefa Platformy wpycha nas do jednego politycznego nurtu, spycha do narożnika, w którym nie chcieliśmy nie znaleźć

- tłumaczy nam bliski człowiek Trzaskowskiego. I dodaje:

W tej chwili otoczenie Tuska po latach znów poczuło siłę. Koniaczek się leje, cygarka się palą, a Campus Rafała jest wyśmiewany jako kolonie dla dzieci. Młodzi w Platformie dostali sygnał, że to jeszcze nie ich moment, że nie są gotowi do dużej polityki

Inny z naszych rozmówców ironizuje:

Donald będzie największą gwiazdą Campusu obok Moniki Brodki

Rezerwa strategiczna

Dla sytuacji Trzaskowskiego ważne są nie tylko opisane powyżej stricte polityczne decyzje Tuska, ale także strategiczny kierunek, który wytycza dla partii. Platforma Tuska to (przynajmniej na razie) partia krańcowo posuniętej polaryzacji PO-PiS, postawa antyPiS-u na pierwszym miejscu, mocno ograniczony krytycyzm do rządów PO-PSL z lat 2007-15, brak refleksji politycznej i programowej nad przyczynami sukcesów PiS-u i wreszcie światopoglądowo kurs bardziej konserwatywny niż liberalny, a już zwłaszcza lewicowy. Słowem: kompletne przeciwieństwo tego, co w swojej kampanii prezydenckiej i już po niej lansował Trzaskowski.

Donald nie musi dzisiaj nic robić. Wie, że Rafał jest dla niego trochę konkurencją, trochę go to spina i trochę się tego obawia, ale wie też, że Rafał to rezerwa strategiczna na przyszłość i nie stać nas dzisiaj, żeby się jej pozbyć

- słyszymy w Platformie.

Rafał chce przeczekać pięć minut Tuska, zobaczyć, co wydarzy się dalej - czy Tusk się umocni, czy z czasem zacznie słabnąć

- dodaje nasz rozmówca.

Czym będzie zajmować się Trzaskowski w Platformie Tuska. Z informacji Gazeta.pl wynika, że otrzymał dwa podstawowe zadania. Pierwsze to przyciąganie do PO młodzieży; drugie - odpowiadać za polityczną współpracę z samorządami.

Tusk magnesem na młodzież nie jest, a samorządów nie czuje, woli wielką, krajową politykę. Tymczasem samorządy są dzisiaj dla nas kluczową kwestią w walce z PiS-em

- tłumaczy nam nasze źródło w PO.

Kiedy pytamy w Platformie, jaka przyszłość w partii rysuje się przed Trzaskowskim, nasi rozmówcy stawiają sprawę jasno: jeśli Platforma utrzyma poparcie na poziomie 25-26 proc., nie mówiąc już o jego powiększeniu, to Trzaskowski z ławki rezerwowych nie podniesie się bardzo długo.

Ale z każdym straconym w sondażach punktem procentowym, im bliżej będzie wyborów, tym silniejszy będzie Trzaskowski

- przewiduje jeden z polityków PO. Nasz informator dodaje jednak:

Rafał wyciągnął wnioski ze swoich błędów, żałuje tego niezdecydowania. Drugi raz takich błędów nie popełni. Pytanie, czy ta druga szansa w ogóle mu się trafi
Więcej o: