Onet: Nie będzie śledztwa ws. wyborów kopertowych. "Decyzja zapadła na najwyższych szczeblach prokuratury"

Z informacji Onetu wynika, że prokuratura nie zamierza wszczynać śledztwa ws. próby organizacji wyborów kopertowych. Prezes NIK Marian Banaś składał doniesienia z tym związane przeciwko premierowi, trzem ministrom, Poczcie Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

"Decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa w zasadzie już zapadła i to bez przeprowadzenia postępowania sprawdzającego" - podaje Onet za swoim informatorem. Decyzja miała zapaść na najwyższych szczeblach prokuratury, bo - jak podaje portal - nad sprawą "rękę trzyma" Bogdan Święczkowski, prokurator krajowy i zastępca Zbigniewa Ziobry. To on zażądał od prokuratorów, by wszelkie kontakty z NIK prowadzone były za pośrednictwem Prokuratury Krajowej.

"Polecam niezwłoczne przesyłanie do Biura Prezydialnego Prokuratury Krajowej kopii pism Najwyższej Izby Kontroli, kierowanych bezpośrednio do podległych Państwu jednostek organizacyjnych, zawierających wnioski o udostępnienie informacji bądź kopii dokumentów. Wszelkie odpowiedzi na tego rodzaju korespondencję należy przekazywać do NIK jedynie za pośrednictwem Prokuratury Krajowej" - pisał do prokuratorów rejonowych Święczkowski w liście, do którego dotarła "Gazeta Wyborcza"

To właśnie z PK miało przyjść polecenie o odmowie wszczęcia śledztwa. - Było to nieformalne polecenie, ale jakże czytelne dla każdego prokuratora - wyjaśnia informator Onetu.

Zawiadomienie NIK na premiera, ministrów, Pocztę Polską i PWPW

25 maja Marian Banaś poinformował o złożeniu do prokuratury zawiadomień na premiera Mateusza Morawieckiego, Michała Dworczyka, Mariusza Kamińskiego i Jacka Sasina.

- W związku z wynikami kontroli, dotyczącej przygotowania i organizacji wyborów na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, wyznaczonych na 10 maja 2020 roku, z wykorzystaniem głosowania korespondencyjnego, Najwyższa Izba Kontroli, mając na uwadze wagę stwierdzonych nieprawidłowości, kieruje do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego, szefa KPRM Michała Dworczyka, ministra aktywów państwowych Jacka Sasina oraz ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego - poinformował na konferencji prasowej Banaś.

Zobacz wideo Były szef NIK: Pod zawiadomieniem podpisałby się każdy prezes NIK, także Lech Kaczyński

Wcześniej Najwyższa Izba Kontroli złożyła do prokuratury zawiadomienia o możliwym popełnieniu przestępstwa przez zarządy Poczty Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW). Od razu po publikacji raportu Marian Banaś zapowiedział, że to samo może stać się w odniesieniu do najważniejszych osób w państwie.

Mateusz Morawiecki: Nie ma we mnie najmniejszego niepokoju

Zarządzana przez Mariana Banasia Najwyższa Izba Kontroli na początku miesiąca opublikowała raport ws. organizacji wyborów kopertowych, które rząd chciał przeprowadzić 10 maja zeszłego roku. W raporcie NIK stwierdzono, że najważniejsze osoby w państwie - m.in. premier Morawiecki, który podpisał decyzję o organizacji głosowania korespondencyjnego i o rozpoczęciu drukowania pakietów wyborczych - przekroczyły swoje uprawnienia. Szef NIK podkreślił, że przygotowywanie wyborów na podstawie decyzji administracyjnej "nie powinno mieć miejsca", gdyż decyzja w tej sprawie należała do PKW.

- Nie ma we mnie najmniejszego niepokoju z tym związanego - komentował wówczas Mateusz Morawiecki. - Na władzy wykonawczej, na nas, przy współpracy z samorządami przypomnę, ciążył obowiązek przeprowadzenia wyborów prezydenckich - dodał szef rządu. Jak tłumaczył, to przez "obstrukcję po stronie samorządów" nie przeprowadzono wyborów. Jak zauważa Onet, nieco inną wersję wydarzeń przedstawił Jarosław Kaczyński. - Wtedy powstał pomysł - nie ukrywam, że mój - żeby zrobić coś takiego jak w Bawarii i w Kanadzie, czyli przeprowadzić wybory korespondencyjne. Później się okazało, że jest dużo trudności i kłopotów, również po naszej stronie. Pewnych rzeczy nie mogliśmy uchwalić - mówił o wyborach korespondencyjnych prezes PiS w rozmowie z "Wprost".

Więcej o: