Sejm zajmie się projektem ustawy o lasach. Ekolodzy protestują. Kowalczyk: Zarzuty to bzdura

We wtorek sejmowa komisja zajmie się krytykowanym przez ekologów i opozycję projektem ustawy dotyczącej lasów. Zgodnie z proponowanymi przepisami Lasy Państwowe będą mogły przekazywać swoje tereny w zamian za inne grunty. "Na zamienionym terenie leśnym może w praktyce powstać każda inwestycja" - twierdzą organizacje ekologiczne.

Projekt wzbudza kontrowersje z kilku powodów. Przede wszystkim znosi dopłatę w sytuacji, gdy przejmowane tereny należące do Lasów Państwowych miały mniejszą wartość niż te, które LP dostałyby w zamian. Obecnie taka wymiana gruntów również jest możliwa, ale inwestor musi zapłacić w przypadku różnych wartości. 

Zobacz wideo 30 procent powierzchni kraju poddane ochronie do 2030 roku. Czy unijny cel jest realny?

Posłowie PiS chcą zmienić prawo o lasach. Ekolodzy alarmują

Projekt zmienia art. 38e, dzięki czemu warunkiem przekazania gruntu miałaby być "polityka państwa związana ze wspieraniem rozwoju i wdrażaniem projektów dotyczących energii lub transportu służących upowszechnianiu nowych technologii oraz poprawie jakości powietrza". W tej chwili wymiana terenów może być uzasadniona jedynie potrzebami gospodarki leśnej. 

Las. Zdjęcie ilustracyjneDo Sejmu trafił projekt ustawy. Eksperci: PiS chce po cichu sprywatyzować lasy

We wtorek odbędzie się pierwsze czytanie projektu na posiedzeniu Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Przeciwko zmianom protestują organizacje ekologiczne, m.in. Greenpeace, Inicjatywa Dzikie Karpaty czy Lasy i Obywatele. Na stronie jakibedzielas.pl można podpisać się pod petycją przeciwko projektowi. "Na zamienionym terenie leśnym może w praktyce powstać każda inwestycja. Polskie prawo nie przewiduje zastrzegania tego, co ma powstać na zbywanym gruncie. Na terenie wymienionego lasu może powstać np. spalarnia odpadów, ferma przemysłowa, fabryka samochodów elektrycznych, kopalnia piasku…" - twierdzą autorzy petycji. 

Henryk Kowalczyk: Z organizacjami ekologicznymi jest problem

Pod projektem ustawy o lasach podpisał się między innymi Henryk Kowalczyk, poseł PiS i były minister środowiska. Polityk o kontrowersje nt. proponowanych przepisów został zapytany przez Onet. - Ach, organizacje ekologiczne... . Z nimi jest ten problem, że one z reguły uważają, że nie wolno w ogóle dotykać lasów ani obszarów chronionych przyrodniczo. Oni już teraz robią larum, że my rzekomo na podstawie tej zmiany w ustawie chcemy wycinać parki narodowe oraz inne chronione obszary lasów. Tymczasem w takim przypadku zawsze jest potrzebna decyzja środowiskowa, więc ich zarzuty to kompletna bzdura! - twierdzi Kowalczyk. - Nikt nie zamierza żadnych lasów wycinać, chyba że będzie to konieczne do jakiejś inwestycji, oczywiście z poszanowaniem wszystkich obecnych ograniczeń wynikających z praw ochrony przyrody. A jeśli nie będzie konieczne, to żadnej wycinki nie będzie. A nasz projekt ulepsza stan prawny, jaki obowiązuje dziś - dodaje.

Kowalczyk przekonuje, że cel zamiany terenów na grunty należące do Lasów Państwowych "jest inwestycyjny", ale "główną troską" autorów projektu było zapewnienie "prawnej możliwości odtwarzania wyciętych lasów". -  Dziś takiej możliwości nie ma, lasy są cięte na przykład pod autostrady i nikt nie zadbał o to, żeby w miejsce tych wyciętych sadzić nowe - tak cele projektu grupy posłów PiS przedstawia poseł Kowalczyk. - Wady obecnego stanu prawnego są takie, że wycięcie lasu na przykład pod autostradę lub pod sieć energetyczną nie zobowiązuje do niczego. Nie nakłada na inwestora obowiązku odtworzenia lasu, a my taki obowiązek wprowadzamy - twierdzi. 

-  Niestety, twierdzenia posła Kowalczyka, że projekt grupy posłów PiS rzekomo zwiększa ochronę lasów to jakieś bajkopisarstwo - odpowiada byłemu ministrowi środowiska posłanka Klaudia Jachira. - Mam przed oczami uzasadnienie nowelizacji ustawy, którą proponuje PiS i nigdzie nie ma tam ani słowa o obowiązku zalesiania terenów, które Lasy Państwowe przejmą w zamian za to, co oddadzą inwestorom. Powiem więcej, w ogóle w uzasadnieniu tej nowelizacji nie ma słowa na temat ekologii, ochrony obszarów leśnych czy na temat bioróżnorodności. To jest zwykła próba poszatkowania lasów, oddania ich na fabryki albo fermy drobiu - mówi Onetowi. 

Więcej o: