PiS wymieni Terleckiego na stanowisku wicemarszałka Sejmu? "Będzie taki moment, że to się zadzieje, ale jeszcze nie teraz"

Chociaż w blasku medialnych fleszy politycy Prawa i Sprawiedliwości bronią Ryszarda Terleckiego za jego słowa do Swiatłany Cichanouskiej, wysyłające ją po pomoc do Moskwy, to jednak wewnątrz partii ocena zachowania wicemarszałka Sejmu jest zupełnie inna. - Ewidentnie przesadził - mówi nam bliski współpracownik premiera. - Ten typ tak ma - dodaje prominentny poseł PiS-u. - W partii większość uważa go za folklor - zauważa inny z naszych rozmówców.

W polskiej debacie publicznej od dawna nie mówiliśmy tyle o kwestii wschodniej, wolności Białorusi i białoruskiej opozycji, co w ostatnim tygodniu. Niestety zmiana nie dokonała się za sprawą przewartościowania wartości naszej polityki zagranicznej czy przełomowych działań ze strony polskiego rządu na rzecz wolnej Białorusi, a z powodu tweeta Ryszarda Terleckiego do liderki białoruskiej opozycji Swiatłany Cichanouskiej.

4 czerwca, w 32. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów, wicemarszałek Sejmu napisał: "Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników". Wpis był reakcją na przyjęcie przez Cichanouską zaproszenia prezydenta Warszawy na organizowany przez niego latem Campus Polska Przyszłości.

Zobacz wideo Bielan o tweecie Terleckiego: Gdyby można było cofnąć czas...

Oficjalnie PiS murem za Terleckim...

Słowa Terleckiego niemal natychmiast wywołały lawinę komentarzy, która trwała także w kolejnych dniach. W przeważającej mierze były to oceny krytyczne. Wicemarszałka Sejmu bronili wyłącznie politycy PiS-u.

„Nie wiem jakie były intencje @trzaskowski_, ale niezależnie od nich mieszanie przedstawicieli opozycji białoruskiej do wewnętrznego polskiego sporu politycznego jest nieetyczne. Przede wszystkim wobec tych ludzi, którzy walczą o wolność. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca" - napisał na Twitterze szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk.

Sam szef rządu również daleki był od krytykowania wicemarszałka Sejmu.

Marszałek Terlecki doskonale wie, czym jest walka o wolność, demokrację, jak długo trwa i doskonale rozumie wiele meandrów i zakrętów, które do takiej wolności prowadzą

- ocenił Mateusz Morawiecki. Podkreślił też jednak, że "walcząca o demokrację Białoruś zapewne niejeden taki zakręt będzie musiała przebyć, a Polska na tej drodze będzie ją wspierać".

Zdecydowanie po stronie szefa klubu parlamentarnego PiS-u stanął za to były szef MSZ Witold Waszczykowski.

Marszałek Ryszard Terlecki miał rację twierdząc, że przekroczono linią włączania się w polski spory polityczne. Zwrócenie uwagi było słuszne

- stwierdził na antenie Polskiego Radia 24.

… nieoficjalnie już niekoniecznie

Kiedy jednak o słowa Terleckiego pytamy kolejnych polityków PiS-u, zgodnie przyznają, że wewnątrz partii ocena jego zachowania jest zupełnie inna niż ta wygłaszana publicznie.

Wypowiedzi Terleckiego mało kogo u nas obchodzą. Bronimy go, bo to szef klubu, ale w partii większość uważa go za folklor

- przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl polityk PiS-u z rządu.

Zdania są dużo bardziej podzielone, nie ma jednego, zwartego frontu w tej sprawie. Na pewno nie była to specjalnie szczęśliwa i potrzebna wypowiedź

- z lekkim zakłopotaniem dodaje z kolei prominentny polityk z Nowogrodzkiej. Dopytywany, czy partii nie drażni kolejna wizerunkowo-komunikacyjna afera, wywołana przez wicemarszałka Sejmu, odpowiada:

W przypadku marszałka Terleckiego trzeba pamiętać, że jest to taka profesorska licentia poetica. Za każdy razem wzbudza to gorącą dyskusję, ale ten typ tak po prostu ma
W KPRM zostało to bardzo źle odebrane. Poinformował nas o tym Michał Dworczyk, któremu ktoś podesłał tego tweeta. Powiedział, że musimy coś zrobić, bo będzie z tego kryzys. Był szybki kontakt z Terleckim, żeby już nic nie pisał w tej sprawie

- kulisy zażegnywania kryzysu wokół tweeta Terleckiego odsłania jeden ze współpracowników premiera.

Jak dodaje nasz rozmówca, Terlecki "na początku w ogóle oczekiwał od partii obrony, ale wszyscy mu powiedzieli, że żadnej obrony nie będzie".

Terlecki przesadził, ewidentnie przesadził. Zresztą on sam ma świadomość, że przesadził

- dodaje nasze źródło w KPRM.

W partii odczuwalne jest jednak zmęczenie kolejnymi wizerunkowymi problemami, jakich zupełnie niepotrzebnie Terlecki dostarcza partii. Wicemarszałka ratuje jednak jego pozycja w PiS-ie i to, jak wywiązuje się z roli szefa klubu parlamentarnego PiS-u.

To prominentny polityk naszej partii. Okej, często robi błędy komunikacyjne i zalicza wizerunkowe wpadki, ale już się do tego przyzwyczailiśmy. No, ale jest szefem klubu, dobrze wywiązuje się z roli partyjnego karbowego, więc na razie ma mocną pozycję

- słyszymy od dobrze zorientowanego w partyjnych nastrojach polityka.

Ten sam rozmówca dodaje jednak, że przyszłość Terleckiego wcale nie rysuje się w tak różowych barwach. Rozważana jest bowiem jego wymiana, zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasowej.

Będzie taki moment, że to się zadzieje, ale jeszcze nie teraz. Na razie jest przydatny w swojej roli

- przewiduje polityk.

Gaszenie pożaru benzyną

Z informacji Gazeta.pl wynika, że Terlecki dostał od partii jasne polecenie: masz zażegnać kryzys, który sam wywołałeś.

Były oczekiwania, żeby przeprosił, żeby zażegnał kryzys, dlatego w końcu wymyślił ten list do Cichanouskiej. Niestety zaczął temat od tego, że nie będzie przepraszać, co było komunikacyjnie tragiczne

- rozkłada ręce polityk PiS-u, znający kulisy sprawy.

Faktycznie list Terleckiego do Cichanouskiej jest, w najlepszym razie, specyficzny. Wicemarszałek Sejmu nie tyle tłumaczy się z w nim ze swoich słów czy już zwłaszcza za nie przeprasza, co przeprowadza wykład na temat ogromnej szkodliwości polskiej opozycji. Poucza też Cichanouską, żeby na przyszłość nie dawała się uwikłać w wewnętrzne polskie spory polityczne i nie stawała po jednej ze stron tego sporu.

„Polski rząd wielokrotnie upominał się w Europie o wsparcie dla wolnej Białorusi, finansował niezależną telewizję Biełsat, udzielał białoruskim działaczom niepodległościowym różnorodnej pomocy, upominał się o prawa mniejszości Polskiej na Białorusi. Tymczasem Pani planuje udział w zjeździe, organizowanym przez polityków, którzy nie uznają wyniku demokratycznych wyborów, kwestionują legalność państwowych instytucji, grożą po przejęciu władzy sankcjami karnymi wobec przeciwników, wspierają łamiących prawo sędziów. Celem tego zjazdu jest nabór nowych kadr do walki z polskim, pochodzącym z demokratycznych wyborów rządem" - czytamy w liście.

Dalej Terlecki strofuje Cichanouską, że przyjmując zaproszenie na Campus Polska Przyszłości, szkodzi sprawie wolnej Białorusi. „Wydaje mi się jednak, że z braku rzetelnej wiedzy źle przysłużyła się Pani sprawie Białoruskiej w Polsce, afiszując się z politykami partii, która sześciokrotnie przegrała wybory (dwa razy prezydenckie, dwa razy parlamentarne, samorządowe oraz europejskie), a tym bardziej deklarując udział w ich politycznym, antyrządowym przedsięwzięciu" - poucza Cichanouską Terlecki. Na koniec dodaje jeszcze: „Tym samym zraziła Pani znaczną część Polaków do wspierania Pani jako białoruskiego Prezydenta-Elekta".

Efekt listu Terleckiego był zgoła odmienny od zamierzonego. Zamiast zakończyć niepotrzebną awanturę i dyplomatyczny skandal, tylko dolał oliwy do ognia. Tym razem już nawet politycy PiS-u nie bronili wicemarszałka, a starali się sprawę przemilczeć. Dlaczego i tym razem nie skrytykowali otwarcie Terleckiego?

W naszym jądrze partyjnym nie ma gotowości, żeby publicznie się do tego przyznać, posypać głowę popiołem i przeprosić. Takie spychanie nas do kąta byłoby złym precedensem, bo w pewnym momencie nie mielibyśmy już, gdzie zrobić kroku w tył. My też mamy swoją doktrynę Neumanna

- z rozbrajającą szczerością wyznaje ważny polityk PiS-u.

Użyte zarówno w tweecie, jak i w liście sformułowania mogą razić, ale co do zasady nie zmieniają absolutnie niczego w kwestii naszej polityki wobec Białorusi

- tłumaczy partyjnego kolegę jeden z posłów partii rządzącej. Po chwili dodaje jednak:

Niepotrzebnie to wszystko tak przeciągnęliśmy. Szybkie zamknięcie sprawy, zwłaszcza przez samego marszałka, byłoby dla nas zdecydowanie lepsze

Piwot Gowina?

W PiS-ie jest też obawa przed zupełnie nieoczekiwaną konsekwencją skandalu wokół tweeta i listu Terleckiego. Chodzi o odbiór tej sytuacji w ramach Zjednoczonej Prawicy, a konkretnie o krytycyzm ze strony Porozumienia Jarosława Gowina.

Problemem dla nas jest to, jak zachowa się Gowin. On traktuje to jako idealny pretekst do rozejścia się, więc paradoksalnie sprawa Terleckiego może być przypieczętowaniem końca koalicji

- przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl dobrze poinformowany polityk PiS-u z rządu.

Na uwagę, że Gowin "odchodzi" ze Zjednoczonej Prawicy od miesięcy i na razie jeszcze nie odszedł, nasz rozmówca przyznaje:

Nawet jeśli i tym razem uda się to jeszcze odwlec w czasie, to idziemy na rząd mniejszościowy, nie mam co do tego wątpliwości. Atmosfera między nami i Gowinem jest po prostu katastrofalna

Gowin faktycznie nie szczędził w ostatnich dniach krytyki Terleckiemu za to, jak ten zachował się wobec Swiatłany Cichanouskiej.

Oczekiwałbym od marszałka Terleckiego jakiegoś gestu, on już zapowiedział, że nie przeprosi, szkoda

- mówił 9 czerwca na antenie Radia Plus wicepremier.

Liczę na to, że pan Marszałek Terlecki zreflektuje się, albo zostanie zreflektowany przez władze PiS, dlatego, że te słowa były niefortunne i szkodliwe

- podkreślił. 

Krytyka Terleckiego i podejrzenie w szeregach PiS-u, że Gowin może wykorzystać tę sprawę do wyjścia z koalicji rządzącej zbiegają się w czasie z kolejnymi wypowiedziami wicepremiera, w których wyraża on daleko idące rozczarowanie tym, jak Porozumienie jest traktowane w ramach Zjednoczonej Prawicy.

Zdaję sobie sprawę z tego, że są tacy politycy w naszym obozie, którzy chętnie widzieliby Porozumienie poza rządem

- ocenił na antenie Radia Plus Gowin.

Dopytywany o personalia tych, którzy chcieliby pozbyć się Porozumienia ze Zjednoczonej Prawicy, Gowin skomentował: - Nie chcę wymieniać żadnych nazwisk. Wypchnięcie Porozumienia oznaczałoby koniec projektu Zjednoczonej Prawicy. Jeżeli decyzja będzie należała do mnie, chcemy pozostać częścią koalicji i obozu Zjednoczonej Prawicy do końca tej kadencji. Na to się zobowiązaliśmy wobec wyborców i chcemy tego zobowiązania dotrzymać. Oczywiście jeżeli będziemy wypychani mamy alternatywne scenariusze.

Jednym z tych scenariuszy, o którym na Gazeta.pl pisaliśmy w kontekście awantury wokół Krajowego Planu Odbudowy, byłoby konstruktywne wotum nieufności dla obecnego rządu i przejście Porozumienia na stronę opozycji. Jak dotąd próby przeprowadzenia takiej operacji kończyły się fiaskiem już na etapie zakulisowych negocjacji. Być może jednak Zjednoczona Prawica zbliża się do osiągnięcia punktu krytycznego, po przekroczeniu którego to, co dotychczas było niemożliwe niemożliwym być przestanie.

Więcej o: