Ściąga dla Tuska i innych: Naukowcy nie "spierają się" o przyczyny zmian klimatu - są one znane

Donald Tusk zapewnił w swoim sobotnim wystąpieniu, że w Brukseli zrozumiał problem kryzysu klimatycznego - a zaraz po tym rzucił słowa, w których tego zrozumienia wcale nie ma. Nowy lider PO, podobnie jak reszta polityków i my wszyscy powinniśmy rozumieć, że ws. przyczyn zmian klimatu nie ma już "sporów" badaczy. Wiemy, że to my je wywołujemy i w dużej mierze mamy rozwiązania, by je zatrzymać. Czas, by politycy nadrobili tę wiedzę i zaczęli działać.

Donald Tusk wrócił do polskiej polityki i skupił na sobie ogrom uwagi mediów, zarówno prorządowych (atakujących go w nieraz groteskowy sposób), jak i niezależnych. Wiele z jego wypowiedzi jest cytowanych i analizowanych. W natłoku informacji mogła umknąć część jego sobotniego wystąpienia, w której odniósł się do kryzysu klimatycznego - choć poruszyła ona wiele osób "siedzących w temacie".

Tusk chwali się, że "nauczył się, jak był szefem Rady Europejskiej, że ten kryzys klimatyczny, ta grożąca katastrofa klimatyczna to nie jest wymysł zapalonych ekologów, czy naukowców". Z jednej strony nauka na błędach zasługuje na pochwałę, z drugiej - takie zdanie może dziwić o tyle, że gdy Tusk był szefem polskiego rządu, odbyły się u nas dwa szczyty klimatyczne, a on sam podpisał unijny pakiet energetyczno-klimatyczny. 

Jednak reszta jego wypowiedzi skłania do pytania: czego dokładnie Tusk nauczył się w Brukseli? - Niech się tam spierają, byleby nie politycy za bardzo, ale naukowcy o konkretne przyczyny i konkretne sposoby zapobiegania tej katastrofie, ale jedna rzecz musi być oczywista - nie można tego negować i trzeba robić wszystko, żeby nas przygotować na bardzo ciężkie czasy w wymiarze globalnym - powiedział. Druga część zdania nie budzi wątpliwości, jednak pierwsza - o naukowcach "spierających się" o przyczyny zmian klimatu - oburzyła aktywistów i ekologów. Tuska skrytykowali dziennikarze jak Adam Wajrak czy Filip Springer.

Nauka: To człowiek wywołuje zmiany klimatu

Badania pokazują, że coraz większa jest świadomość zagrożeń związanych z kryzysem klimatycznym i środowiskowym. Jednocześnie denializm klimatyczny, czyli zaprzeczanie wywołanym przez człowieka zmianom klimatu lub negowanie ich groźnych skutków, pozostaje głośny, nawet jeśli coraz bardziej spychany na margines. Tusk nie neguje zmian klimatu, przeciwnie - mówi o powadze zagrożenia. Ale jednocześnie... uderza w ton chętnie podchwycany przez denialistów, czyli "naukowcy się spierają" ws. klimatu.

Nie. Naukowcy nie spierają się o przyczyny zmian klimatu - te są znane od dawna. Już ponad 30 lat temu w pierwszym raporcie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) stwierdzono, że emisje gazów cieplarnianych związanych z działalnością człowieka powodują ocieplenie klimatu Ziemi.

Jak podkreśla portal naukaoklimacie.pl, "istnieje wiele jednoznacznych dowodów na to, że globalne ocieplenie postępuje i jest powodowane kumulowaniem się w atmosferze emitowanych przez nas gazów cieplarnianych". Mierzymy koncentrację dwutlenku węgla w atmosferze, która rośnie w sposób bezprecedensowy, od kiedy zaczęliśmy spalać paliwa kopalne. Obserwacje z satelitów wskazują, że to te gazy odpowiadają za potęgowanie efektu cieplarnianego i wzrost temperatury Ziemi. Ich źródłem jest przede wszystkim spalanie węgla, ropy i gazu (choć część emisji wiąże się np. z wcinkami lasów, osuszaniem bagien czy masową hodowlą zwierząt).

Tusk mówił też, że naukowcy mogą spierać się o "konkretne sposoby zapobiegania tej katastrofie". Prawdziwość tego zdania zależy od tego, na jakim poziome je analizujemy. Na najbardziej ogólnym prawdziwe nie jest, bo znów nauka - np. w raportach, mówi jasno, że sposobem na zapobiegnięcie katastrofalnym skutkom zmian klimatu jest po prostu skończenie z tym, co je wywołuje, czyli zaprzestanie emitowania gazów cieplarnianych przez człowieka. Globalne emisje muszą zostać drastycznie obniżone w najbliższych latach i dojść do poziomu zero netto (czyli tyle samo pochłaniamy, co emitujemy) do połowy wieku, abyśmy mieli dobre szanse (choć wciąż nie pewność) zatrzymać ocieplenie na poziomie 1,5 stopnia, uznawanym za umiarkowanie bezpieczny.

Kiedy zejdziemy na poziom bardziej szczegółowy, rzeczywiście, możemy mieć spory, czy raczej debaty nad różnymi sposobami ociągnięcia tego podstawowego celu: czy robić to za pomocą energii atomowej, czy źródeł odnawialny? Na ile jesteśmy w stanie wyłapywać dwutlenek węgla z atmosfery? Czy możliwy wzrost gospodarczy jest do pogodzenia z ratowaniem klimatu? 

Jednak bardzo duża część rozwiązań, szczególnie tych, które powinniśmy wprowadzać w tej chwili, jest już dostępna i zależy od decyzji politycznych. Przykład? Polska mogłaby mieć dużo większy poziom produkcji prądu z energii wiatrowej, gdyby nie polityczna decyzja obecnego rządu o zablokowaniu jej rozwoju. Polityczną decyzją jest to, jak szybko odejdziemy od węgla i czym go zastąpimy; polityczną decyzją jest postawienie na ochronę lasów zamiast maksymalizacji zysku z ich wycinki. Wymieniać można długo. 

W wypowiedzi Tuska zwracają uwagę jeszcze dwa aspekty. Mówi, że o zmianach klimatu przekonywał się podczas wizyt na Grenlandii i w Tadżykistanie, gdzie "te znamiona katastrofy już się dzieją". Tutaj Tusk widzi ciężkie czasy dla młodych ludzi, 40, 30, 20-letnich. To wygląda, jakby przewodniczący PO widział zmiany klimatu albo daleko od Polski, albo w dalszej przyszłości. Tymczasem wystarczy słuchać naukowców, by widzieć, że przewidywane przez nich skutku zmian klimatu (potęgowane przez niszczenie środowiska) są widoczne tu i teraz: bezśnieżne zimy, susze, coraz bardziej gwałtowne ulewy, przesuwanie stref klimatycznych, niszczenie Bałtyku. Pomóc mogą i własne obserwacje: tylko za życia Donalda Tuska średnia temperatura w Polsce podniosła się o ok. 2 stopnie Celsjusza!

Czy Tusk wróci do teraźniejszości?

Można pewnie udzielić Tuskowi kredytu zaufania i uznać, że słowa o "sporach naukowców" i odległych skutkach kryzysu klimatycznego, jakkolwiek niefortunne, nie oddają pełni jego wiedzy i świadomości tematu. Zapewniał w końcu, cytując Andrzeja Dudę, że "cały czas się uczy", a o kryzysie klimatycznym dowiadywał się jako szef Rady Europejskiej, a więc w idealnej pozycji pod względem dostępu do najlepszej wiedzy naukowej na ten temat.

Największe znaczenie będzie to, co konkretnie Tusk i Platforma Obywatelska pokażą w zakresie walki ze zmianami klimatu i adaptacji do ich skutków, jeśli chcą przejąć rządy w Polsce po najbliższych wyborach (czyli za nieco ponad dwa lata... lub wcześniej). 

Ich dotychczasowe plany - sądząc po programie Koalicji Obywatelskiej, dostępnym obecnie na stronie PO - mają dobre elementy, ale są dalece za mało ambitne i nie pokazują traktowania kryzysu klimatycznego w sposób priorytetowy. Nie ma tam nowy o osiągnięciu neutralności klimatycznej, jako priorytetowa kwestia wymieniana jest walka ze smogiem, a nie kryzysem klimatycznym (ten termin zresztą nie pada w dokumencie). Pada zbyt późna data odejścia od węgla - rok 2040. Poza tym, pada dość zagadkowe zdanie o tym, że "nie będziemy zamykać kopalń, dopóki będzie w nich węgiel, a koszty wydobycia pozwolą na utrzymanie godnego życia górników i ich rodzin. Nie będziemy zamykać elektrowni węglowych, dopóki będą w stanie pracować". KO planowała ok. 30 proc. produkcji energii ze źródeł odnawialnych do końca dekady, tymczasem np. Forum Energii ocenia, że możliwy jest poziom 43 proc. Pytanie, czy plany KO w ogóle są poparte analizami, bo planów mówi, że do 2030 r.  "powstanie w Polsce 10 GW energetyki słonecznej, 10 GW energetyki morskiej i 10 GW z elektrowni wiatrowych zlokalizowanych na lądzie (3×10 dla OZE)". 3x10 może i ładnie brzmi, ale skąd akurat takie liczby? Np. fotowoltaiki już mamy prawie 5 GW, więc możliwości na kolejne dziewięć lat są znacznie większe.

Słowa Tuska i program KO łączy to, że odpowiadają na problem zmian klimatu w sposób z czasów, gdy ten po raz pierwszy obejmował rządy w Polsce (choć, jak wiemy, i wtedy trzeba było działać szybciej). Tymczasem - jak trafnie stwierdziła aktywistka klimatyczna Dominika Lasota w liście do lidera Platformy - od jego wyjazdu do Brukseli "sporo się zmieniło w polskim społeczeństwie". Sporo zmieniło się też w myśleniu o kryzysie klimatycznym, choć wciąż zdecydowanie za mało polityków zdaje sobie sprawę z jego powagi. Lasota pyta Tuska o konkrety dot. jego planów na polską transformację i sprostanie wyzwaniom klimatycznym. I to te konkrety mogą pokazać, czego ten rzeczywiście nauczył się w Brukseli o klimacie i jest gotów rządzić w kluczowej dla zatrzymania tych zmian dekadzie. 

Więcej o: