Koalicja Obywatelska jak salami. Hołownia kroi ją kawałek po kawałku. "Wkurza nas to, ale musimy zacisnąć zęby"

Łukasz Rogojsz
Mirosław Suchoń to piąty w ostatnich miesiącach transfer z Koalicji Obywatelskiej do Polski 2050. Liderzy KO w oficjalnych wypowiedziach bagatelizują podbieranie im parlamentarzystów przez Szymona Hołownię. Na offie dyplomacji jest już znacznie mniej. - Wkurza nas to, oczywiście, ale musimy zacisnąć zęby i przeczekać ten czas - słyszmy w zarządzie Platformy Obywatelskiej.

- Jego pracę parlamentarną obserwuję od dłuższego czasu. Walczył o sprawy ważne dla swojego regionu, wspomnijmy chociaż Bielską Wytwórnię Filmową. To specjalista od spraw infrastrukturalnych. Cieszę się, że do nas dołącza - tymi słowami Szymon Hołownia przedstawił Mirosława Suchonia, do niedawna posła Koalicji Obywatelskiej, obecnie już Polski 2050. O Suchoniu Hołownia mówił, że to "poseł niezwykle oddany i pracowity, wielokrotnie występował w ochronie polskich obywateli dręczonych przez tę władzę". - W naszym ruchu zajmie się usługami publicznymi i transportem - dodał.

- To wielki zaszczyt dołączyć do ciebie i ruchu, ale i wielkie zobowiązanie. Przed nami niezwykle ważne zadania. Nasze decyzje będą bardzo ważne dla przyszłych pokoleń. To jeden z powodów, dla którego przystępuję do Polski 2050 - komplementował swoją nową partię Suchoń.

Zobacz wideo Oficjalnie Koalicja Obywatelska pozostaje niewzruszona transferami jej parlamentarzystów do Polski 2050 Szymona Hołowni

Lokalna gwiazdka z Bielska

W Koalicji Obywatelskiej po Suchoniu nie płaczą.

Był non-stop niezadowolony: z pracy w regionie, z pracy w komisji, z pracy w klubie. Ciągle mu coś nie pasowało. Z tego, co wiem, to wręcz napraszał się Hołowni z tym transferem, więc zaskoczenia nie ma żadnego w tym przypadku

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl polityk z kierownictwa Platformy.

Spodziewaliśmy się tego transferu. To się czuje, gdy rozmawia się z danym posłem czy posłanką

- dodaje jedna z posłanek KO.

Mówi polityk Platformy:

O ile jeszcze Aśka Mucha była postacią rozpoznawalną i znaną, to już Mirek Suchoń jest lokalną gwiazdką z Bielska. To jest jakiś tam poseł Nowoczesnej, zupełnie anonimowy dla szerszej publiczności. Taka jest brutalna prawda

Oficjalnie politycy Koalicji Obywatelskiej robią w temacie exodusu parlamentarzystów do Polski 2050 dobrą minę do złej gry. Powtarzają, że to indywidualne decyzje konkretnych osób, że mandat posła na Sejm RP jest wolny, że najważniejsze jest dzisiaj wspólne działanie na rzecz pokonania Zjednoczonej Prawicy.

Od jakichkolwiek przejść posłów między partiami opozycyjnymi nic się nie zmienia, jeśli chodzi o kwestię relacji z PiS-em. Po tej stronie, jeśli chodzi o liczbę posłów, nic się nie zmienia. Jakąkolwiek zmianę zobaczymy wtedy, kiedy posłów zacznie ubywać po stronie Zjednoczonej Prawicy

- przekonywał 19 kwietnia w „Porannej Rozmowie Gazeta.pl” Cezary Tomczyk, szef klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej.

Pod adresem Hołowni i Polski 2050 żadne ostrzejsze słowa nie padły. - Jeśli jakaś inna partia opozycyjna chce się koncentrować właśnie na tym (politycznych transferach w ramach opozycji - przyp. red.), to uważam, że nie jest to właściwa droga. Trzeba sobie jasno zdać z tego sprawę. Od tego z PiS-em nie wygramy - podkreślił Tomczyk.

Nie zauważyłem, żeby ktokolwiek płakał, rozdzierał szaty i uważał to za wielki problem. Dopóki nie przechodzą prawdziwi liderzy i rozpoznawalne postacie, to zjawisko nie jest dla nas tak naprawdę groźne

- tłumaczy nam powody takiej postawy dobrze zorientowany w partyjnych nastrojach polityk PO. Zaznacza jednak, że na miejscu Hołowni zacząłby sięgać właśnie po coraz większe nazwiska z szeregów KO. Takie, których "wyjęcie" poważnie zabolałoby największą formację opozycyjną.

Jeśli zaczną od nas odchodzić liderzy, wtedy będziemy mieć poważny problem

- dodaje.

Hołownia wkurza Platformę

Rzecz w tym, że w samej Platformie, jak i Koalicji Obywatelskiej zrozumienia dla takiej postawy szefostwa jest coraz mniej. Wygląda to bowiem tak, jakby Hołownia raz za razem okładał po twarzy większego i starszego brata, a ten, ku zdziwieniu wszystkich obserwujących, z anielską cierpliwością nadstawiał kolejny policzek.

Wkurza nas to, oczywiście, ale musimy zacisnąć zęby i przeczekać ten czas. Bo to minie i to wcale niedługo

- nie kryje irytacji prominentny polityk Platformy.

Mogę być nieobiektywny, ale poza Aśką Muchą nie straciliśmy na razie na rzecz Hołowni nikogo wartościowego

- dopowiada po chwili.

Skąd nagły i gwałtowny odpływ parlamentarzystów i parlamentarzystek do Hołowni? W Koalicji Obywatelskiej zrzucają to na karb sondaży i wyborczej kalkulacji z perspektywą na 2023 rok. Skoro KO spada poparcie sondażowe - to Polska 2050 jest dzisiaj najsilniejszą w badaniach formacją opozycyjną - przełoży się to na mniej miejsc w Sejmie w przyszłej kadencji. To zaś oznacza, że o "biorące" miejsce na listach będzie o wiele trudniej niż jesienią 2019 roku. Mniej znani posłowie i posłanki z trzeciego i dalszych szeregów mogą zostać "na lodzie". Mając tego pełną świadomość, chcą zabezpieczyć swoją polityczną przyszłość zawczasu.

Niestety, polski system wyborczy sprzyja takim procederom. Ale korzystały z tego absolutnie wszystkie partie, więc oburzanie się na transfery jest mocno zabarwione hipokryzją

- wzrusza ramionami posłanka KO, którą pytamy o transfery Suchonia i innych polityków Koalicji do Polski 2050.

Mówi polityk Platformy:

Działa zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Ci, którzy pójdą do Hołowni teraz, mają szanse zostać liderami tego projektu, dostać swoje regiony i mieć biorące miejsca do Sejmu w 2023 roku. To dużo lepsza perspektywa niż czwarte czy piąte miejsce na liście KO. Dlatego Hołownia ma relatywnie łatwe zadanie

Transferowy proceder może być oczywisty i nieuchronny, ale w Platformie narasta frustracja i podnosi się coraz więcej głosów, że kierownictwo partii powinno coś z tym wreszcie zrobić, a nie tylko malować trawę na zielono, tłumacząc, że liczy się wyłącznie liczba szabel po stronie opozycji, a nie w konkretnych formacjach. Jeden z naszych rozmówców z Platformy nie szczędzi gorzkich słód pod adresem zarządu partii za to, że ten nie potrafi ani zatrzymać odchodzących parlamentarzystów, ani wyprowadzić żadnego kontruderzenia, które przystopowałoby zapędy Hołowni i jego ludzi.

Jest chyba w zarządzie przekonanie, że jest dobrze, bo jest klub parlamentarny, jest partia, jest subwencja, są diety. A Hołownia? Nawet jeśli nas przegoni w wyborach, to i tak bez Koalicji Obywatelskiej rządu nie stworzy

- słyszymy.

Są prace w strukturach, jest wiedza, gdzie są te zagrożenia, ale pewnych rzeczy nie da się uniknąć nawet, jeśli się wie, że nadchodzą

- tłumaczy.

Jego zdaniem, żeby odzyskać polityczną inicjatywę Koalicja Obywatelska powinna wykorzystać atuty, których Polska 2050 nie posiada. Tu pojawia się pomysł, o którym w ramach Koalicji Obywatelskiej słychać już od jakiegoś czasu: konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu Mateusza Morawieckiego.

Z kandydaturą Gowina na premiera. Albo nawet Budki czy jakiegoś cenionego profesora, naszego odpowiednika Glińskiego. Trzeba zagrać mechanizmami, które my mamy, a Hołownia nie

- twierdzi polityk PO.

Brak czerwonej linii

W Koalicji Obywatelskiej jest pełna świadomość tego, że podbieranie ludzi z KO się nie skończy. Zirytowani politycy Koalicji powtarzają, że początkowo Hołownia chciał mieć przynajmniej jednego posła, potem tylko koło, ale wreszcie zamarzył mu się klub poselski. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a skoro coś działa, to dlaczego odpuszczać - słyszymy.

Te transfery nie są bezkosztowe także dla Hołowni

- przewiduje jeden z naszych rozmówców z KO. I dodaje:

Im bardziej przyjmuje ludzi z innych partii, tym bardziej obciąża się grzechami tych ludzi i ich dawnych partii. Efekt jest taki, że ugrupowanie, którego największym atutem była nowość i nieskalaność przestaje być nowe i nieskalane. Staje się partią ludzi, którzy polityczne dziewictwo stracili wieki temu

A na giełdzie nazwisk, które są na celowniku Hołowni jest bardzo tłoczno. Z naszych rozmów wynika, że następne w politycznym menu Polski 2050 mogą być posłanki Lewicy. Ludzie Hołowni pracują podobno nad transferem kilku z nich, natomiast Lewica robi, co w jej mocy, żeby te transfery storpedować.

Hołownia miał też zagiąć parol na Agnieszkę Ścigaj, która miałaby w Polsce 2050 stworzyć skrzydło konserwatywne, jednocześnie będąc postacią akceptowalną dla parlamentarzystów już zwerbowanych z Lewicy i Koalicji Obywatelskiej. Na razie jednak sprawa transferu niezrzeszonej posłanki nie znalazła swojego finału.

Co dalej z Koalicją Obywatelską? Nasi rozmówcy przekonują, że do Polski 2050 chętnie wybrałby się lider platformianych konserwatystów Ireneusz Raś, ale tutaj decyzji nie podjął jeszcze sam Hołownia. Raś jest w końcu bardzo mocno kojarzony z okresem ośmiu lat rządów PO-PSL i wzięcie go na pokład wiązałoby się również z przejęciem części politycznych grzechów ekipy Donalda Tuska. Jeśli nie Raś, to być może inni z grona ponad dwudziestu konserwatystów, którzy byli mocno niepocieszeni liberalnym zwrotem Koalicji Obywatelskiej ws. aborcji. Po Platformie krąży nawet plotka, że z Hołownią mógłby dogadać się Grzegorz Schetyna i jego stronnictwo. Chociaż wydaje się to opowieść z gatunku political-fiction (Schetyna jest w Platformie od jej powstania), to dobrze obrazuje popłoch, jaki w Platformie zasiał Hołownia i jego transferowe zapędy.

Koalicja Obywatelska liczy, że przeczeka Hołownię i jego czar nowości podobnie, jak udało się to jej w przeszłości z Ruchem Palikota, Nowoczesną czy Wiosną. Najmocniej w pamięci polityków Platformy utkwiła przeprawa z Ryszardem Petru, który swego czasu wygłaszał już nawet "orędzie" do narodu jako lider opozycji i przyszły premier. Koniec jego historii był jednak smutny, bo partię, w nazwie której widniało jego nazwisko, odebrały mu jego najbliższe współpracowniczki (swoją drogą, dzisiaj obie w KO). Później Platforma dopełniła już tylko dzieła zniszczenia, całkowicie uzależniając od siebie politycznie Nowoczesną.

Ryśka nie przeczekaliśmy ot tak. Były inicjatywy Platformy, były kontry wobec PiS-u, było wpuszczanie Ryśka w maliny. Hołowni na razie nie ma jak wpuścić w maliny

- zauważa jednak jeden z naszych rozmówców z Platformy, wskazując, że w przypadku Hołowni brakuje po stronie Platformy inicjatywy i pomysłu na ogranie mniej doświadczonego rywala.

Co ciekawe, nawet mimo tego, że Hołownia konsumuje Koalicję Obywatelską metodą salami, kawałek po kawałku, w KO wciąż są otwarci na przyszłą współpracę z byłym dziennikarzem-celebrytą i jego formacją.

W polityce nie ma czerwonej linii, granicy nie do przekroczenia. Ziobro oskarżał Kaczyńskiego, a później w jego imieniu zdewastował polski wymiar sprawiedliwości. Albo jest interes polityczny i się współpracuje, albo go nie ma i się nie współpracuje. Taka jest polityka

- słyszymy od jednej z posłanek KO.