Dlaczego TVP zaatakowała człowieka Morawieckiego? "Ziobro i Morawiecki skaczą sobie do gardeł, walka o 'rząd dusz' na prawicy trwa"

Łukasz Rogojsz
Rząd walczy ze szczytem trzeciej fali pandemii koronawirusa, tymczasem w "Wiadomościach" TVP1 ukazuje się materiał mocno uderzający w szefa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa, czyli bliskiego współpracownika premiera Mateusza Morawieckiego. W Prawie i Sprawiedliwości nikt nie ma złudzeń: Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski wykorzystują trudną sytuację rządu do ataku na jego szefa.

Rzeczony materiał "Wiadomości" dotyczył rozbicia przez policję grupy przestępczej, zajmującej się m.in. sutenerstwem. Przestępcy wyłudzili również 175 tys. zł z tarczy antykryzysowej, a więc programu pomocy finansowej dla firmy dotkniętych przez pandemię koronawirusa. Tarczą zawiaduje Polski Fundusz Rozwoju, na czele którego stoi bliski współpracownik premiera Morawieckiego - Paweł Borys.

"Niestety w natłoku spraw, kiedy liczy się czas, zawsze może znaleźć się ktoś nieuczciwy. Ktoś, kto żeruje na pomocy państwa. To napawa smutkiem" - komentuje z offu autor materiału Maciej Sawicki. Po chwili dodaje, że "zdaniem komentatorów tarcza działa już na tyle długo, iż jej mechanizmy powinny zostać dopracowane w taki sposób, który wyklucza możliwość występowania takich, komentowanych mianem skandalicznych, sytuacji".

Do tego kilka "setek" etatowych komentatorów informacyjnego flagowca TVP1 (dzień po emisji okazało się, że jedna z nich została udzielona przy zupełnie innej okazji i "doklejona" do materiału o PFR), przebitki z interwencji policji i tańczących w nocnym klubie kobiet, wreszcie spoty reklamowe PFR i sam prezes Borys. Wszystko doprawione kolejnym komentarzem autora z offu: "Oburzeni są także Polacy, którym jest po prostu przykro, że z Polskiego Funduszu Rozwoju kierowanego przez Pawła Borysa, za rządów PO-PSL wieloletniego dyrektora banku PEKAO, wyłudzono blisko 200 tys. zł".

Zobacz wideo Czy PiS ma pomysł na poskromienie niepokornych koalicjantów?

Trudna miłość

"Muszę przyznać, że dzisiejszy personalny paszkwil w TVP 'napawa smutkiem'. Dziennikarz nawet nie odróżnia @PKOBP od @BankPekaoSA. #TarczaFinansowaPFR chroni 3,5 mln miejsc pracy, a z KAS, służbami i CBŚP przeciwdziałamy nadużyciom. Przykre i żenujące, ale trzeba robić swoje" - napisał na Twitterze po obejrzeniu materiału "Wiadomości" prezes PFR.

Na jego słowa błyskawicznie zareagował Janusz Kowalski, zdymisjonowany przed kilkoma tygodniami wiceminister aktywów państwowych oraz poseł Solidarnej Polski. "Tak. @tvp się pomyliło. Pracował Pan przecież za czasów PO u prezesa PKO BP Zbigniewa Jagiełło. W materiale @WiadomosciTVP był pokazany zaś Jan Krzysztof Bielecki, który ze środowiskiem gdańskich liberałów organizuje @EFCongress wspierany za czasów dobrej zmiany przez @Grupa_PFR" - ripostował na Twitterze.

Aktywność Kowalskiego w tym temacie nie jest dziełem przypadku. Podobnie jak to, że uderzający bezpośrednio w Borysa, a pośrednio w premiera Morawieckiego, materiał wyemitowano w prime timie publicznego nadawcy. To właśnie szef rządu był jednym z orędowników odwołania Kowalskiego z zajmowanej funkcji. Z kolei TVP kieruje Jacek Kurski, jeden z największych przeciwników Morawieckiego w obozie "dobrej zmiany" i dobry kolega innego rywala szefa rządu - ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Relacje Kurskiego i Ziobry układały się w minionych latach różnie, ale od zawsze łączy ich niechęć do Morawieckiego, którego uważają za ciało obce w PiS-ie i zagrożenie dla ich wpływów na prawicy (zwłaszcza w perspektywie emerytury Jarosława Kaczyńskiego).

To niemal pewne

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl poseł PiS-u, którego pytamy, czy za materiałem "Wiadomości" stoi środowisko ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Jego zdaniem, po politycznym "usunięciu" prezesa Orlenu Daniela Obajtka - na początku tego roku był kreowany na "nowego Morawieckiego" i potencjalnego przyszłego premiera, co zagrażałoby obecnym i przyszłym wpływom Solidarnej Polski - ziobryści ponownie wzięli na cel szefa rządu. 

W momencie, gdy ziobryści pozbyli się tej potencjalnej przeszkody, postanowili zadbać o to, żeby premier nie poczuł się za mocno i poszczypać go za pośrednictwem zaprzyjaźnionych mediów. Widząc, że pozycja premiera Morawieckiego nieco osłabła wskutek szczytu trzeciej fali pandemii, przypuścili na niego atak

- tłumaczy nasz rozmówca.

Obstawiam ziobrystów i kolejną odsłonę ich trudnej miłości z premierem Morawieckim

- z rezygnacją w głosie ocenia inny z naszych informatorów, prominentny polityk PiS-u, którego pytamy o materiał "Wiadomości". Jak wskazuje, od kilku dni "mamy do czynienia z ofensywą ziobrystów", którą zapoczątkował wywiad ministra Ziobry dla tygodnika "Sieci".

Teraz z kolei uderzenie w premiera Morawieckiego w szczycie trzeciej fali pandemii. Skaczą sobie do gardeł, walka o "rząd dusz" na prawicy trwa

- uważa nasze źródło.

Politycy Solidarnej Polski o materiale "Wiadomości" rozmawiają niechętnie. Najlepiej wcale. Daje się wyczuć, że wbrew pozorom wcale nie wszystkim w partii odpowiada wzniecanie kolejnej odsłony wewnątrzkoalicyjnego konfliktu, gdy państwo ledwo trzyma się w jednym kawałku.

Też doszły mnie takie słuchy, ale nie wiem tego na pewno, nie rozmawiałem o tym z kolegami i koleżankami z klubu

- mówi nam poseł formacji Zbigniewa Ziobry, któremu mówimy, że wina za materiał "Wiadomości" jest wewnątrz Zjednoczonej Prawicy przypisywana właśnie ziobrystom.

Różnica między przypuszczeniem a uzasadnionym stwierdzeniem jest ogromna

- zaznacza jednak nasz rozmówca i dodaje, że jeśli to minister Ziobro stał za atakiem na prezesa Borysa, to on "będzie pierwszym, który to skrytykuje i przeciwko temu wystąpi".

Dopytywany, co sądzi o samym materiale, zaznacza, że "ten atak był nieprzyjemny i bardzo kontrowersyjny".

Niedobrze, że w ogóle do niego doszło

- mówi.

Jedność nigdy nie może być za wszelką cenę, ale za jedność Zjednoczonej Prawicy warto tę wysoką cenę płacić

- podkreśla, odnosząc się do potencjalnych skutków tego rodzaju działań dla obozu władzy.

"Wiadomości" zaskoczyły premiera

Głos w sprawie materiału zabrał już premier Morawiecki. "Jestem zaskoczony nieuczciwym i pełnym absurdalnych insynuacji atakiem na Polski Fundusz Rozwoju i jego szefa Pawła Borysa oraz wdrożoną przez jego zespół Tarczę Finansową" - napisał na swoim profilu na Facebooku. Jak zaznaczył, PFR "ściśle współpracuje z Krajową Administracją Skarbową, CBA i innymi służbami w celu zapobiegania nadużyciom".

Szef rządu stanął też murem za swoim bliskim współpracownikiem. "To smutny paradoks, że człowiek, który miał wielki wkład w błyskawiczne powstanie świetnie działających Tarcz, jest atakowany personalnie, bez żadnego uzasadnienia. Przypomnę, że Tarcze uratowały kilka milionów miejsc pracy i pomogły przetrwać tysiącom firm. I to jest prawdziwa wizytówka pracy Pawła Borysa" - zaznaczył. Podkreślił również, że dobra praca szefa PFR jest dezawuowana "dla własnych, często niezrozumiałych celów". "Złe intencje zawsze są bardzo czytelne" - zakończył premier.

Zaskoczenie szefa rządu... zaskakuje. Abstrahując od dziennikarskich standardów TVP, chociażby dlatego, że "Wiadomości" nie pierwszy raz uderzają w premiera w najmniej spodziewanym momencie. Szerokim echem odbiło się, gdy dzień po wyborczym zwycięstwie Andrzeja Dudy w lipcu ubiegłego roku czołowy program informacyjny TVP bezlitośnie zrugał Morawieckiego, jego kancelarię oraz m.in. właśnie PFR za wykupywanie reklam w mediach niezależnych od rządu i nierzadko ten rząd krytykujących. W materiale padło oskarżenie o wspieranie "antyrządowych mediów" z kasy państwa. W domyśle: publiczne pieniądze powinny trafiać tylko do mediów obsadzonych w roli potakiwaczy "dobrej zmiany".

Krytycznie na materiał "Wiadomości" zareagował także prezydent Andrzej Duda. Zarówno on, jak i Morawiecki od dawna są przeciwnikami prezesa TVP w obozie Zjednoczonej Prawicy i już niejednokrotnie próbowali utrącić go ze stanowiska. Za każdym razem bezskutecznie. "Nad obroną polskiej gospodarki, zwłaszcza firm i miejsc pracy, przed skutkami pandemii pracowano z udziałem przedstawicieli rządu i PFR, także w Pałacu Prezydenckim. Wszyscy dawali z siebie wszystko, żeby pomóc. Wysoko oceniam wkład PFR w walkę ze skutkami kryzysu" - zapewniła na Twitterze głowa państwa.

Niemożliwe stanie się możliwe?

Dlaczego "Wiadomości" uderzyły w szefa PFR właśnie teraz? Zdaniem naszych rozmówców nie ma w tym cienia przypadku.

Jesteśmy przed bardzo ważnym dla Zjednoczonej Prawicy głosowaniem w Sejmie ws. Funduszu Odbudowy, a jak wiemy Solidarna Polska już zapowiedziała, że będzie głosować w tej sprawie inaczej od pozostałych koalicjantów

- stwierdza poseł PiS, z którym rozmawiamy o materiale "Wiadomości". Dodaje, że może być to również próba wykorzystania kryzysu samej koalicji rządzącej przez Solidarną Polskę.

Zwłaszcza, że nasza minimalna większość w Sejmie coraz częściej nie wystarcza do przegłosowywania ustaw

- argumentuje.

Inny z parlamentarzystów PiS-u wskazuje na kryzysowy dla rządu moment, jakim jest szczyt trzeciej fali pandemii. Ogromna liczba nowych dziennych zakażeń i zgonów, a także balansująca na linie nad przepaścią ochrona zdrowia, sprawiają, że zarówno premier Morawiecki, jak i minister zdrowia Adam Niedzielski znajdują się pod gigantyczną presją polityczną i medialną.

Spekulanci mówią, że najlepiej zarabia się na kryzysach. Dlatego nie dziwi, że to najlepszy moment, żeby wbić przeciwnikowi nóż w plecy

- mówi nasz informator.

Być może rolę gra tu również fakt dymisji posła Kowalskiego z ministerialnego stanowiska. Nie jest tajemnicą, że lider Solidarnej Polski bronił swojego człowieka, jak tylko mógł, ale ostatecznie to premier i jego środowisko postawili na swoim. Podobno głowy Kowalskiego chciał także sam prezes Kaczyński. Minister Ziobro musiał wówczas przełknąć gorycz porażki, ale polityczna fortuna kołem się toczy. Wystarczyło odczekać kilka tygodni na pogorszenie się rządowej koniunktury i wykorzystanie chwili słabości stronnictwa Morawieckiego.

Faktem jest jednak, że Zjednoczonej Prawicy tego rodzaju napięcia w tak trudnym momencie nie służą podwójnie. Już kilka tygodni temu pisaliśmy na Gazeta.pl, że na Nowogrodzkiej nie jest już tajemnicą irytacja i zniecierpliwienie prezesa Kaczyńskiego, któremu gowinowcy i ziobryści de facto uniemożliwiają rządzenie. Chociaż wcześniejsze wybory wydają się scenariuszem wielce ryzykownym, zwłaszcza mając w pamięci, jak podobny manewr zakończył się dla PiS-u przed czternastoma laty, to w największej partii obozu władzy nikt takiej ewentualności nie wyklucza.

Tym bardziej, że na Nowogrodzkiej cierpliwość do ministra Ziobry i jego kolejnych wyskoków już dawno się wyczerpała. - Cały czas jest aktualne to, co prezes Kaczyński mówił o rozbijaniu prawicy i braniu przy tym na sztandary pięknych haseł czy wartości. To niezmiennie jest nasze stanowisko - przekonuje nas bliski współpracownik szefa PiS-u. Pytany o zachowanie Ziobry, dodaje:

Ktoś, kto zachowuje się inaczej, ma ewidentnie inne cele niż Zjednoczona Prawica i powinien się zastanowić jakie. Może lepiej, żeby realizował je poza Zjednoczoną Prawicą

W Solidarnej Polsce też nie ma przekonania, że ziobryści będą mogli robić, co im się podoba w nieskończoność i bez konsekwencji. Świadomość tego, że w pewnym momencie cierpliwość w PiS-ie wyczerpie się nieodwołanie i koalicja przestanie istnieć - jest. Przynajmniej u części polityków formacji Solidarnej Polski.

To, co dziś wydaje się niemożliwe, wcale niemożliwym nie jest

- kwituje jeden ze współpracowników ministra Ziobry.

Więcej o: