W PiS groźby wobec buntowników. Skończy się jednak na przebaczeniu. I to bez skruchy

Jacek Gądek
Najpierw pohukiwanie i groźby kar, a potem "miłosierdzie". Takich działań należy się spodziewać po PiS wobec buntowników wyłamujących się z dyscypliny w głosowaniu ws. Funduszu Odbudowy. Nowogrodzka da im szansę na poprawę, gdy przyjdzie ponownie głosować nad ustawą o zasobach własnych Unii Europejskiej.

Zobacz nagranie. W jakiej kondycji jest koalicja 276? Komentuje Izabela Leszczyna:

Zobacz wideo

Łącznie 20 osób z klubu Prawa i Sprawiedliwości zagłosowało na "nie", choć władze klubu zarządziły dyscyplinę, by głosować "tak". Kto? Politycy Solidarnej Polski - ale za wyjątkiem jednej posłanki, która nie wzięła udziału w głosowaniu i wiceministra Marcina Warchoła, który startuje na prezydenta Rzeszowa, zatem by mu nie utrudniać tej walki, dostał zielone światło od SP, by głosować na "tak".

Na "nie" zagłosowały jednak także dwie posłanki i jeden poseł z klubu PiS. Anna Maria Siarkowska - ona akurat nie należy do partii PiS, ale tylko do klubu. Małgorzata Janowska, która ma legitymację partyjną PiS. I jeszcze poseł Sławomir Zawiślak. O ile Nowogrodzka jest pewna, że Siarkowska i Janowska z premedytacją złamały dyscyplinę, to w przypadku Zawiślaka takiej pewności już nie ma. - Będziemy o to pytać Zawiślaka - mówi jeden z posłów PiS, wyraźnie zaskoczony woltą kolegi.

Dotkliwych kar nie ma się co spodziewać, a co najwyżej symbolicznych, jeśli w ogóle jakichkolwiek. Celem PiS-u było bowiem po pierwsze przeforsowanie w Sejmie ratyfikacji i to się udało - z pomocą Lewicy, Polski 2050, a także PSL-u. Teraz jednak ustawa trafia do Senatu, który będzie mieć 30 dni, by wprowadzić swoje poprawki. Po najdalej miesiącu ustawa wróci - jak obiecuje przynajmniej część opozycji - solidnie zmieniona. Wówczas Sejm będzie głosował ponownie.

Polityk PiS: - I zobaczymy wtedy, jak się te zbuntowane osoby zachowają i czy wykorzystają okazję, by się zrehabilitować. Jeśli się poprawią, to wtedy na pewno powinno się spojrzeć bardziej przychylnie. Poczekajmy.

W praktyce więc PiS odkłada decyzję o ewentualnych karach na czas po ostatecznym przegłosowaniu ratyfikacji przez parlament. Czyli za około miesiąc albo i więcej.

Teoretycznie kary mogą być dotkliwe: upomnienie, nagana, zawieszenie, kary finansowe, aż po wykluczenie - tak z klubu, jak i z partii. Ale tylko teoretycznie, bo w praktyce klub PiS i tak ma jedynie minimalną większość w Sejmie (233 na 460 posłów), a w najtrudniejszych sprawach rząd większości nie ma, bo wyłamują się a to "ziobryści", a to posłowie Porozumienia Jarosława Gowina, a czasami nawet wspólnie.

- Ja tam jednak jestem zwolennikiem kar, ale decyzje należą do prezydium klubu parlamentarnego - mówi jeden z bliskich Jarosławowi Kaczyńskiemu parlamentarzystów PiS. Ale to pohukiwania. Podobnie było po eskapadzie - wbrew obostrzeniom - na narty b. wicepremier Jadwigi Emilewicz. Też były groźby kar jak np. zawieszenie, ale sprawa rozeszła się po kościach. Co prawda wtedy Emilewicz kajała się na Nowogrodzkiej, a dziś buntownicy nie mają takiego zamiaru, ale to szczegół - ich głos w Sejmie jest dla PiS cenniejszy niż wyznanie winy.

Formalnie ścieżka wygląda tak, że szef klubu PiS - wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki - wnioskuje o jakąś karę dla zbuntowanych osób. A potem prezydium klubu, które liczy ponad 20 osób, podejmuje decyzję, głosując.

Można się spodziewać "miłosierdzia" wobec 20 osób, które wyłamały się z dyscypliny? - Jesteśmy partią chadecką, więc potrafimy wybaczać - słyszymy od posła bliskiego prezesowi. - Ale skrucha by się przydała? - Tak, skrucha byłaby wskazana - dodaje. Mówi to jednak w konwencji żartu.

Sejm przyjął we wtorek projekt ustawy ws. ratyfikacji decyzji o zwiększeniu zasobów własnych w budżecie UE, czyli tzw. projekt ustawy o ratyfikacji Funduszu Odbudowy. "Za" głosowało 290 posłów, przeciw było 33, a 133 się wstrzymało.

Więcej o: