Maksymowicz po odejściu z klubu PiS: Nie było żadnych eksperymentów na płodach

- Nie było żadnych eksperymentów na płodach, nie było badań na żywych płodach ludzkich, ani tych, które pochodziły z aborcji - zaznaczył w "Faktach po Faktach" w TVN24 neurochirurg i poseł Porozumienia prof. Wojciech Maksymowicz. To reakcja m.in. na zawiadomienie do prokuratury, w którym napisano, że w jednej z placówek w Olsztynie miały być prowadzone nieetyczne działania. Maksymowicz nazwał treść zawiadomienia "nieprawdopodobną i ohydną".

Ministerstwo Zdrowia zwróciło się do Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego o wyjaśnienia. Jak mówił we wtorek rzecznik resortu Wojciech Andrusiewicz, ministerstwo otrzymało informacje o działaniach, które miały być prowadzone pod nadzorem profesora Wojciecha Maksymowicza, byłego wiceministra zdrowia i posła Porozumienia.

- To jest materia dotycząca płodów. Niestety, powzięliśmy informacje, które zostały do nas skierowane, o możliwym bardzo nieetycznym, delikatnie rzecz ujmując, postępowaniu na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Stąd nasza pilna reakcja - oświadczył Wojciech Andrusiewicz. Podkreślił, że sprawa nie ma charakteru politycznego.

W środę poseł Porozumienia Wojciech Maksymowicz poinformował o opuszczeniu klubu Prawa i Sprawiedliwości. Wystąpienie resortu zdrowia nazwał "szkalującym". - Oświadczam, że nigdy ja, ani mój zespół nie prowadził eksperymentów na płodach, ani nie prowadził badań na żywych płodach ludzkich, ani na zwłokach płodów pochodzących z aborcji - podkreślał w Sejmie.

Minister Wojciech MaksymowiczProf. Maksymowicz odszedł z klubu PiS. W tle zarzuty o "eksperymenty"

Również w środę po południu były poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk opublikował na Twitterze fragment zawiadomienia do prokuratury, które - jak podał Onet.pl - złożył ws. m.in. Wojciecha Maksymowicza Mariusz Dzierżawski z fundacji Pro – prawo do życia.

"W świetle takich oskarżeń prof. Maksymowicz mógł opuścić Klub Parlamentarny PiS sam, albo zostać natychmiast zawieszony do wyjaśnienia sprawy" - ocenił Bortniczuk. W zawiadomieniu stwierdzono m.in., że prof. Maksymowicz miał wycinać "przedwcześnie urodzonym konającym dzieciom" tkanki mózgowe.

Zobacz wideo Grzegorz Braun bez maseczki w Sejmie. Został wykluczony z obrad. "Proszę nie narażać życia innych!"

Wojciech Maksymowicz: Pasowało zatkać mi usta i zastraszyć

- Gdyby taki tekst był podstawą działań ministra [zdrowia - red.], to zupełnie żenujące. To coś tak nieprawdopodobnego, tak ohydnego, że pochylać się nad tym może ktoś, kto w ogóle nic nie wie na temat medycyny. Jestem przekonany, że śp. prof. Religa, minister Radziwiłł i minister Szumowski od razu potrafiliby rozpoznać w tym fałsz - skomentował w środę wieczorem w "Faktach po Faktach" w TVN24 prof. Wojciech Maksymowicz.

- Kogoś poniosło, próbowano mnie zaatakować, bo pasowało w tej chwili zatkać mi usta, zastraszyć. Znam te metody sprzed wielu, wielu lat - dodał.

Jak stwierdził, "z tego, co wie, Mariusz Dzierżawski nie jest ekspertem".

Wojciech MaksymowiczProf. Maksymowicz o zarzutach wobec dr. Grzesiowskiego: To jest skandal i to skandal do sześcianu

- To jest żenujące, nie należąc do ruchu pro-life sam jestem przeciwnikiem aborcji i bardzo dużo zrobiłem, żeby postawić tamę. W przyszłości, gdyby były takie ustawy, które, tak jak w większości krajów świata, dopuszczają badania na embrionach, na płodach ludzkich pochodzących z aborcji, to też będę zawsze głosował przeciwko temu - zaznaczył.

Jak przyznał, na uniwersytecie toczyły się prace przygotowawcze we współpracy z jednym z włoskich ośrodków. Wyjaśnił, że planowano "wykorzystywać do pomocy innym" komórki pochodzące z martwych płodów po naturalnym poronieniu. - Chodziło o ewentualne rozważenie możliwości leczenia chorych z ciężkimi uszkodzeniami mózgu. Nie doszło do tego - wyjaśnił.

- Nie było żadnych eksperymentów na płodach, nie było badań na żywych płodach ludzkich, ani tych, które pochodziły z aborcji - podkreślił.

Prof. Wojciech Maksymowicz przypomniał, że "wielokrotnie podkreślał błędy, niedociągnięcia ministra Niedzielskiego, jego nieprofesjonalizm". - Odbieram to jako atak na wolność wypowiadania - ocenił.

Więcej o: