"Marian już nas traktuje jak terrorystów". Banaś najpierw się załamał, ale teraz zbiera "haki" na PiS

Jacek Gądek
Prezes NIK Marian Banaś jest na wojnie z PiS. Zawzięty góral z Piekielnika rok temu się załamał, gdy obóz rządzący "dojeżdżał" go i jego syna, ale teraz - jak mawiają górale, by nie kląć - kruca fuks już nie daruje, jeśli PiS nie odpuści. Za chwilę może uderzyć bezpośrednio w premiera. - Marian już traktuje nas jak terrorystów, a z terrorystami się nie negocjuje - mówi jeden z członków rządu.
Zobacz wideo Kwaśniewski: Opozycja powinna się ogarnąć

Od sierpnia 2019 r. "żelazny Marian" - Marian Banaś - jest prezesem Najwyższej Izby Kontroli. I od początku na wojnie ze swoim niegdysiejszym obozem politycznym, który najpierw go wybrał do NIK, a potem - po ujawnieniu podejrzanych historii z majątkiem Mariana Banasia - żądał dymisji.

Gdy służby państwa zaczęły szukać "haków" na jego rodzinę, a więc jego syna Jakuba, Banaś senior się rozsypał. - Był absolutnie załamany. Był strach, czy nie dostanie udaru albo zawału, w tak złej kondycji był wtedy - słyszymy od osoby z jego otoczenia. Był też o krok od dymisji. Ale został na stanowisku. - Wyszedł z zapaści i okrzepł. Teraz jest na wojnie - słyszymy.

Kontrola i raport NIK ws. organizowania przez rząd "kopertowych" wyborów prezydenckich w maju 2020 r. to doskonały oręż w walce z PiS-em. Raz: gołym okiem widać, że rząd PiS - a głównie przymuszony do tego premier Mateusz Morawiecki - był zdesperowany i gotowy co najmniej naginać, by nie powiedzieć wprost, że łamać prawo, aby tylko przeprowadzić wybory, więc znalezienie "haków" na premiera bądź ministrów to łatwe zadanie. Dwa: polityczna waga takich zarzutów jest ogromna.

- Marian jest nastawiony na wojnę z PiS. Mówi, że ma sporo materiałów i będzie miał więcej - mówi osoba z jego kręgu.

By zrozumieć, w jakim stanie emocjonalnym i jak mocno zdeterminowany jest "żelazny Marian" warto przypomnieć tragiczną historię z jego życia. Stracił syna. W 2004 r. jego wciąż młody, bo raptem 21-letni syn Bartłomiej zginął w górach. Zatem jeśli służby specjalne państwa wzięły na celownik jego drugiego syna - Jakuba - to Marian Banaś nie daruje.

Sam Jakub Banaś jest od dawna już prześwietlany przez służby. - Był pewien, że będą go dojeżdżać, był gotowy na zatrzymanie i areszt. Widać, że szukają czegoś na niego. Jest gotowy na wszystko - mówi osoba z jego kręgu.

Banasiem seniorem mogła też wstrząsnąć świeża sytuacja. Wczoraj ktoś podający się za jego syna wysłał fałszywego e-maila na policję i do NIK-u. W treści była zapowiedź, że planuje on popełnić samobójstwo. Policja szybko odwiedziła więc i Mariana, i Jakuba Banasiów, bo rzekomo młodszy z nich miał wysadzić w powietrze swój dom.

Można usłyszeć najróżniejsze wersje: od prowokacji służb wymierzonej w Banasiów, po prowokację, ale ze strony tej rodziny. Sprawę bada policja.

Do sprawy tej rzekomego e-maila na konferencji prasowej osobiście odniósł się Marian Banaś. Interpretację pozostawił jednak mediom.

Konferencję poświęcił wynikom kontroli "wyborów kopertowych". Dzisiejszy zabieg Mariana Banasia to potężna salwa wymierzona w obóz PiS. Ale jednocześnie jest to też demonstracja siły i próba odstraszenia obozu władzy. Dlaczego?

Po kontroli "wyborów kopertowych" NIK bowiem postawiła sprawę jasno: wybory te były organizowane nielegalnie. Kropka. Ale Izba skierowała zawiadomienia do prokuratury dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa jedynie przez zarządy Poczty Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. A nie przez premiera Mateusza Morawieckiego, wicepremiera ministra aktywów państwowych Jacka Sasina czy szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego.

Banaś zdecydował - co zaskakujące - o przyspieszeniu tej konferencji prasowej, a jednocześnie zapowiedział na niej, że dopiero trwa analiza odpowiedzi KPRM i Sasina na wyniki kontroli. Z kolei MSWiA miało w ogóle nie odpowiedzieć. Komunikat Mariana Banasia jest zatem taki: użyłem już "haków" na płotki, a grube ryby niech się ode mnie i mojej rodziny odczepią, bo mam jeszcze kolejne - w tym na premiera.

Z wagi zarzutów doskonale musi sobie zdawać sprawę premier, bo jego kancelaria gotowała się na to, by dać odpór ofensywie Banasia. Centrum Informacyjne Rządu w komunikacie przekonuje, że "wszystkie decyzje o rozpoczęciu technicznych przygotowań do głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich były zgodne z prawem". I dodaje, że "świadczy o tym wiele ekspertyz prawnych, którymi dysponuje KPRM".

Polityk z rządu jest spokojny: - Morawiecki ma "dupokrytki", opinie prawników, które zdejmują z niego odpowiedzialność.

Dla Morawieckiego to sytuacja niekomfortowa. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze: najcięższe zarzuty Banaś może postawić właśnie jemu, bo to premier podpisywał decyzje o przygotowaniach do wyborów "kopertowych". A po drugie: Banaś i Morawiecki dobrze się znają. Polityk z rządu: - Morawiecki był blisko z Banasiem. Mieli dobre relacje. Przecież premier nigdy nawet ostro nie atakował Banasia.

Poseł PiS Zbigniew Girzyński dzisiejszą konferencję Banasia komentuje tak: - Banaś został brutalnie zaatakowany, niewspółmiernie do stawianych mu zarzutów przez opozycję. A z drugiej też bardzo stanowczo odcięło się on niego jego zaplecze polityczne, domagając się dymisji. Banaś tak de facto postawiony jest w sytuacji: albo ulegnie oczekiwaniom, albo będzie trwał na stanowisku. Postanowił trwać.

Girzyński polityki tu nie wietrzy: - Banaś nie ma powodów, by zajmować się jakąś polityką, a jedynie tym, co wydaje mu się słuszne. W ten sposób buduje swoją pozycję bezkompromisowego urzędnika, ale też rolę w historii, a przecież na tym zależy każdemu politykowi.

Inny polityk PiS, ale już z rządu: - Banaś? Jest hardcorowym urzędnikiem, a jednocześnie czuje się strasznie dotknięty jako ojciec i zmuszony do obrony. Tutaj już nie ma więc miejsca na negocjacje, Marian już traktuje nas jak terrorystów, a z terrorystami się nie negocjuje.

Więcej o: