Stawka większa niż Rzeszów. Dlaczego opozycja i rządzący chcą za wszelką cenę zdobyć stolicę Podkarpacia? [4 POWODY]

Łukasz Rogojsz
Zaplanowane na 13 czerwca wybory prezydenckie w Rzeszowie to nie tylko polityczny bój o to, kto przez najbliższe lata będzie rządzić stolicą Podkarpacia. W 200-tysięcznym Rzeszowie ogniskuje się dzisiaj cała moc wielkiej, ogólnopolskiej polityki i być może to wynik tych wyborów wpłynie na to, kto po 2023 roku będzie rządzić całym krajem.

POWÓD NR 1: Wszystkie oczy na Rzeszów

Wobec wciąż poważnego kryzysu w Zjednoczonej Prawicy, wielu komentatorów i polityków przypuszczało i przypuszcza, że prędzej czy później czekają nas przedterminowe wybory parlamentarne. Na razie jednak koalicja rządząca jeszcze się trzyma i wcześniejsza elekcja pozostaje w sferze medialnych spekulacji i opozycyjnego chciejstwa.

Jeśli nic się w tej materii nie zmieni, to wybory w Rzeszowie będą jedynymi w 2021 roku. Teoretycznie "dobra zmiana" nie ma tu nic do stracenia, bowiem Rzeszowem rządził dotąd zaprzyjaźniony z opozycją Tadeusz Ferenc. Również teoretycznie opozycja ma do stracenia wszystko, bowiem może stracić jedyny znaczący przyczółek w wyborczym bastionie PiS-u, jakim od lat jest Podkarpacie.

W rzeszowskiej elekcji jest też jednak drugie dno. To ogólnokrajowa rozgrywka opozycji z rządzącymi. W roku niewyborczym każde "nadprogramowe" zwycięstwo przy urnach jest na wagę złota. Zwłaszcza gdy - jak to ma miejsce w przypadku opozycji - przegrałeś sześć kolejnych wyborów z rzędu. Zdobycie Rzeszowa rękami Konrada Fijołka może więc dać przeciwnikom rządu znacznie więcej wiatru w żagle, niż wynikałoby to ze znaczenia Rzeszowa na politycznej mapie Polski.

Jest też wreszcie rzecz ostatnia, ale nie najmniej ważna. Każde wybory po piętnastu miesiącach pandemii są formą plebiscytu "za" lub "przeciw" obecną władzą. Pokazują nastroje społeczne i to, jak obywatele oceniają obóz władzy. Sroga porażka kandydata lub kandydatki Zjednoczonej Prawicy - w wyborach startuje reprezentujący Solidarną Polskę wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł i popierana przez PiS wojewoda podkarpacka Ewa Leniart - z Fijołkiem będzie dzwonkiem ostrzegawczym dla Nowogrodzkiej, że suweren krytycznie ocenia to, jak "dobra zmiana" poradziła sobie z pandemią koronawirusa.

Zobacz wideo Czy opozycja upatruje w zwycięstwie Konrada Fijołka szansy dla siebie w skali ogólnopolskiej?

POWÓD NR 2: Fijołek, czyli jaskółka, która (z)jednoczy opozycję?

Postać Konrada Fijołka ma też dla opozycji znaczenie symboliczne. Osiągnięcie porozumienia co do jego kandydatury było ostatnim sukcesem współpracy całego bloku opozycyjnego. Później było już tylko gorzej, a kłótni i problemów przybywało z tygodnia na tydzień i miesiąca na miesiąc. Partie opozycyjne kłóciły się o Rzecznika Praw Obywatelskich, Krajowy Plan Odbudowy czy ocenę zaprezentowanego przez Zjednoczoną Prawicę Polskiego Ładu. Wzajemnych złośliwości, a nawet pogardy i złości, było bardzo dużo. Jeśli Fijołkowi uda się zdobyć Rzeszów, a już zwłaszcza jeśli zrobi to w pierwszej turze, być może opozycja będzie w stanie dostrzec, że współpraca popłaca, a wzajemne zwalczanie służy tylko "dobrej zmianie". Wówczas, za jakiś czas, być może uda się na zdrowych i partnerskich zasadach wrócić do projektu Koalicji 276 albo jakiejś jego zmodyfikowanej wersji. Sukces zawsze jednoczy, porażka zawsze dzieli.

POWÓD NR 3: Rzeszów podzieli(ł) prawicę

Wybory w Rzeszowie będą też ważne dla wewnętrznych nastrojów w Zjednoczonej Prawicy. Nastrojów, które dzisiaj są tragiczne. Nikt nie ufa już tam nikomu, a każdy ma świadomość, że do kolejnych wyborów partie koalicyjne pójdą już osobno. Co więcej, Nowogrodzka próbuje dosztukowywać do obozu władzy małe grupki parlamentarzystów albo nawet pojedynczych posłów i posłanki, żeby tylko zabezpieczyć się na wypadek kolejnego buntu ludzi Zbigniewa Ziobry bądź Jarosława Gowina.

Jeśli dołożyć do tego porażkę, a zwłaszcza klęskę, w Rzeszowie, miarka może się przebrać i konieczne będą rozliczenia. Zwłaszcza że Zjednoczona Prawica była w tym przypadku tak zjednoczona, że wystawiła dwójkę kandydatów. Co ważne, wbrew woli Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli zabieg ten zakończy się klęską, Nowogrodzka może zechcieć ukarać ziobrystów za samowolę ministra Warchoła. Mówi o tym zresztą w wywiadzie dla Gazeta.pl rzeszowianin i poseł Koalicji Obywatelskiej Paweł Kowal: – Tu ciekawe będzie co innego: jak się tam wszyscy za łby wezmą, gdy już będzie ogłoszone, ze Fijołek wygrał. Oj, będzie szukanie winnych.

POWÓD NR 4: Rzeszów, czyli Polska w pigułce

Wygrana w Rzeszowie jest też dla opozycji ważna ze względów stricte prestiżowych. Stolica Podkarpacia od lat jest jedynym miejscem w regionie, gdzie PiS nie dominuje niepodzielnie. Reszta województwa to od lat bastion partii rządzącej. Utracenie jedynego przyczółka na Podkarpaciu byłoby więc dla opozycji bolesne nie tylko wizerunkowo, ale również psychologicznie. Kazałoby przypuszczać, że mimo piętnastu miesięcy pandemii i ogromnego kryzysu wewnętrznego Zjednoczonej Prawicy jest ona w stanie poszerzać swoje polityczne wpływy nawet w takich okolicznościach.

Przegrana Fijołka uderzyłaby też z pewnością w projekt Koalicji 276, o czym pisaliśmy nieco wyżej. Opozycja straciłaby okazję do politycznego i personalnego resetu, wymazania mnóstwa złych emocji, które nagromadziły się po opozycyjnej stronie barykady w ostatnich miesiącach. To z kolei byłoby ważne długoterminowe zwycięstwo Nowogrodzkiej nad opozycją.

Na pewno psychologicznie zwycięstwo w Rzeszowie będzie bardzo istotne dla opozycji. Będzie oznaczać, że można wygrać w jaskini lwa, w samym sercu "dobrej zmiany"

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl Paweł Kowal. I dodaje:

Będzie oznaczać, że w polskiej polityce nadchodzi "moment żądzy zmiany", kiedy wszyscy są gotowi przynajmniej do taktycznej współpracy, by przerwać złe rządy. Coś takiego jak na Węgrzech, gdzie już ta "żądza zmiany" się pojawiła

Wreszcie Rzeszów to politycznie Polska w pigułce. Wyniki wyborów parlamentarnych w tym mieście były niemal identyczne jak wyniki w skali całego kraju. Także z tego powodu zdobycie Rzeszowa ma dużą wagę wizerunkową i polityczną dla obu stron. Bo stawka tak naprawdę jest w tym wyborczym boju znacznie większa niż sam Rzeszów.

Więcej o: