Rzymkowski twierdzi, że prawa zwierząt nie istnieją. "Pan wiceminister mógł wyprzeć część wiedzy"

- Zagadnienie podmiotowości prawnej zwierząt od lat występuje w naukach prawnych [...]. A tu nagle wiceminister edukacji i nauki ogłasza wszem i wobec, że pojęcie praw zwierząt to coś wyimaginowanego. Albo pan minister Rzymkowski wyparł część wiedzy i dorobku nauk prawnych, albo nigdy do nich nie dotarł - powiedziała w rozmowie z Gazeta.pl mec. Karolina Kuszlewicz, prawniczka specjalizującą się w ochronie praw zwierząt.

Do redakcji "Naszego Dziennika" zgłosił się niedawno jeden z rodziców, któremu nie spodobały się treści zawarte w podręczniku "Ja i moja szkoła na nowo" wydawnictwa MAC, z którego korzystają dzieci III klas szkoły podstawowej. Opisano w nim przypadki łamania praw zwierząt, m.in. kłusownictwo, występy w cyrku czy doświadczenia na zwierzętach.

Do sprawy odniósł się wiceminister edukacji i nauki Tomasz Rzymkowski. - Informacja o tego rodzaju treściach w podręczniku dla najmłodszych bardzo mnie zaskoczyła, a zarazem zbulwersowała. Uważam, że szkoła nie powinna być miejscem ideologicznej indoktrynacji - stwierdził Rzymkowski.

Zobacz wideo Uderzał psa młotkiem, a potem go zakopał. Zwierzę przeżyło, a oprawca został zatrzymany

Rzymkowski: Nie ma takiego pojęcia jak prawa zwierząt

Na łamach "Naszego Dziennika" polityk zapowiedział przegląd treści zawartych w podręcznikach dla najmłodszych uczniów. Tak, aby do dzieci "były kierowane jedynie treści zgodne z najlepszą wiedzą naukową i wolne od jakichkolwiek przejawów ideologizacji".

Przy okazji Rzymkowski (z wykształcenia doktor nauk prawnych) podzielił się też stwierdzeniem, że wspomniane w publikacji prawa zwierząt "nie istnieją", a takie określenie "nie występuje w naukach prawnych". Co więcej, w jego opinii mówienie o nich wprowadza "semantyczny chaos". 

- Pojęcie praw zwierząt występuje wyłącznie w sferze publicystyki czy też pewnej skrajnie lewicowej koncepcji, gdzie zrównuje się człowieka ze zwierzęciem. Podręczniki szkolne powinny zawierać elementy mówiące o zachowaniu dobrostanu zwierząt, o trosce młodego człowieka wobec zwierząt domowych, ale również wobec dzikich zwierząt. Powinny być przedstawione przykłady łamania prawa przez człowieka, bo to człowiek odpowiada za zwierzęta, a nie zwierzęta same za siebie - mówił w wywiadzie dla Radia Maryja.

Zdaniem wiceszefa MEiN "nie ma takiego pojęcia jak prawa zwierząt, ponieważ zwierzęta "nie mają zdolności do czynności prawnych". Twierdzi też, że "według nauki, prawo jest przypisane Bogu i ludziom". Jak się okazało, podobnego zdania jest przełożony Rzymkowskiego, minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, który na antenie Polskiego Radia oznajmił, że "zwierzę nie jest podmiotem prawa".

Tomasz RzymkowskiWiceminister "zbulwersowany" podręcznikiem. "Pojęcie 'prawa zwierząt' nie istnieje"

Ekspertka: Albo pan minister wyparł część wiedzy i dorobku nauk prawnych, albo nigdy do nich nie dotarł

O komentarz do wypowiedzi wiceministra edukacji i nauki poprosiliśmy mec. Karolinę Kuszlewicz, prawniczkę specjalizującą się w ochronie praw zwierząt i autorkę bloga "W imieniu zwierząt i przyrody - głosem adwokata". 

Michał Litorowicz, Gazeta.pl: Wiceminister edukacji i nauki stwierdził, że prawa zwierząt "nie istnieją". Takie słowa mogą zaskakiwać, tym bardziej że nie ma tygodnia, w którym nie dowiedzielibyśmy się o jakiś dramacie zwierząt.

Karolina Kuszlewicz: To niezwykle szkodliwa wypowiedź. Zwłaszcza gdy skala przemocy wobec zwierząt wciąż jest w Polsce porażająca, zaś państwo nadal nie stworzyło choć względnie skutecznego systemu ich ochrony. By coś tu naprawdę się ruszyło, potrzebna jest zmiana pokoleniowa. I właśnie takie podręczniki, które odwołują się do praw zwierząt, kształtują tę zmianę. Natomiast słowa wiceministra z całą pewnością nie pomagają w kreowaniu wśród dzieci wrażliwości i przekonania, że prawa zwierząt to nie żaden wymysł, tylko coś, co musimy uznać i szanować.

Przykładem tego, co dzieje się, gdy "prawa zwierząt nie istnieją" jest potworne zachowanie byłego senatora PiS-u, który wlókł psa za swoim samochodem. On dziś jest dorosłym człowiekiem, który popełnił haniebny czyn, przysparzający zwierzęciu ogromnych cierpień. Ale kiedyś był dzieckiem, któremu prawdopodobnie nikt nie mówił o prawach zwierząt. Być może nauczono go czegoś przeciwnego - że zwierzęta praw nie mają, bo prawa należą się tylko ludziom. To krótka droga zarówno do usprawiedliwiania systemowej przemocy wobec zwierząt, jak i ich bezpośredniego maltretowania. Haniebna w XXI weku relacja pan - niewolnik.

Resort zdążył już zapowiedzieć dokładną kontrolę podręczników dla najmłodszych dzieci, tak więc nie wiadomo, czy tak "wywrotowe" sformułowania jak prawa zwierząt zdołają się w nich zachować. 

Istnieje tu jeszcze jeden poziom szkodliwości, o którym rzadko się wspomina. Słowa wiceministra padły przecież w kontekście określonego, wymienionego z tytułu podręcznika. Na naszych oczach polityk pokusił się więc o napiętnowanie konkretnego wydawnictwa. Gdybyśmy żyli w kraju, który nie stacza się powoli w widmo absurdu, nie obawiałabym tej sytuacji tak bardzo. Ale patrząc na to, jak w ostatnich latach udało się wytworzyć enigmatycznego potwora pod nazwą "ideologia gender", wypowiedź Rzymowskiego można potraktować jako jasny komunikat. "Szkoły i wydawnictwa szkolne - bójcie się mówić o prawach zwierząt".

A jak ocenić tę wypowiedź, biorąc pod uwagę wyłącznie kontekst prawny? Czy zgodnie z argumentacją zaproponowaną przez Rzymkowskiego o prawach zwierząt nikt dotąd się nie zająknął?

Polskie ustawodawstwo jest oparte o tzw. prawną ochronę zwierząt, a nie ich podmiotowość prawną. Nie zmienia to jednak faktu, że zagadnienie podmiotowości prawnej zwierząt od lat występuje nie tylko w naukach prawnych, ale i w etyce czy filozofii. Zajmował się nim m.in. prof. nauk prawnych Jan Białocerkiewicz, który podkreślał, że prawa zwierząt są jednym z fundamentów naszego humanitaryzmu. A tu nagle wiceminister edukacji i nauki ogłasza wszem wobec, że pojęcie praw zwierząt to coś wyimaginowanego. Albo pan minister wyparł część wiedzy i dorobku nauk prawnych, albo nigdy do nich nie dotarł.

Wiceminister próbował przekonywać też, że prawa zwierząt nie istnieją, ponieważ zwierzęta nie mają zdolności do czynności prawnych. 

To śmieszne, że o takich wątkach jak zdolność do czynności prawnych wiceminister edukacji wspomina w dyskusji o podręczniku dla klas I-III. To zupełne pomylenie porządków. Gdyby pan Rzymkowski chciał robić doktorat z podmiotowości prawnej zwierząt, albo udowadniać, że jej nie ma, to od tego są wydziały prawa, a nie podręczniki dla dzieci. Termin "prawa zwierząt", który pojawia się w podręczniku, ewidentnie dotyczy naszego moralnego stosunku do innych czujących istot oraz uznania ich prawa do życia i zdrowia, nie zaś skomplikowanego zagadnienia podmiotowości prawnej zwierząt.

Teza mówiąca o tym, że prawa zwierząt "nie mogą istnieć, bo zwierzęta nie mają zdolności do czynności prawnych", to kolejna ślepa uliczka. Nasze prawo doskonale zna bowiem konstrukcję, w ramach której prawa danego podmiotu istnieją, pomimo że nie ma on zdolności do czynności prawnych. Dotyczy to dzieci do 13. roku życia oraz osób tzw. całkowicie ubezwłasnowolnionych, które nie mogą np. samodzielnie zawierać umów. Idąc więc logiką wiceministra, należałoby uznać, że dzieci i osoby, które np. z powodu choroby psychicznej są wyłączone z samodzielnego podejmowania istotnych decyzji, nie mają praw. A to przecież absolutna nieprawda. To właśnie o prawa takich osób - słabszych w systemie - należy walczyć ze szczególną starannością. Jest to według mnie podstawowym obowiązkiem nieopresyjnej władzy. A zwierzęta są na jeszcze słabszej pozycji. Uważam, że o kondycji władzy świadczy to, jak traktuje najbardziej zależne od siebie istoty.

Zwierzęta nie potrzebują zresztą, by ktokolwiek uznał, że po ich stronie istnieje zdolność do czynności prawnych. Nie będą bowiem zawierać umów leasingowych czy płacić podatków. Wiceminister nie powinien więc obawiać się tak określonego "zrównania" zwierząt z człowiekiem. Takie porównania są wielkim uproszczeniem, nieprzystającym do rzeczywistości i potrzeb zwierząt.

Słowa wiceministra zdają się potwierdzać schemat, zgodnie z którym każdy, kto głośno domaga się większej ochrony praw zwierząt, od razu nazywany jest "lewakiem" i zagrożeniem dla zastanych norm. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się pod postami europosłanki Sylwii Spurek.

Dotyczy to nie tylko ochrony zwierząt. Od jakiegoś czasu widzimy jak aktywistkom i aktywistom ekologicznym przykleja się łatkę "ekoterrorystów". Podejmowane są też starania - na szczęście jak dotąd nieudane - których celem jest pozbawienie organizacji prozwierzęcych kompetencji do przeprowadzania interwencyjnego odbierania zwierząt.

Gdybyśmy żyli w kraju, który charakteryzuje się przyzwoitą kulturą prawną, to takie próby piętnowania ludzi, bo zależy im na prawach zwierząt, nie miałyby szansy się powieść. Obawiam się, że ruch wiceministra rzeczywiście wpisuje się w szersze zjawisko polegające na wytworzeniu kolejnego politycznego punktu zapalnego, by rosła niechęć i przepaść pomiędzy ludźmi. Wiceminister daje sygnał, że zwolennicy praw zwierząt to ci od indoktrynacji, a co za tym idzie przeciwnicy praw zwierząt to w domyśle ci "normalni" - heroiczni obrońcy polskich szkół.

Wydaje mi się, że skądś już to znamy. 

Wystąpił tu ten sam mechanizm, co przy "potworach" gender i LGBT. Obawiam się, że za chwilę prawa zwierząt zaczną być przedstawiane jako zagrożenie dla człowieczeństwa, podobnie jak prawa osób LGBT zaczęły być wypaczane i kreowane na zagrożenie dla polskiej rodziny. Dla mnie porażająco smutne jest wykorzystywanie tych, którym i tak jest ciężko, by robić sobie na nich polityczny użytek.

A cierpiące zwierzę pozostaje cierpiącym zwierzęciem. Regularnie prowadzę sprawy zagłodzonych psów i kotów, które po prostu pełzają po podłogach, czy ptaków zamurowywanych w budynkach podczas remontów. Te wszystkie zwierzęta nie są ani prawicowe, ani lewicowe. Nie mają pojęcia o konflikcie, który przetacza się wewnątrz Polski. Jedyne co jest tu obiektywne, to ich ogromna krzywda. Próba zrobienia z tego wojny politycznej jest haniebna i nie pozostanie bez wpływu na los zwierząt.

Więcej o: