Błąd i dwa razy "przepraszam". Teraz rząd PiS spodziewa się nowego "efektu Jandy"

Jacek Gądek
Z jednej strony spadek pozytywnych ocen programu szczepień, a z drugiej wzrost zainteresowania szczepieniami przeciwko COVID-19 - to będą efekty ostatnich błędów rządu i przeprosin od premiera Mateusza Morawieckiego i szefa KPRM Michała Dworczyka. O tym przekonują nasi rozmówcy z obozu rządzącego.

Zobacz nagranie. Michał Dworczyk o sytuacji w Rzeszowie: Nie wprowadzajmy dezinformacji:

Zobacz wideo

Mówi członek rządu: - Przy takiej krytyce w mediach trudno się spodziewać wzrostu ocen społecznych, ale gdy uda się obronić akcję szczepień jako całość, to te nasze błędy nie będą mieć już znaczenia.

1 kwietnia osobom w wieku 40-59 lat, które wypełniły formularz o gotowości do zaszczepienia się, nagle otworzono możliwość rejestracji na konkretny termin - i to bardzo szybki. Grupa ta liczyła ponad 600 tys. osób. Terminy na kwiecień miały zostać wyznaczone ok. 60 tys. osób. To wywołało burzę, bo przecież jeszcze seniorzy wciąż czekają na swoje terminy, a tu z dnia na dzień po swoje dawki przychodzą 40-latkowie.

Rząd też raptownie z wpadki się wycofał. Jeśli ktoś nie miał terminu dosłownie w ciągu paru dni, to miał zostać przesunięty na maj. O tym zapewniał pełnomocnik rządu ds. programu szczepień Michał Dworczyk. Za zamieszanie nie raz przepraszał. Premier Mateusz Morawiecki też powiedział "przepraszam" ("Nie mogę cofnąć czasu, ale sam też bym dziś pewne kwestie opisywał inaczej. Dlatego dziś za te momenty chcę Państwa przeprosić").

Inny rozmówca z obozu rządzącego widzi to w ciemniejszych barwach: - To jedna z cegiełek. Żadna pojedyncza wpadka nie ma jeszcze znaczenia, ale liczyć się będzie suma. Inne już były, a będą też kolejne.

Członek rządu: - Problem jest, ale głównie wizerunkowy. Cóż innego można było zrobić? Trzeba było przeprosić i tyle.

Istotna jest tu skala. Średnia liczba szczepień na COVID-19 z ostatnich dni to ok. 100 tys. dziennie. Zatem wystawionych 600 tys. skierowań i odsunięcie 60 tys. (a nawet i 100 tys.) terminów dla osób w wieku 40-60 lat, to niewielkie liczby. Odpowiednio: jeden tydzień i jeden dzień szczepień.

Jeden z ministrów: - Dla całego programu szczepień ten błąd nie był więc znaczący.

Skutkiem była jednak fala krytyki we wszystkich niemal - oprócz publicznych - mediach. - Krytyka była zmasowana. Trudno się spodziewać teraz wzrostów pozytywnych ocen programu szczepień i rządu. Niemniej błędy, za które padają przeprosiny, nie wpłyną znacząco na oceny rządu - przekonuje rozmówca z gabinetu.

O dymisji Michała Dworczyka - pełnomocnika rządu ds. szczepień - nie ma mowy. Jest wręcz przeciwnie: mimo ewidentnego błędu szybko opanował kryzys, a przeprosinami zamknął problem wizerunkowy.

Dla społecznej oceny programu szczepień to źle, ale - i oczekiwanie takiego efektu jest w rządzie - im więcej mówi się w mediach o szczepieniach, tym lepiej, bo ludzie dzięki takiemu bombardowaniu informacjami będą bardziej skłonni zgłosić się po swoją szczepionkę. Nawet jeśli mają przekonanie, że system szczepień jest wadliwy.

Na samym starcie Narodowego Programu Szczepień, gdy w grudniu minionego roku wybuchła sprawa szczepień poza kolejką na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, paradoksalnie przysłużyło się to propagowaniu szczepień na COVID-19. Politycy Zjednoczonej Prawicy do dziś mówią o "efekcie Krystyny Jandy" (która obok innych aktorów, celebrytów i ludzi biznesu zaszczepiła się, pomijając kolejkę), dzięki któremu skokowo wzrosło zainteresowanie Polaków szczepionkami.

- Pozytywnym skutkiem błędu [z otwarciem rejestracji dla osób 40+ - red.] i przeprosin może być wzrost zainteresowania szczepieniami. Choć oczywiście nie tak duży jak ten z Jandą i innych znanymi osobami, które zaszczepiły się, łamiąc zasady - mówi nasz rozmówca.

Dziś kłopotem jest umiarkowana chęć młodszych osób do zaszczepiania się. O ile wśród osób 70+ widać było pęd do szczepień, to w grupie 60+ nie ma aż tak wielkiego zainteresowania, a wśród młodych chęć jest jeszcze mniejsza. Ponadto kontrowersje wokół szczepionki AstraZeneca negatywnie wpłynęły na liczbę podanych szczepionek. Na szczepienia tym preparatem nie zgłaszało się - mówił Dworczyk - "od kilkunastu do kilkudziesięciu procent osób". Niemniej pozytywna rekomendacja ze strony Światowej Organizacji Zdrowia ten trend odwróciła, a znacząca będzie też rekomendacja Europejskiej Agencji Leków.

Aby nie marnować wolnych terminów w kwietniu, rząd przesuwa terminy osób 60+ z maja na kwiecień (to pół miliona osób) i deklaruje gotowość do zaszczepienia wszystkich chętnych 60+ do końca tego miesiąca.

Zdaniem rządu PiS możliwe jest zaszczepienie wszystkich chętnych do sierpnia. Możliwości systemu oceniane są na nawet 10 mln wkłuć miesięcznie. - Ale to jest potencjał, który może nie zostać wykorzystany z powodu braku szczepionek - słyszymy obawę od osoby bliskiej kancelarii premiera.

A to nie jedyny kłopot. Najważniejszym jest wysoka fala epidemii. Faktem jest, że rząd potwornie przestrzelił z szacowaniem skali trzeciej fali. Minister zdrowia Adam Niedzielski pod koniec lutego mówił, że fala ta "powinna być nieco mniejsza niż druga". - Z naszych prognoz wynika, że średniotygodniowy poziom apogeum zachorowań powinien wynieść 10-12 tys. - mówił wówczas.

Pomylił się o 100 proc., a w piku jest to teraz nawet 35 tys. zakażeń. Tak wysokiej fali, do wzrostu której rząd sam się zresztą przyczynił, ściągając do Polski rodaków z Wysp Brytyjskich, a wraz z nimi także brytyjską mutację wirusa - dziś dominującą wśród zakażonych.

Jak wynika z naszych rozmów, w obozie rządzącym jest świadomość, że przewidywania obecnej skali zachorowań okazały się nietrafne. Ceną jest zapaść służby zdrowia i nadliczbowe zgony ofiar koronawirusa i innych chorych, którzy nie mogą się doczekać przyjazdu karetki bądź operacji. O ile w tempie szczepień Polska jest średniakiem w Unii Europejskiej na poziomie niemal identycznym jak Niemcy, to w liczbie zgonów jest już tragicznie.