Władysław Kosiniak-Kamysz o walce z pandemią: Spory w rządzie dały obraz rzucania się od ściany do ściany

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz wypowiedział się na temat wprowadzonych przez rząd obostrzeń. Przyznał, że "gdyby premier przestrzegał planu, który przedstawił w listopadzie, to byśmy wiedzieli, co się będzie działo".

W czwartek przedstawiciele rządu ogłosili informacje na temat kolejnych restrykcji w związku z trzecią falą pandemii COVID-19. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami premiera Mateusza Morawieckiego, obejmą one okres dwóch tygodni - tydzień poprzedzający Wielkanoc i tydzień po świętach.

Wielkanoc. Apel premiera o spędzenie świąt w małym gronieWielkanoc w domu? Rządzący apelują o spędzanie świąt w gronie domowników

Władysław Kosiniak-Kamysz o obostrzeniach: Przyjąłbym perspektywę na miesiąc do przodu

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz w czwartkowym wydaniu "Rozmowy Piaseckiego" na TVN24 wskazał, dlaczego obecna sytuacja w Polsce względem opanowania pandemii nie jest najlepsza. - Powinien być plan pandemiczny i gdyby premier przestrzegał tego planu, który przedstawił w listopadzie, to byśmy wiedzieli, co się będzie działo. Ten brak przewidywalności, te kłótnie, spory w obozie rządzącym, one po prostu dały obraz rzucania się od ściany do ściany. Chciałbym, żeby tego nie było - stwierdził.

Kosiniak-Kamysz przypomniał również plan rządu z końcówki listopada. Zgodnie z nim, liczba 27-29 tysięcy zakażeń dziennie przez siedem dni miała skutkować wprowadzeniem całkowitego lockdownu. - Rząd zrobił inaczej. Miał mniej zakażeń w pewnym momencie, robił większe obostrzenia, nie dawał otwarcia w reżimie sanitarnym, stała się wolna amerykanka. Jeżeli w styczniu, w lutym byłoby uruchomienie gospodarki w reżimie pandemicznym, nie byłoby wolnej amerykanki i klubów pełnych osób bez maseczek i tych wydarzeń z Krupówek czy innych działań - dodał.

Zobacz wideo Zaostrzenie standardów bezpieczeństwa w kościołach. "Głównym wyzwaniem jest przestrzeganie tych obostrzeń"

Polityk przyznał także, że najtrudniejszą decyzją było "zamknięcie żłobków i przedszkoli", a ponadto zdradził, że przyjąłby dłuższą perspektywę. - Ja bym poważnie zastanowił się nad obostrzeniami, szczególnie w sprawie przedszkoli i żłobków, choć to najtrudniejsza decyzja i sobie z tego zdaję sprawę, ale bym też przyjął perspektywę nie tylko dwa tygodnie, ale miesiąc do przodu, żeby nie było rzucania się od ściany do ściany, co mieliśmy na Warmii i Mazurach - otwarte na chwilę i zaraz zamknięte - zaznaczył.

"Z bólem serca pogodziłbym się z zamknięciem kościołów"

Zdaniem Kosiniaka-Kamysza, przyjęcie "reżimu sanitarnego w części branż jest alternatywą dla lockdownu". - Mamy zakłady pracy, gdzie pracuje po tysiąc, dwa tysiące osób i one nie są objęte żadnym lockdownem. Tam też mogło dojść do daleko idących transmisji. Tam nie zastosowano żadnego reżimu sanitarnego daleko idącego, a wyłączono część branż - powiedział.

Wspólna konferencja opozycjiBudka: Słowa premiera to akt ostatecznej hipokryzji

Jeśli chodzi o okres świąteczny, polityk wspomniał, że rok temu pogodził się z zamknięciem kościołów. - Pogodziłbym się i w tym roku. Te ograniczenia do pięciu osób, które były w ubiegłym roku, wydają się być dzisiaj nieuniknione. Szczególnie w momencie, kiedy nie jest przestrzegana restrykcja jednej osoby na 15 metrów kwadratowych. Z bólem serca, ale oczywiście bym się pogodził - mówił.

Więcej o: