Decyzja o umorzeniu śledztwa wydana została po prawie pięciu miesiącach od złożenia zawiadomienia. Policja nie skończyła jeszcze postępowania sprawdzającego w sprawie posłanki Magdaleny Biejat, wobec której policjanci również użyli gazu łzawiącego. Prowadzone jest także postępowanie w sprawie użycia pałek teleskopowych przez (ubranych po cywilnemu) funkcjonariuszy Biura Operacji Antyterrorsytycznych wobec demonstrantów Strajku Kobiet.
O decyzji prokuratury poinformował reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Według śledczych policjant nie popełnił przestępstwa, kiedy użył gazu łzawiącego wobec Barbary Nowackiej, która pokazywała legitymację poselską. Prokuratura odmówiła więc wszczęcia postępowania w tej sprawie.
Do sytuacji tej doszło w sobotę 28 listopada 2020 roku podczas jednego z protestów Strajku Kobiet w Warszawie. Na zdjęciach z marszu widać, jak funkcjonariusz policji z odległości około metra, pryska gazem w twarz Barbary Nowackiej, która wyciągnęła rękę, by pokazać legitymację poselską. Poszkodowana parlamentarzystka złożyła później zawiadomienie w tej sprawie.
Mecenaska reprezentująca posłankę, Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska zapowiedziała, że złoży zażalenie do decyzji prokuratury. Według mecenas, w sprawie powinno być wszczęte śledztwo, ponieważ tylko w takiej sytuacji możliwe jest m.in. przesłuchanie policjantów, którzy brali udział w zabezpieczaniu protestu.
Policja informowała, że w związku z marszem, który odbył się 28 listopada ubiegłego roku, wylegitymowanych zostało 900 osób, sporządzono ponad 450 notatek do sanepidu i wystawiono ponad 370 wniosków o ukaranie. Rzecznik Prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak zapewniał, że po incydencie z udziałem posłanki Nowackiej na miejscu pojawił się wydział kontroli.
Później na stronie policji pojawiło się nagranie, na którym rzekomo widać, jak Barbara Nowacka ignoruje wezwania policjantów i napiera na ustawionych w szyku funkcjonariuszy. Posłanka stanowczo zaprzeczyła, by taka sytuacja miała miejsce.