"Przeciągniemy PiS po ziemi do samego końca". Szykuje się ostra walka rządu i opozycji o Krajowy Plan Odbudowy

Łukasz Rogojsz
Opozycja stawia rządowi ultimatum, a rząd je ignoruje, będąc przekonanym, że koniec końców i tak postawi na swoim. Z każdym dniem przyszłość dziesiątek miliardów euro, które mają popłynąć do Polski w ramach Europejskiego Planu Odbudowy, staje pod coraz większym znakiem zapytania. W szeregach opozycji można usłyszeć: - Musimy iść na twardo.
Absolutnie jestem sobie w stanie wyobrazić, że głosujemy przeciwko ratyfikacji (Funduszu Odbudowy - przyp. red.)

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl polityk z kierownictwa Platformy Obywatelskiej. To opcja atomowa, rozważana w przypadku, gdyby Zjednoczona Prawica kompletnie zignorowała postulaty i warunki, które w kwestii Krajowego Planu Odbudowy (KPO) przedstawiły formacje opozycyjne.

Jeśli będziemy mieć chociaż cień obaw, że pieniądze zostaną rozkradzione, sprzeniewierzone albo zmarnowane, to nie podniesiemy za tym ręki. To nasz obowiązek

- argumentuje nasz rozmówca z władz Platformy.

Opozycja stawia warunki

Powodem coraz bardziej napiętej atmosfery pomiędzy rządem a opozycją wcale nie jest Fundusz Odbudowy, czyli najprościej mówiąc gigantyczny unijny program pomocowy dla gospodarek krajów członkowskich. Jest nim Krajowy Plan Odbudowy, a więc przygotowana przez rząd strategia wydatkowania 58,1 mld euro, które przypadają Polsce w ramach Funduszu.

Taką strategię musi przygotować i przedłożyć Komisji Europejskiej każde państwo członkowskie. Jest to warunek otrzymania środków z Funduszu. Termin złożenia KPO upływa wraz z końcem kwietnia. Dokument nie jest przyjmowany przez Sejm, opracowuje i wysyła go do Brukseli rząd. W Sejmie odbędzie się jedynie głosowanie nad ratyfikacją Funduszu Odbudowy, pozwalającego Unii Europejskiej po raz pierwszy w historii zadłużyć się na rynkach finansowych w celu pozyskania środków na odbudowę gospodarek krajów unijnych. Żeby Fundusz Odbudowy wszedł w życie i kraje członkowskie otrzymały zgromadzone w nim środki, ratyfikować go muszą wszystkie kraje unijne.

Zobacz wideo PSL nie wyklucza głosowania przeciwko ratyfikacji Funduszu Odbudowy

Tutaj do gry wkracza opozycja, która ostro krytykuje przedstawiony przed kilkoma tygodniami przez premiera Mateusza Morawieckiego projekt KPO. Uważa go za ogólnikowy i nietransparentny. Co więcej, obawia się, że na jego podstawie będzie mogło dochodzić do niewłaściwego wydawania pieniędzy z Funduszu Odbudowy.

9 marca przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka i prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz postawili rządowi warunki swojego poparcia dla Krajowego Planu Odbudowy. To m.in. uwzględnienie w KPO samorządów i pracodawców oraz zwołanie dodatkowego posiedzenia Sejmu, na którym odbyłaby się szczegółowa debata nad projektem KPO.

My jesteśmy gotowi do rozmowy, na jakich warunkach poprzeć Krajowy Plan Odbudowy, bo jesteśmy za pieniędzmi europejskimi

- zaznaczył wówczas Kosiniak-Kamysz. To nieco niejasne postawienie sprawy, ponieważ rząd nie potrzebuje poparcia dla KPO, tylko dla ratyfikacji Funduszu Odbudowy. Opozycja mocno powiązała ze sobą obie kwestie, co może wprowadzać w błąd osoby niezorientowane w temacie. Dlaczego je powiązała? Zdecydowanie łatwiej jest bowiem mówić, że nie poprze się przygotowanego przez rząd i wadliwego zdaniem opozycji KPO, niż że zagłosuje się przeciwko wielkiemu programowi pomocowemu UE, na który liczy wszystkie 27 państw członkowskich.

Lewica, czyli niewiadoma dla rządu

Fakty są jednak takie, że głosowanie w Sejmie będzie dotyczyć wyłącznie ratyfikacji Funduszu Odbudowy. Krajowy Plan Odbudowy jest swoistą kartą przetargową w rękach opozycji. Jeśli rząd wprowadzi do niej zmiany, na których zależy opozycji, to opozycja zagłosuje za ratyfikacją Funduszu. Jeśli nie, to... No, właśnie, tutaj rodzi się kluczowe pytanie: czy postawiona pod ścianą opozycja będzie w stanie zagłosować przeciwko unijnemu programowi pomocowemu.

Politycy z rządu liczą, że nie i że opozycja wyłącznie blefuje. Przecież proeuropejskość była jednym z fundamentów, na których opozycja w ostatnich latach budowała swoją pozycję polityczną w kontrze do antyeuropejskiej i straszącej polexitem Zjednoczonej Prawicy. Rzecz w tym, że obóz władzy musi oglądać się na opozycję, ponieważ w ramach koalicji rządzącej nie ma większości potrzebnej do ratyfikacji Funduszu Odbudowy. Głosować za dokumentem nie zamierza Solidarna Polska, która od początku go krytykuje i obawia się, że to pierwszy krok do federalizacji Unii Europejskiej.

W tym miejscu wszystkie oczy zwracają się w stronę Lewicy, która w dyskusji nad KPO i ratyfikacją Funduszu Odbudowy prezentowała już kilka różnych stanowisk. Rząd liczy, że właśnie głosy Lewicy pozwolą ratyfikować unijny dokument bez oglądania się na Zbigniewa Ziobrę, Koalicję Obywatelską i PSL.

Z informacji Gazeta.pl wynika, że Lewica z ostateczną decyzją ws. Funduszu Odbudowy chce zaczekać na trzy rzeczy. Po pierwsze, na zakończenie konsultacji społecznych (2 kwietnia). Po drugie, na przedstawienie przez rząd szczegółów KPO, a nie tylko pięciu filarów, które prezentował premier Morawiecki. Wreszcie po trzecie, kluczowe będzie to, czy i w jakim stopniu rząd uwzględni w ostatecznym kształcie KPO postulaty i propozycje opozycji.

Jeśli PiS nie zacznie poważnie podchodzić do Krajowego Planu Odbudowy, to radziłbym oswajać się z wariantem pesymistycznym

- mówi nam jeden z czołowych polityków Lewicy. I dodaje:

Pal sześć stanowisko samej opozycji, ale ważne jest to, w czyim imieniu opozycja zabiera dzisiaj głos

Właśnie dlatego Lewica domaga się przyjęcia KPO w formie ustawy przez parlament. Złożyła w tym celu projekt uchwały.

KPO to 250 mld zł na odbudowę Polski. Nie powinno być tak, że ten plan jest przyjmowany, procedowany, omawiany bez udziału posłów i posłanek, bez udziału społecznego

- argumentowała na konferencji prasowej w Sejmie wiceszefowa klubu Lewicy posłanka Beata Maciejewska. Lewica rozpoczęła też szerokie konsultacje z samorządami oraz organizacjami pracodawców i przedsiębiorców, żeby lepiej zorientować się w oczekiwaniach tych środowisk wobec KPO. Wszystko wskazuje więc na to, że o bezwarunkowym poparciu Lewicy dla Funduszu Odbudowy nie ma mowy.

Sytuacja rządu może skomplikować się jeszcze bardziej. Już pojawiły się bowiem analizy prawne - m.in. dr. hab. Jacka Zaleśnego z Uniwersytetu Warszawskiego - które dowodzą, że do ratyfikacji Funduszu Odbudowy potrzebna jest nie zwykła, ale kwalifikowana większość głosów w Sejmie. Konkretnie: większość dwóch trzecich. Oznaczałoby to, że "dobra zmiana" musi zgromadzić nie 231, tylko aż 307 głosów za ratyfikacją. W takim scenariuszu nawet poparcie całego klubu Lewicy na nic by się zdało.

Opcja atomowa

Na razie jednak stanowisko Lewicy jest dla Zjednoczonej Prawicy kluczowe, bo zarówno Koalicja Obywatelska, jak i PSL stawiają sprawę jasno: jeśli kształt KPO się nie zmieni i propozycje opozycji nie zostaną uwzględnione, to ani KO, ani PSL nie poprą ratyfikacji Funduszu Odbudowy. To tzw. opcja atomowa. Jej użycie oznaczałoby wysadzenie w powietrze nie tylko planów polskiego rządu - gabinet premiera Morawieckiego unijnych środków potrzebuje chociażby do sfinansowania mającego dać Zjednoczonej Prawicy polityczne nowe otwarcie "Nowego Ładu" - ale również rządów wszystkich pozostałych państw członkowskich. To postawienie wszystkiego na jedną kartę.

Nie może być tak, że wszystko w Krajowym Planie Odbudowy jest robione uznaniowo, bez jasno sformułowanych kryteriów, z pominięciem samorządów. Nie może być tak, że usiądą sobie premier Morawiecki z ministrem Budą i będą decydować komu dadzą unijne pieniądze. Bo wtedy dostaną je powiązane z PiS-em samorządy, agencje i spółki

- tłumaczy nam osoba z władz Platformy.

Musimy iść na twardo, inaczej PiS nie będzie traktować nas poważnie. Nie będzie ani nas słuchać, ani nawet z nami rozmawiać

- tłumaczy nam członkini zarządu PO. I dodaje:

Jeszcze miesiąc temu powiedziałabym panu, że nie ma możliwości, żebyśmy nie zagłosowali za ratyfikacją Funduszu Odbudowy. Te pieniądze są Polsce niezwykle potrzebne. Jednak po przejrzeniu Krajowego Planu Odbudowy, po tym, jak w tej sprawie zachowywali się rządzący, po tym, jak komentują to samorządowcy i przedsiębiorcy czy wreszcie po tym, co o tej sprawie mówi się w Europie, nie wykluczam już takiej opcji

Zdecydowanie do sprawy podchodzi również PSL. Podobnie jak Koalicja Obywatelska, również ludowcy nie otrzymali na razie ze strony rządu żadnej odpowiedzi na swoje postulaty dotyczące KPO.

Najpierw będą chcieli zaprezentować swoje rozwiązania, czyli tzw. Nowy Ład, który przecież w olbrzymiej mierze opiera się właśnie na wykorzystaniu środków europejskich z Funduszu Odbudowy. Dopiero potem zaczną myśleć nad zebraniem większości w Sejmie dla ratyfikacji Funduszu, a to oznacza konieczność negocjacji z opozycją

- mówi nam polityk ze ścisłych władz PSL.

O taryfie ulgowej dla rządu nie ma jednak mowy.

W tej sprawie przeciągniemy PiS po ziemi do samego końca. Zresztą nie tylko w tej, bo nie mają większości także dla kilku innych projektów

- zapewnia nasz rozmówca i zaznacza, że rząd wielokrotnie korzystał już z pomysłów opozycji, choć robił to zazwyczaj za późno i niechętnie się do tego przyznawał.

Wiedzą doskonale, że opozycja na funduszach unijnych zna się doskonale i po prostu nawet oni sami, jako wprowadzający te zmiany, skorzystają na ich wdrożeniu

- słyszmy.

Plan B

Zagłosowanie przeciwko ratyfikacji funduszu Odbudowy byłoby dla Koalicji Obywatelskiej decyzją niesłychanie trudną. I ryzykowną. Przez całe lata stawiali się w roli obrońcy polskiej obecności w Unii i najlepszy adwokat interesów Polski w Brukseli. Odrzucenie Funduszu Odbudowy oznaczałoby, że Polska nie dostałaby potrzebnych jej jak powietrze środków europejskich. Publiczne i prorządowe media nie zostawiłyby na opozycji suchej nitki. Także wielu wyborców KO mogłoby takiego ruchu nie zrozumieć. Co więcej, byłby to cios we wszystkie państwa unijne, ponieważ ratyfikacja Funduszu Odbudowy w krajowych parlamentach musi być jednomyślna.

To byłby w moim przekonaniu katastrofalny błąd. Katastrofalny błąd! W ten sposób opozycja zajęłaby identyczne stanowisko jak pan Ziobro, który jest antyeuropejski i który z tego robi swój sztandarowy postulat, program

- ocenił 16 marca w „Porannej Rozmowie Gazeta.pl” Włodzimierz Cimoszewicz.

Byłby to tak dramatyczny zgrzyt jak pęknięcie lustra. To byłoby nienaprawialne. To byłoby fatalne wobec własnych wyborców, ale także wobec opinii europejskiej. Nie rozumiano by w ogóle, kto jest kim w Polsce i potraktowano by opozycję mniej więcej jako taką samą jak PiS

- podkreślił były premier, a obecnie europoseł wybrany z listy Koalicji Europejskiej.

Zarówno w Platformie, jak i w PSL zdają sobie sprawę z konsekwencji weta do ratyfikacji Funduszu Odbudowy, o których mówił Cimoszewicz. Dlatego Platforma pracuje już nad planem B, o którym były premier również mówił w "Porannej Rozmowie Gazeta.pl". Chodzi o zwrócenie uwagi Komisji Europejskiej na szereg nieprawidłowości i ryzyk, które niesie ze sobą Krajowy Plan Odbudowy, przygotowany przez polski rząd.

To również jest bardzo poważnie rozważana przez nas ewentualność, żeby zwrócić uwagę Komisji na nasze wątpliwości - czy mówiąc wprost: zarzuty - wobec przedstawionego przez rząd Planu i żeby to Komisja zmusiła rząd do zmian

- słyszmy w zarządzie PO. Inny z naszych rozmówców dodaje:

Taki jest plan. To już się zresztą dzieje

Wspomniany plan B, choć znacznie mniej spektakularny, jest dla opozycji znacznie bezpieczniejszy niż weto dla ratyfikacji Funduszu Odbudowy. Rolę "złego policjanta" przejmuje wówczas Komisja Europejska. Z kolei opozycja może kreować się na strażnika interesów Polek i Polaków oraz kontrolera rządu, nie narażając jednocześnie na szwank swojego proeuropejskiego wizerunku i nie ryzykując, że przez nią Polki i Polacy zostaną pozbawieni niemal 60 mld euro.