Do Sejmu wpłynęła petycja, by "tłumić protesty dźwiękiem". System LRAD jako jeden ze środków przymusu?

Obezwładnianie protestujących dźwiękiem jest niezgodne z prawem, jednak do Sejmu wpłynęła petycja, by to zmienić. Wnioskodawcy chcą przekonać rządzących, by wpisali LRAD na listę dozwolonych środków przymusu bezpośredniego.

LRAD (Long Range Acoustic Device) to urządzenie wytwarzające bardzo głośne dźwięki. Poprzez emitowane fale wywołuje w odbiorcach nieprzyjemne reakcje. "Emituje sygnał dźwiękowy o wysokiej częstotliwości, który może wywoływać u osób znajdujących się w pobliżu ból uszu i głowy, dezorientację i poczucie dyskomfortu psychicznego. A tym samym zmusza je do jak najszybszego oddalenia się" - pisał na temat LRAD OKO.press, podkreślając, że w skrajnych przypadkach dźwięki emitowane przez urządzenie mogą powodować trwałe uszkodzenie słuchu.

Zobacz wideo Kosiniak-Kamysz komentuje użycie gazu przez policję wobec Barbary Nowackiej

Jak informuje "Wyborcza", do Sejmu wpłynęła właśnie petycja w sprawie dopuszczenia tego systemu do użycia. W takiej sytuacji LRAD mógłby być wykorzystywany w ramach środka przymusu bezpośredniego.

Petycja w sprawie możliwości wykorzystania systemu LRAD podczas protestów

Jak pisze "Wyborcza", autor petycji miał przedstawić się jako "osoba zainteresowana bezpieczeństwem", a jako uzasadnienie swojej propozycji napisać, że LRAD jest "zalecany przez program szkoleniowy Sił Policyjnych Unii Europejskiej jako najbezpieczniejszy i najmniej dotkliwy środek przymusu bezpośredniego używany do przywracania ładu i porządku publicznego przy zbiorowym jego zakłóceniu". 

Zdaniem przewodniczącego komisji ds. petycji, Sławomira Piechoty (PO), petycja jest jednak "szczególnie nietypowa" i nie nadaje się do ustanawiania regulacji w takim trybie. - Nie ma podstaw do uwzględnienia żądania z petycji - zaznaczył Piechota. 

Protest przed TKPolicja zasłoniła parawanem osoby, które przypięły się do ogrodzenia TK

Urządzenie dźwiękowe dalekiego zasięgu Policja kupiła już w 2011 roku

Mimo braku uprawnień, by wykorzystywać urządzenie podczas protestów, polska Policja kupiła w 2011 roku aż sześć takich systemów. Kosztowały 780 tys. zł. - My chcieliśmy kupić i kupiliśmy je tylko i wyłącznie jako urządzenie nagłaśniające, a nie środek przymusu bezpośredniego - tłumaczył wówczas rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Sokołowski. Ostatecznie, jak informuje "Wyborcza", komendant główny Marek Działoszyński nakazał producentowi dezaktywować jeden z przycisków, który uruchamia dźwięki o wysokiej częstotliwości. 

Marsz o wolność organizowany przez środowiska antycovidowcówPolicjant uciekał przed antyszczepionkowcami. "Cud, że nie doszło do linczu"