Złamanie procedur podczas lotu Andrzeja Dudy? "To taki trochę Smoleńsk. U nas wyleciałoby się z roboty"

Wp.pl opisuje kolejny lot Andrzeja Dudy, podczas którego miało dojść do złamania zasad bezpieczeństwa. Chodzi m.in. o zbyt gwałtowne zniżanie samolotu czy wypuszczenie klap w nieodpowiednim momencie. Rozmówcy portalu - piloci z wieloletnim doświadczeniem - są wobec załogi bardzo krytyczni. - To taki trochę Smoleńsk - mówi jeden z nich.

Wirtualna Polska opisuje lot Andrzeja Dudy, który miał miejsce 1 czerwca 2020 roku. Samolot z prezydentem na pokładzie wystartował z Goleniowa pod Szczecinem o 13.17, maszyna leciała do Lublina, gdzie wylądowała o 14.09. 

Jak podaje portal, problemy zaczęły się na krótko przed lądowaniem - o 14.02. W tym momencie załoga samolotu dostała od wieży kontroli ruchu w Lublinie zgodę na lądowanie od południowego zachodu (na drodze startowej 07), choć początkowo planowano lądować od strony półncno-wschodniej (pas 25). Dziennikarz portalu tłumaczy, że w praktyce różnica jest duża, bo w Lublinie tylko podejście na pas 25 jest wyposażone w ILS - nowoczesny system, wspomagający lądowanie samolotu. Oba pasy wymagają innych procedur. 

Lot Andrzeja Dudy ze Szczecina do Lublina. Załoga miała złamać procedury

- Lądowanie jest najtrudniejszym manewrem w lotnictwie. A im cięższy i większy samolot, tym ten manewr staje się trudniejszy. Dlatego w pewnym momencie Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego stwierdziła, że duże samoloty cywilne mają mieć przy lądowaniu spełnione określone kryteria danych parametrów na odpowiedniej wysokości: prędkość, ustawienie silników, konfigurację samolotu - mówi wp.pl Dominik Punda, doświadczony pilot kapitan. - Jeśli tego nie masz na 1000 lub 500 stopach (odpowiednio 304 i 152 metry - red.), nie jesteś gotowy do stabilnego podejścia i nie masz prawa podchodzić do lądowania - dodaje. Tego dnia samolot, jak podaje portal, na wysokości 500 stóp nie miał spełnionych odpowiednich parametrów, ale piloci i tak wylądowali. 

Zobacz wideo Włodzimierz Czarzasty apeluje do Andrzeja Dudy: Niech się pan obudzi i weźmie do roboty!

Z raportu przygotowanego przez Dział Jakości, Bezpieczeństwa Lotniczego i Ochrony Przewozów PLL LOT, który cytuje portal, wynika, że piloci zdecydowali się lądować według procedury RNAV, która ma być mniej dokładna i bardziej wymagająca. W związku ze zmianą planów załoga powinna się przygotować, ustalić między sobą, kto i czym będzie się zajmował. - Na ich miejscu powiedziałbym, że potrzebuję pięciu minut nad Lublinem, wszystko bym przygotował i podchodziłbym na spokojnie do lądowania. A oni nagle zaczęli przeprowadzać kompletnie nieprzygotowany manewr - mówi portalowi Dominik Punda.

Monika PawłowskaMonika Pawłowska z Porozumienia: Stałam się jedną z ofiar ataków hakerskich

Jak wynika z raportu, o godz. 14.05 embraer z prezydentem na pokładzie był o 3000 stóp (914 metrów) za wysoko. 9,5 km od lotniska próbowano gwałtownie zmniejszyć wysokość. Jak tłumaczy pilot, z którym rozmawiała wp.pl, "w trakcie zniżania nie powinno się przekraczać wartości 1000 stóp na minutę. Oni mieli w pewnym momencie 2300!". - Aż dziwne, że nie włączył się GPWS, czyli system ostrzegający pilotów o odległości ich samolotu od powierzchni ziemi, czyli urządzenie, którego wycie pamiętamy z nagrań katastrofy w Smoleńsku - mówi.

W kolejnych minutach włączyło się jednak ostrzeżenie m.in. dotyczące zbyt szybkiego zbliżania się do ziemi.

O godz. 14.07 załoga poprosiła wieżę o kolejną zmianę rodzaju podejścia do lądowania. Chodziło o podejście visual (lądowanie w oparciu o to, co widać za oknem). Następnie wyłączyli autopilota. 

- Wtedy już im się kompletnie wszystko rozsypało. Byli za blisko pasa, mieli za mało czasu, już dawno powinni mieć pełną konfigurację samolotu, żeby w ogóle rozpocząć lądowanie, a oni na 300 stopach (91 m – red.) dopiero zabrali się za ustawianie klap - mówi Punda. 

"W kabinie zapanował chaos"

Inny rozmówca portalu stwierdza anonimowo:  - W tym momencie widać, że w kabinie zapanował chaos. Zmienili procedurę podejścia na visuala, bo nie byli już w stanie zapanować nad automatyką. Stąd rozpięcie autopilota. Włączyło im się widzenie tunelowe: zobaczyli pas i chcieli już tylko wylądować za wszelką cenę.

Według cytowanych ekspertów największym zaniedbaniem tego lotu było zbyt późne wypuszczenie klap. - Dzięki klapom zmienia się profil skrzydła i rośnie siła nośna. Czyli możemy lecieć bezpiecznie z mniejszą prędkością. Im groziło, że z powodu niewypuszczenia klap samolot będzie się poruszał zbyt szybko i przeleci przez pas - tłumaczy kapitan Punda. 

"Taki trochę Smoleńsk. Lądowanie za wszelką cenę"

- Taki trochę Smoleńsk. Lądowanie za wszelką cenę. Całe szczęście tym razem w dobrej pogodzie, więc chłopaki cały czas mieli visuala (lądowanie w oparciu o to, co widać za oknem maszyny - red.). Natomiast stabilizacja na 5 stopach, gdzie w mojej firmie wymagana jest na 1000 stóp, to zdecydowane przegięcie. U nas wyleciałoby się za coś takiego z roboty - tak raport w portalu komentuje inny doświadczony pilot, który chce pozostać anonimowy. Jak dodaje "wypuszczanie pełnych klap na 200 stopach też jest niedopuszczalne". 

Zalany parking w SzczecinieSzczecin. W kilka godzin spadło tyle deszczu, co w miesiąc

Wp.pl podaje, że w postępowaniu Komisji Badań Zdarzeń Lotniczych PLL LOT na samym wstępie zaklasyfikowano incydent jako poważny. Uznano bezspornie, że winę ponosi załoga. Według KBZL PLL LOT główną przyczyną incydentu miał być nieprawidłowy proces podejmowania decyzji przez załogę, co w konsekwencji oznaczało naruszenie procedur. Portal przytacza też inne czynniki: "przerwę w bieżącej praktyce członków załogi, spowodowaną zawieszeniem lotów w pandemii, nieskuteczne szkolenie na symulatorach, niewłaściwe zarządzanie załogami przez PLL LOT".

Wp.pl informuje, że za sterami samolotu siedziała załoga, która wcześniej nigdy nie leciała lotem specjalnym z VIP-em. Załoga miała być kompletowana w pośpiechu. 

Kancelaria Prezydenta poinformowała portal, że "nie posiada informacji (…) dotyczących incydentu z nieustabilizowanym podejściem do lądowania w dniu 1 czerwca 2020 r. w Porcie Lotniczym Lublin SA". 

Natomiast PLL LOT miał odpowiedzieć dziennikarzowi, że stosowana "praktyka zadawania pytań z tezą i pozostawiania kilku godzin na odpowiedź pod groźbą publikacji jest nie do przyjęcia". "Nie zamierzamy temu szantażowi ulegać" - napisano. 

Więcej o: