PiS otworzyło dwa fronty, by pozbyć się Adama Bodnara. I jest bardzo blisko celu

Jacek Gądek
Trybunał Konstytucyjny otworzył PiS-owi drzwi do siedziby Rzecznika Praw Obywatelskich. Za trzy miesiące Adam Bodnar będzie musiał opuścić urząd, a PiS - jeśli zwykłą uchwali ustawę - wprowadzi "tymczasowego" RPO, choć to wbrew konstytucji. Po cichu PiS liczy, że wcześniej uda się wygrać w Senacie, gdzie Bartłomiejowi Wróblewskiemu brakuje głosu, by zostać RPO.

Zobacz nagranie. "Ogon merda psem"? Jan Maria Jackowski o Zjednoczonej Prawicy:

Zobacz wideo

Orzeczenie TK w skrócie: gdy wygasa kadencja RPO, to ma on odejść bez czekania na wybór następcy. TK dał trzy miesiące Sejmowi na uchwalenie ustawy, która ureguluje sytuację, kto wtedy ma pełnić obowiązki RPO.

Kłopot w tym, że instytucja RPO jest opisana w konstytucji: "Rzecznik Praw Obywatelskich jest powoływany przez Sejm za zgodą Senatu na 5 lat". Kropka. Dotychczasowe ustawowe przedłużenie kadencji "do czasu objęcia stanowiska przez nowego Rzecznika" jest dyskusyjne, ale tym bardziej wątpliwe jest ustawowe wprowadzenie kogoś z zewnątrz na RPO jako pełniącego obowiązki. O to niech spierają się dalej prawnicy. Fakt jest jednak bezsprzeczny: parlament nie wywiązał się z konstytucyjnego obowiązku, by wybrać RPO. Posłowie i senatorowie dostali pensje, ale nie wykonali swojej pracy - bardzo ważnej dla obywateli. W normalnej firmie wylecieliby z pracy.

Obóz rządzący, skoro nie potrafi zgodnie z konstytucją (czyli "za zgodą Senatu") wybrać nowego RPO, to posłużył się Trybunałem Konstytucyjnym. TK pełni dziś rolę "trzeciej izby parlamentu". I ten Trybunał - zgodnie z przewidywaniami - przychylił się do wniosku PiS, by przedłużanie kadencji RPO wykreślić. Wykreślił.

Polityczny skutek jest taki: PiS rękami sędziów Trybunału pozbywa się Adama Bodnara.

Teraz plan PiS - co zakrawa na żart - formalnie narzucony przez Trybunał jest taki: Sejm uchwali ustawę, która ureguluje sytuacje, co ma się dziać, gdy kadencja urzędnika wygasa, a nie ma wybranego następcy. Dotyczy to RPO, ale także choćby prezesa NIK. Politycy PiS mówią więc: ustawa umożliwi powołanie osoby "tymczasowo" pełniącej obowiązki RPO. Skoro jednak to konstytucja reguluje wybór RPO i nie przewiduje żadnego "tymczasowego" Rzecznika, to de facto TK nakazał obejście konstytucji zwykłą ustawą. I to szybko - w trzy miesiące. Bo jeśli Sejm nie uchwali ustawy o "tymczasowości", to nie będzie żadnego RPO. Nie dość więc, że państwo wciąż jest z dykty - co nieoficjalnie mówią także politycy PiS, Solidarnej Polski i Porozumienia - to jest to dykta postawiona tymczasowo. A szkoda, bo urząd RPO pod wodzą Adama Bodnara działał bardzo prężnie. Zdrowa była też sytuacja, w której na ręce prawicowej władzy patrzył lewicowy Rzecznik Praw Obywatelskich.

Wyrok Trybunału można oczywiście próbować podważać, ale - co zaznacza Adam Bodnar, a prawnik to świetny - będzie on w obiegu prawnym, mimo wielu zastrzeżeń do niego.

PiS osiąga zatem więc swój cel: odbić urząd RPO. Jak już pisaliśmy kilka miesięcy temu, jest to dla Nowogrodzkiej cel wręcz godnościowy. Bodnar - ideowo bliski lewicy - mocno bowiem zalazł za skórę Nowogrodzkiej.

PiS stara się przejąć urząd RPO na dwóch frontach jednocześnie. Pierwszym jest Trybunał. Drugim: Senat. jeszcze dziś Sejm zagłosuje nad kandydatem PiS - Bartłomiejem Wróblewskim (prawnikiem z bardzo konserwatywnego skrzydła PiS). Ten poseł PiS ma niemal w kieszeni zgodę od Sejmu, ale w Senacie sytuacja jest arcyciekawa.

Kluczowa jest arytmetyka. W 100-osobowym Senacie klub PiS ma 48 głosów. PiS potrzebuje więc "wyrwać" jeszcze trzy głosy, by mieć gwarancję wygranej. Jak? Za Wróblewskim może zagłosować Jan Filip Libicki z klubu PSL (konserwatysta, który osobiście ceni i zna się z Wróblewskim) - to pierwszy potencjalny głos. "Za" może być też senatorka niezależna Lidia Staroń, która często głosuje z PiS. Efekt: 50 do 50. I wystarczy, że choć jeden z senatorów opozycji nie odda głosu przeciw Wróblewskiemu, to kandydat PiS wygra to głosowanie. Bartłomiej Wróblewski ma zatem - niewielką ale jednak - szansę, by zdobyć zgodę Senatu.

PiS uparcie dąży do przejęcia RPO. Albo "wyrywając" parę głosów w Senacie, albo przy pomocy Trybunału. Od celu dzieli go miesiąc, a co najwyżej kilka.

Więcej o: