Kary więzienia dla dyrektorów szkół? Mamy komentarz eksperta. "Nie ma żadnej luki. To efekt mrożący"

- Żadnej luki w przepisach nie ma. Chodzi o efekt mrożący - tak opublikowany przez rząd projekt nowelizacji prawa oświatowego komentuje w rozmowie z Gazeta.pl ekspert prawa karnego dr Wojciech Górowski. W projekcie mowa jest o karze więzienia dla dyrektorów m.in. szkół za "przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków". Zdaniem rządu, do tej pory dyrektorzy takiej odpowiedzialności nie ponosili.

Na rządowych stronach ukazał się w tym tygodniu projekt nowelizacji prawa oświatowego. Jego wnioskodawcą jest minister Michał Wójcik, który odpowiada w rządzie za kwestie "obrony praw obywatelskich" oraz "ochrony tożsamości europejskiej".

W projekcie zapisano, że dyrektorom m.in. szkół, żłobków i ośrodków wychowawczych groziłoby do 3 lat więzienia za "przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków w zakresie opieki lub nadzoru nad małoletnim", co byłoby działaniem "na szkodę małoletniego".

Jeśli dziecko w wyniku tych działań zmarłoby, zostało np. ranne, zgwałcone lub byłoby molestowane, dyrektor otrzymałby karę od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. 

Protest przed Ministerstwem Edukacji i Nauki"Czarnek, idź precz!". Protest przed resortem edukacji

W uzasadnieniu projektu czytamy m.in., że ustawa miałby "zlikwidować lukę prawną", bo obecnie dyrektorzy placówek, którzy nie realizują prawidłowo swoich obowiązków, są "bezkarni". Jako przykład podano niepubliczne przedszkole w Łodzi, gdzie miało dochodzić do molestowania wychowanków.

Prokuratura umorzyła postępowanie prowadzone w stosunku do osoby kierującej punktem przedszkolnym, uzasadniając, że osoba ta nie jest funkcjonariuszem publicznym i nie może podlegać odpowiedzialności karnej za niedopełnienie obowiązków, a tym samym działanie na szkodę interesu małoletniego

- stwierdzono w uzasadnieniu.

Zobacz wideo Morawiecki broni Sasina i nawiązuje do piłkarskiej reprezentacji: Zabrakło jeszcze oskarżenia o porażkę ze Słowacją

 Wojciech Górowski: Chodzi o efekt mrożący

- Żadnej luki w przepisach nie ma - stwierdza w rozmowie z Gazeta.pl dr Wojciech Górowski, adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Dyrektor szkoły publicznej, która jest finansowana ze środków publicznych, w obecnym stanie prawnym jak najbardziej odpowiada za swoje działania. Nie budzi to mojej wątpliwości. Autorzy projektu chcą natomiast rozszerzyć odpowiedzialność na dyrektorów placówek niepublicznych, co pachnie już karaniem niepokornych - dodaje.

- Załóżmy, że na korytarzu szkolnym uczeń zaatakuje drugiego ucznia nożem. Wtedy wchodzi w grę art. 2 kodeksu karnego, który mówi o odpowiedzialności za zaniechanie obowiązków. Dyrektor mógłby ponieść konsekwencje, gdyby np. w nieodpowiedni sposób zorganizował nauczycielskie dyżury. Dyrektor szkoły publicznej może też odpowiadać z art. 231 kk, w którym mowa o karze dla funkcjonariusza publicznego za przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków - wylicza dr Wojciech Górowski.

Przemysław CzarnekCzarnek znów zaatakował społeczność LGBT. Będzie wniosek o odwołanie

Zdaniem eksperta, "projekt w pewnym sensie może ograniczać odpowiedzialność dyrektorów za przestępstwa nieumyślne". - W art. 231 kk jest bowiem mowa o przestępstwie nieumyślnym, a w projekcie ministra Wójcika tego nie ma. Gdyby projekt wszedł w życie i uznawano by, że to przepisy specjalnie dla dyrektorów, to doszłoby do sytuacji, w której karano by za mniej niż obecnie - wyjaśnia prawnik.

Według adwokata "chodzi o efekt mrożący". - Pod przekroczenie uprawnień można podpiąć praktycznie wszystko. Na tym polega problem. "Niedopełnienie obowiązków" lub "przekroczenie uprawnień" to obecnie bat na niepokornych urzędników. Z art. 231 kk ściga się np. sędziów - dodaje.

Teoretycznie taki dyrektor mógłby ponieść konsekwencje np. za organizację zajęć z edukatorami seksualnymi. - Wystarczy, że prokuratura uzna, że działał w ten sposób na szkodę dzieci. Nie musi to być rzeczywista szkoda, wystarczy "zagrożenie szkodą". A to może oznaczać po prostu wszystko, w zależności od tego, jak ktoś to zinterpretuje - mówi ekspert.

Więcej o: