Dzięki "Polskiemu Ładowi" Kaczyński może celować w III kadencję. I to mimo bajek o zamożnym życiu

Jacek Gądek
"Polski Ład" jest obliczony na odbudowanie poparcia społecznego dla PiS. Obóz rządzący po raz kolejny obiecuje, że Polakom będzie się żyło jak na zamożnym Zachodzie. To oczywiście bajanie, ale skala obietnic jest tak duża, że - jeśli Zjednoczona Prawica nie zagryzie się sama, a zapowiedzi wypełni - to Jarosław Kaczyński może realnie celować w trzecią kadencję.
Zobacz wideo Trzecia kadencja dla PiS-u. Czy to realny scenariusz? Prof. Antoni Dudek:

Jeśli PiS przegrałoby tę wiosnę, to przegrałoby kolejne wybory.

Obóz PiS ucieka więc do przodu pokazując "Polski Ład", którego architektem - wedle deklaracji - jest Jarosław Kaczyński. Ten masterplan odpalił, jak stwierdził, "po przygodach", którymi była - dziś  zawieszona - wojna domowa w Zjednoczonej Prawicy. Realizacją tego planu i wygraniem kolejnych wyborów prezes PiS chce już przejść do historii jako emerytowany zbawca narodu, który wyprowadził Polskę z - jak z przesadą sufluje narracja PiS - największego kryzysu po II wojnie światowej.

Pod "Polskim Ładem" podpisują się - co ważne - nie tylko Jarosław Kaczyński z Mateuszem Morawieckim, ale także Jarosław Gowin ze Zbigniewem Ziobrą. Marszałkini Sejmu Elżbieta Witek jest tylko figurantką, ocieplającą obrazek.

Oczywiście, tylko naiwni mogą sądzić, że w jego wdrażaniu nie będzie wojen i targów w Zjednoczonej Prawicy, niemniej co do filarów zgoda jest. "Polski Ład" jest programem całego obozu władzy. Bardzo mocno parł do tego Kaczyński - uzyskanie poparcia koalicjantów to był dla prezesa PiS priorytet w ostatnich dniach. - Tu jest pięć podpisów - cieszył się więc prezes PiS po podpisaniu deklaracji poparcia dla "Polskiego Ładu" przez wszystkich liderów ZP.

Zatem dwa fundamentalne warunki, by PiS mogło w ogóle marzyć o kolejnej kadencji, są spełnione: jeden program, całej koalicji. Póki co jednak tylko na papierze. Jeśli Zjednoczona Prawica nie zagryzie się sama, a czyniła to od początku tej kadencji, a podstawowe zapowiedzi wypełni, to może się wydobyć z sondażowego dołka i celować w ponowne przebicie pułapu 40-proc.

Dla masowego wyborcy "Polski Ład" ma się przełożyć na więcej pieniędzy w kieszeni. Po prostu. Wedle szacunków rządu PiS 2/3 podatników zyska na zmianach, najwięcej ci najmniej zarabiający, co dziesiąty dołoży do budżetu, a dla reszty zmiany w podatkach i składkach na zdrowie mają być neutralne.

PiS testowało w przeszłości, co jest najskuteczniejsze: gotówka. 500+ spowszedniało, więc chce zaaplikować kolejne zastrzyki pieniędzy. Głównie poprzez 30 tys. zł kwoty wolnej od podatku - warto jednak zaczekać na konkretny projekt ustawy, bo diabeł może tkwić w szczegółach. Oznacza ona zwolnienie z PIT emerytur do kwoty ok. 2,5 tys. zł, a to ok. 65 proc. wszystkich. Słabiej zarabiający i emeryci to głównie elektorat PiS, pieniądze mają ich zmobilizować do popierania obozu rządzącego.

Dobrze zdiagnozowano problemy: służba zdrowia jest w katastrofalnym stanie, płace i emerytury są za niskie czy czasami wręcz głodowe, młodych ludzi nie stać na mieszkanie bądź dom, demografia jest w kompletnej zapaści, a 500+ niewiele tu zmieniło, rynek pracy jest śmieciowy.

Notabene, taka diagnoza w wykonaniu PiS to dość druzgocąca recenzja jakości rządów ostatnich lat, ale nie tylko - wręcz całego czasu po 1989 r.

Na pierwszym miejscu ZP umieściła służbę zdrowia. Bo tak też mówią ludzie we wszystkich badaniach opinii społecznej. Premier Mateusz Morawiecki zdobył się na wyrazy współczucia dla tych, którzy stracili bliskich w pandemii. Niedawno także przepraszał. Widać zatem, że technokratyczny (J. Kaczyński lubi żartować, że gdyby Morawieckiemu przeciąć skórę, to pod nią byłyby kable, a nie żyły z krwią), stara się być ludzki. Z punktu widzenia technologii władzy deklarowanie współczucia jest trafne, nawet jeśli większość uzna to jedynie za narracyjny wybieg.

Zapaść służby zdrowia kosztowała życie tysięcy ludzi, a bilans wciąż nie jest zamknięty. Dziś PiS obiecuje 7 proc. PKB na służbę zdrowia - to byłby potężny zastrzyk pieniędzy. Ale tu też warto zaczekać na szczegóły, bo poprzednio PiS obiecało 6 proc., ale liczyło ten procent wg PKB sprzed dwóch lat, co było zwyczajnym oszustwem. Dziś obóz władzy obiecuje też - po raz setny - skrócenie kolejek, co brzmi jak żart, więc konkretów zabrakło.

Niskie emerytury i płace PiS chce podnieść wprowadzając wspomniane 30 tys. zł kwoty wolnej od podatku. Wedle rządowych szacunków to podniesienie płac 18 milionom osób i świadczeń 2/3 emerytów i rencistów.

Mieszkania i domy to dziś często luksus, a ceny szybują. Morawiecki sam zresztą przyznał, że program Mieszkanie+, który miał być flagowym, okazał się klapą. Teraz więc rząd sam nie chce już budować mieszkań, ale zagwarantować ludziom wkład własny, by sami je kupowali na rynku bądź sami budowali małe domy.

Obóz rządzący obiecuje więc 100 tys. zł na wkład własny dla osób do 40. roku życia i możliwość budowy - bez formalności - małych domków o powierzchni mieszkalnej do 70 metrów kwadratowych. A Jarosław Gowin zachwalał też inny program - bon mieszkaniowy. Owszem, 100 tys. zł może robić wrażenie, ale tu jest ważne pytanie: czy to miałaby być gotówka, czy - prędzej - jakaś gwarancja od państwa?

Rodzi się rekordowo mało dzieci - choć to oczywiście także efekt pandemii - więc w "Polskim Ładzie" dorzucono 12 tys. zł na drugie i trzecie dziecko. Jest też obietnica powszechnych badań prenatalnych, ale to już Morawiecki obiecywał w zeszłym roku, chcąc wówczas gasić kryzys po wybuchu Strajku Kobiet.

"Śmieciówki" to plaga. Prezes PiS obiecywał, że "będziemy dążyć do tego, by zostały zniesione umowy śmieciowe", a w "krótkim czasie" ma powstać "jeden model kontraktu pracy". To byłaby rewolucja na rynku pracy, ale skoro konkretów brak, to znaczy, że pomysł jest w proszku. W praktyce znoszenie "śmieciówek" może oznaczać oskładkowanie ich, by nie były dla firm wygodniejsze niż etat.

"Polski Ład" podlano godnościowym sosem. Bo historii w szkołach ma być więcej, Pałac Saski - to już obietnica z brodą, bo składana wcześniej nie raz - ma być odbudowany, a obce "ideologie" (choć tu premier i prezes PiS gryźli się w języki) nie będą miały wpływu na wychowanie dzieci. Wśród obietnic była też rozbudowa muzeów, co też skłania do złośliwości, bo premier niedawno obiecywał odbudowę zamków kazimierzowskich i nic z tego nie wyszło.

Zgranym przez PiS hasłem jest to, że Polacy mają żyć tak wygodnie jak na Zachodzie. Dziś ta narracja też była obecna. Jarosław Kaczyński przekonywał, że "dziś jest szansa, by te aspiracje zaspokoić". We wspólnej deklaracji Kaczyński, Elżbieta Witek, Morawiecki, Ziobro, Gowin napisali patetycznie: "W nieodległej przyszłości Polki i Polacy będą mogli cieszyć się takim dobrobytem, jaki jest udziałem mieszkańców najzamożniejszych państw Europy".

Z ich przemówień wynikało, że to perspektywa ok. 10 lat. Taka wizja to oczywiście bajanie. Niemniej obsypanie pieniędzmi swojego elektoratu i doraźne, ale realne wsparcie młodszych wyborców może choć stępić krytycyzm tych pokoleń wobec PiS. Obóz władzy - zwłaszcza przy obecnej kondycji opozycji - nie jest zatem wcale na straconej pozycji w kolejnych wyborach.

Więcej o: