Księgarze boją się fali bankructw i chcą jednej ceny. "Ludzie oglądają książki i robią im zdjęcia. Ale nie kupują"

Jacek Gądek
Księgarze przygotowali projekty ustaw o jednolitej cenie książki i zaszczepili pomysłem rząd PiS. Chcieli, aby znalazł się w "Polskim Ładzie" i choć to się nie udało, to w obozie rządzącym jest przychylność. Nikt nie kryje, że powodem jest wejście do Polski Amazona i obawa, że gigant doprowadzi do fali bankructw.
Zobacz wideo Inspiracja czy ciężka praca, czyli skąd biorą się najlepsze pomysły. Wywiad z Krzysztofem Zalewskim [Popkultura Extra]

Mariusz Szczygieł, pisarz, publicysta, właściciel warszawskiej księgarni Wrzenie Świata:

Jak mogę nie być za jednolitą ceną książki, skoro widzę, że do Wrzenia Świata przychodzą klienci, oglądają książki, fotografują je i nie kupują, ale wychodzą. Dlaczego robią zdjęcia? Bo kupują je potem o wiele taniej w sieci. Jak ma przetrwać mała księgarnia, która organizuje spotkania autorskie, tworzy klimat i ma zatrudnionego wykształconego księgarza? No nie przetrwa. Musi więc sprzedawać do tego wino

Jeden rok, jedna cena

Idea jednolitej ceny książki jest prosta: przez rok od premiery jej cena jest wszędzie taka sama. Podnosi to realną cenę nowości, ale chroni rynek księgarski przed zdominowaniem przez handel w internecie, a zwłaszcza przez gigantów, którzy narzucają najniższe ceny. A właśnie amerykański big tech - Amazon - wchodzi na polski rynek.

Zygmunt Miłoszewski, pisarz:

Premiera książkowa kosztuje dzisiaj tyle, co dwie paczki szlugów. Ale zawsze akurat przy rozmowie o książkach pada argument, że jak będzie ona kosztować nie 29, ale 35 zł, to ludzie przestaną czytać książki. No nie przestaną.

Jednolita cena obowiązuję m.in. w Niemczech, Francji, Danii czy Hiszpanii. "Mamy przekonanie, że tą samą drogą powinien pójść polski rząd, by poprzez tę regulację ochronić polski rynek księgarski" - napisał do polskich władz Tomasz Janik, prezes Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.

Dwa projekty na stole

Dziś na stole są dwa projekty o cenie książki w Polsce. Najnowszy jest autorstwa Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Wcześniej swój projekt odświeżyła Polska Izba Książki.

Prezes PTG Tomasz Janik, by zaszczepić obóz rządzący tym pomysłem, napisał do europosła Adama Bielana (jednego z najbliższych współpracowników prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego), który w Parlamencie Europejskim zasiada w Komisji Specjalnej ds. Sztucznej Inteligencji w Epoce Cyfrowej. Komisja ta pracuje nad ogólnoeuropejskimi regulacjami w tej sprawie, ale perspektywa wdrożenia czegoś przez Unię to raczej lata.

Do tego czasu - obawiają się księgarze - ich już na rynku nie będzie.

Pismo PTG do Adama Bielana

Gazeta.pl ma to pismo. "Uważamy, że teraz - po wejściu do Polski spółki Amazon - sytuacja zmieniła się i jest to ostatni moment na działania, które mogą ochronić polskie, lokalne księgarnie przed upadkiem. W tym momencie sklepy stacjonarne są jedynie 'powierzchniami wystawowymi', a właściwy zakup książek odbywa się tam, gdzie cena jest niższa, czyli przez internet" - pisze prezes PTG do Adama Bielana.

Wprost stwierdza, że adresują pismo właśnie do niego, bo europoseł "blisko współpracuje z kancelarią premiera", a w Parlamencie Europejskim zajmuje się big techami. Księgarze mieli nadzieję, że uda się wprowadzić jednolitą cenę książki do "Polskiego Ładu", ale ten o cenach książek nic nie mówi. Możliwe jednak - słyszymy w obozie rządzącym - że w trakcie debat tematycznych, które PiS organizuje jako promocję "Ładu", idea będzie dyskutowana.

Dalej z listu do Bielana, a de facto do rządu i premiera Mateusza Morawieckiego: "Z praktyki w innych państwach europejskich widać, że jeżeli powstanie większa liczba księgarń, to część z nich będzie wyspecjalizowana w konkretnych tematach, takich jak literatura faktu, muzyka i sztuka czy technologia. Ustanowienie jednolitej ceny książki umożliwi powstanie nowych wydawnictw, a co za tym idzie, rozwinie się branża wydawnicza i powstaną nowe miejsca pracy - drukarze, specjaliści od redakcji, korekty i składu książki, graficy czy tłumacze".

"Nie przesadzajmy, że to armagedon"

Co jest w projekcie? Przez rok od wejścia na rynek książka ma wszędzie kosztować tyle samo, choć z wyjątkami. Przez rok maksymalny rabat to 5 proc. Nie można by sprzedawać - przez rok - książki powyżej danej ceny. A taniej o 20 proc. mogłyby kupować tylko instytucje kultury i edukacji, uczelnie i instytuty badawcze. Słowem: przy cenie książki 40 zł przez rok można by ją najtaniej kupić za 38 zł, a po tym czasie już za dowolną cenę, jaką ustali sprzedawca - choćby za złotówkę.

Miłoszewski: - Nie przesadzajmy, że to jakiś armagedon. Przecież jedna cena będzie tylko przez rok, a więc dotyczy nowości na rynku.

Dziś praktyka jest taka, że wydawcy sztucznie windują cenę na okładce, a w praktyce tuż po premierze cena jest dużo od niej niższa. Dlaczego, skoro to absurd?

Mariusz Szczygieł: - InstytutR prowadzi też wydawnictwo i jak wszystkie wydawnictwa na rynku musimy zawyżać okładkową cenę książki, bo wielkie sieci od razu po premierze ją obniżają o nawet 40 proc. Żeby cokolwiek zarobić, musimy ją po prostu zawyżać na starcie. Jak sprzedajemy chleb, to czy chcemy, aby jego cena od razu była niższa o 40 proc.? Przecież nie. Ona jest niższa, gdy ten chleb jest już lekko czerstwy, a nie tuż po wypieczeniu.

Ale są i głosy krytyczne

Jednolita cena książki ma też krytyków. Ci podnoszą, że wyższa cena książki to niższa sprzedaż i rosnące ryzyko pirackiego obrotu ebookami i audiobookami (audiobooków jednolita cena by nie obejmowała). Grupa ludzi z szeroko pojętego rynku wydawniczego zaprotestowała przeciwko jednolitej cenie. W ich liście czytamy, że wpływ będzie niekorzystny także dla autorów. "Autorzy otrzymują wynagrodzenie od liczby sprzedanych egzemplarzy, więc wraz ze spadkiem sprzedaży otrzymają niższe wynagrodzenia. W Polsce książka nadal postrzegana jest jako produkt drogi, niekiedy wręcz elitarny" - czytamy w nim.

Miłoszewski: - Księgarze internetowi protestują, bo oni wygrywają ceną. Ale jeśli Amazon da niższą cenę niż oni, to oni także tą ceną przegrają.

Na razie Ministerstwo Kultury nie pracuje nad żadnym projektem. "Do ministerstwa regularnie wpływa korespondencja dotycząca różnych aspektów rynku książki, w tym proponowanej regulacji dotyczącej stałej rocznej ceny książki. Resort stale monitoruje sytuację polskiego rynku książki, w tym również propozycji mających na celu wzmocnienie obecnego stanu tego rynku" - odpisał nam resort prof. Piotra Glińskiego.

Wedle naszych informacji pomysł jednolitej ceny jest przychylnie odbierany, choć na razie nie ma decyzji, by ustawę forsować w Sejmie.

Stowarzyszenie Pisarzy Polskich na "tak"

Co na to Stowarzyszenie Pisarzy Polskich? Jak mówi prezeska Anna Nasiłowska, stowarzyszenie już nie raz wypowiadało się i było za. - Nie sądzimy, żeby jednolita cena książek mogła wpłynąć negatywnie na wielkość sprzedaży - podkreśla.

Obawia się za to zdominowania rynku przez internetowego giganta. - Wejście Amazona w sytuacji, gdy wszyscy krajowi uczestnicy gry są osłabieni, rodzi pytanie, czy nie będzie to nierówna konkurencja ze światowym gigantem - pisze do nas prezeska SPP.

Zygmunt Miłoszewski, pisarz: - Jest grupa czytelników, która kupuje bardzo dużo książek, dużo nowości i ta grupa byłaby na tym stratna, co mnie boli, bo sam do niej należę. Dopuszczam myśl, że to jest cena do zapłacenia, jeśli korzyścią jest uratowanie małych księgarń i zachęta do tworzenia nowych, ale musimy być pewni, że to będzie miało miejsce. Dlatego powtarzamy do znudzenia: jednolita cena książki - tak, ale tylko przemyślana, obliczona i jako część większego pakietu.

Jak dodaje, warto wprowadzić też, tak jak choćby we Francji, publiczne wsparcie, jeśli księgarnie organizują spotkania z autorami i mają książki literackie na witrynie. - Księgarnie często bowiem pełnią funkcję małych centrów kultury i warto to zachować.

Więcej o: