Nawet 100 proc. Tuska to dziś za mało, żeby pokonać PiS i odzyskać władzę [ANALIZA]

Łukasz Rogojsz
Powrót Donalda Tuska do polskiej polityki to bardzo dobra wiadomość dla Platformy Obywatelskiej jako organizacji. Pytanie, czy równie dużo będzie w stanie dać PO jako partii politycznej, marzącej o odzyskaniu władzy. Tu pojawiają się poważne znaki zapytania, bowiem to, co w swoim pierwszym wystąpieniu po powrocie zaproponował Platformie i Polakom Tusk brzmi jak żywcem wycięte z 2014 roku.
Tak, wróciłem. (…) Wróciłem na 100 proc.

- tymi słowami Tusk przywitał się z zebranymi na sali politykami i działaczami Platformy. Potem wygłosił wystąpienie, które de facto można sprowadzić do kilku punktów. Po pierwsze, Prawo i Sprawiedliwość to zło i nie ma się tutaj co bawić w subtelności, głębsze diagnozy czy wydumane programy reformowania Polski. Przekaz ma być prosty, bo sprawa jest - zdaniem Tuska - prosta i oczywista. Po drugie, Platforma musi się ogarnąć i ponownie uwierzyć, że jest sprawcza i może wygrywać wybory. Żeby tak było, zatroszczy się już sam Tusk. Po trzecie, idziemy na wojnę. Wojnę totalną - my vs. oni, PO vs PiS, dobro vs. zło. Żadnych wątpliwości, żadnych półśrodków, żadnej litości. Wreszcie po czwarte, trzeba zjednoczyć opozycję przeciwko PiS-owi, a jednoczyć ją pod swoją wodzą będzie Platforma i sam Tusk.

Zobacz wideo Czy powrót Donalda Tuska będzie przełomem dla opozycji?

Plusy dodatnie

Jak to czytać? Zacznijmy od pozytywów, bo powrót Tuska ma też i dla Platformy, i opozycji swoje dobre strony. Przede wszystkim, Platforma wreszcie zyskuje przywódcę z prawdziwego zdarzenia - sprawnego politycznie, groźnego retorycznie, doświadczonego, cenionego na arenie międzynarodowej, szanowanego w Platformie, wzbudzającego respekt zarówno partyjnych działaczy, jak i politycznych przeciwników. Tego kapitału nie miała ani Ewa Kopacz, ani Grzegorz Schetyna, ani Borys Budka. W sytuacji dramatycznego wewnętrznego rozchwiania Platformy i jej ewidentnego politycznego kryzysu są to atuty nie do przecenienia. Atuty, których wewnątrz partii nie można było znaleźć.

Tusk daje szanse, że Platforma jako organizacja i polityczna machina znów zacznie działać sprawnie, szybko i efektownie. Nie jest tajemnicą, że działacze w "terenie" wyczekiwali jego powrotu jak kania dżdżu. Ani Budka, ani Trzaskowski nie byli w stanie dać im wiary w zwycięstwo nad PiS-em i przywrócić poczucia politycznej sprawczości, bez którego trudno o codzienną tytaniczną pracę, o wygrywaniu wyborów nie wspominając. Ten entuzjazm było zresztą widać w czasie i tuż po posiedzeniu Rady Krajowej PO. Na Twitterze - chociaż to swego rodzaju bańka, na którą należy patrzeć z dystansem - wystarczyło zakwestionować jeden przecinek w wystąpieniu byłego premiera, żeby legion rozemocjonowanych sympatyków PO i samego Tuska odsądził człowieka od czci i wiary. Ci ludzie patrzą na niego jak na gwiazdę rocka i politycznego Mesjasza, który przeprowadzi Platformę, opozycję i Polskę przez Morze Czerwone. Długo można dyskutować o zasadności takiej wiary, ale jej wzbudzenie i utrzymanie ma niewątpliwie swój polityczny wydźwięk.

Już w swoim inauguracyjnym wystąpieniu po powrocie do krajowej polityki Tusk przypomniał, jak zręcznie potrafi narzucać narrację i kształtować polityczne pole gry. Coś, czego Platformie i opozycji en masse dramatycznie brakowało w ostatnich sześciu latach. Opozycja grała w grę od A do Z zaprojektowaną przez Jarosława Kaczyńskiego i Zjednoczoną Prawicę. Przebłyski bywały, ale bardzo krótkie i niewystarczające, żeby przełamać polityczną niemoc.

Pierwszy przekaz Tuska dotyczył fundamentalnej walki dobra (opozycja) ze złem (Zjednoczona Prawica). Wyrazisty, polaryzujący, prosty. Jednocześnie dość mocno zgrany przez opozycję w ostatnich latach, ale dający jasną zapowiedź tego, w którą stronę podąży Platforma Tuska. Do tego Tusk ostro potępił wszystkich, którzy z podziału PO-PiS (albo dobro-zło) się wyłamują. To też zabieg doskonale znany z przeszłości i samego Tuska, i Platformy. Nowości ani nowatorskiego podejścia tu nie ma, ale należy dać Tuskowi kilka tygodni, żeby ocenić, jak spróbuje przeformatować kierunek i kształt debaty publicznej, aby Platforma grała tu bardziej na swoich zasadach.

Wreszcie Tusk - czy ktoś go lubi, czy nie - to polityk europejskiego, a być może nawet światowego formatu. Nie ma w Polsce drugiego polityka, który mógłby o dowolnej porze dnia i nocy zadzwonić do każdego czołowego światowego przywódcy i który przez tych przywódców byłby traktowany po partnersku. To ważne, bo nasza pozycja na arenie międzynarodowej, a zwłaszcza europejskiej, jest dramatycznie słaba. Dopiero co marginalizować zaczął nas dotychczasowy kluczowy partner w UE, czyli Niemcy. Powrót Tuska może dać Zachodowi wiarę w polską opozycję i w to, że Polski jeszcze nie należy skreślać, bo nie samym PiS-em Polska stoi.

Plusy ujemne

Tyle dobrego. Bo zarówno powrót Tuska, jak i jego wystąpienie każą postawić kilka kluczowych pytań nie tylko o przyszłość samej Platformy, ale również całej opozycji. Pytanie pierwsze brzmi: czy Tusk ma do zaproponowania Polakom coś więcej niż walka ze złem/PiS-em. Słowem: jeszcze więcej radykalnego antyPiS-u. Poprzednie sześć przegranych przez opozycję wyborów pokazało, że ta strategia nie działa. Tusk może zżymać się, że dostaje furii, gdy ktoś nie potępia w czambuł PiS-u, tylko niuansuje kwestię ich rządów, ale to zaklinanie rzeczywistości. Nie od dziś wiadomo, że Tuskowi i Platformie - podobnie zresztą Jarosławowi Kaczyńskiemu i PiS-owi - zawsze służyła posunięta do granic możliwości polaryzacja, podział Polaków na dwa nienawidzące się plemiona i wmawianie, że to jedyna rzeczywistość, jaka istnieje. Jedni napędzali drugich, marginalizując wszelkie polityczne zagrożenie z innych stron.

A prawda jest taka, że ani PiS Platformy, ani Platforma PiS-u nigdy nie chciały wykończyć ostatecznie, bo wzajemnie były sobie potrzebne, żeby pozostawać w grze o władzę. Od momentu wyjazdu Tuska do Brukseli minęło siedem lat. Siedem lat opozycyjnego antyPiS-u. Podkręcanie plemiennych emocji podoba się najtwardszemu elektoratowi PO, ale to jest 10, może 15 proc. głosów. Czyli tyle, ile dzisiaj Platforma ma w sondażach. Jeśli Tusk chce postawić swoją partię na nogi, musi się bardziej postarać i wymyślić coś więcej, niż rytualne okładanie się pałami po głowie z Kaczyńskim. Chyba że nie chce tego albo nie będzie potrafił. Wtedy zrobią to inni, a przez innych rozumiem Polskę 2050, która już zaproponowała Polakom inne spojrzenie na politykę.

Oczywiście można mówić, że inauguracyjne przemówienie miało być widowiskowym spektaklem - momentami przypominało nieco wymuszony, polityczny stand-up - i jedynie zapowiedzią tego, co nadejdzie, ale słuchając go, miało się nieodparte wrażenie, że poza przedstawianym jako ostateczne zło PiS-em jest w nim niewiele. Całe szczęście, że pod koniec Tusk wspomniał jeszcze pokrótce o kryzysie klimatycznym, ale w kontekście całości wątek klimatyczny pełnił rolę listka figowego, a nie gwoździa programu. Być może swój autorski program Tusk dopiero opracuje i przedstawi. Może być też jednak tak, że pisanie programów odpuści, a skupi się na emocjach i bieżącej polityce.

Dlaczego jest to ważne? Bo przez siedem lat nieobecności Tuska w polskiej polityce mnóstwo się w niej zmieniło. Na wyborczy rynek weszły nowe roczniki, które nie tylko skłaniają się ku lewej stronie - Tusk nigdy nie był i nie będzie lewicowy ani nawet centrolewicowy - ale które oczekują od swoich reprezentantów innej polityki - programów, dotrzymywania słowa, zajmowania się realnymi problemami, a nie partyjnymi wojenkami. Gros z nich nie znosi PiS-u i utożsamia się ze spopularyzowanym na zeszłorocznych antyrządowych demonstracjach hasłem "Je*** PiS", ale z drugiej strony ta nienawiść do PiS-u to dla nich stanowczo za mało, żeby oddać na kogoś głos. Ci ludzie w dużej mierze bardzo pozytywnie odbierali Trzaskowskiego. Jeśli Tusk skupi się tylko na agresywnym antyPiS-ie, nigdy ich nie pozyska. A bez ich głosów nie pokona Kaczyńskiego. Zwłaszcza że – jak pokazały eurowybory i wybory parlamentarne z 2019 roku - skrajna polaryzacja i krańcowa mobilizacja lepiej działają na wyborców Zjednoczonej Prawicy niż Platformy czy szerzej całej opozycji.

Wielu polityków i sympatyków Platformy podkreśla, że największym atutem Tuska jest umiejętność wygrywania z PiS-em. To prawda, Tusk pokonał PiS ośmiokrotnie i niewątpliwie ma w tym obszarze swoje zasługi. Jednak Tusk - choć wydaje się to mocno paradoksalne - to również wymarzony przeciwnik PiS-u. Jest ikoną tego, z czym walczy "dobra zmiana", przeciwko czemu się opowiada i czym od lat straszyła ludzi. To przeciwnik doskonale znany i dobrze rozpracowany. Przeciwnik, na którego PiS jest gotowe.

Zresztą Tusk o tym wie. Wie, że ma gigantyczne ograniczenia polityczno-wyborcze. Mówił o nich, kiedy rezygnował z ubiegania się o prezydenturę Polski.

Podjąłem decyzję, że nie będę startował w nadchodzących wyborach prezydenckich. Możemy wygrać te wybory, ale musi być to kandydatura nieobciążona bagażem trudnych i niepopularnych decyzji

- mówił pod koniec 2019 roku Tusk. Ten bagaż nie zniknął, niechęć wielu Polaków podobnie. Widać to zresztą w badaniach opinii publicznej. Tuskowi nie ufa aż 49,5 proc. Polaków i jest to najgorszy wynik spośród liderów opozycji (badanie IBRiS dla Onetu z 11-12 czerwca). Z kolei w samej Platformie - dopiero co pisaliśmy o tym na Gazeta.pl - Tusk jest znacznie mniej popularny od Rafała Trzaskowskiego, którego elektorat widziałby w fotelu szefa Platformy i lidera Koalicji Obywatelskie.

Tusk wraca do zupełnie innej rzeczywistości niż ta, w której święcił największe triumfy. Do innej nawet od tej, którą opuszczał. Dzisiaj nie jest już ulubieńcem mas, nie ma rządu dusz i serc. Oddziałuje przede wszystkim na już przekonanych, którzy i tak od zawsze byli w niego zapatrzeni. Jego zdolność do poszerzania elektoratu Platformy i Koalicji Obywatelskiej jest mocno ograniczona. Dlatego też nie może rządzić ani PO, ani KO tak, jak niegdyś rządził Platformą. Nie może pozwolić sobie na niepodzielne jedynowładztwo i bezceremonialne pozbywanie się każdego, kto w Platformie wyrasta ponad przeciętność. Dlaczego? Bo nawet nie tylko 100, ale i 200 proc. Tuska nie wystarczy do pokonania PiS-u. Jeśli on sam jeszcze tego nie wie, to lepiej, żeby jak najszybciej ktoś go uświadomił.

Więcej o: