Dyskusja w Sejmie o pozwach wobec prawicowych dziennikarzy. Część posłów wyszła z sali. "Haniebna ustawka"

Sejmowa komisja kultury i środków przekazu przyjęła dezyderat w sprawie działań wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska wobec dziennikarzy. Jak zapisano w zgłoszonym przez klub Prawa i Sprawiedliwości dezyderacie, komisja wyraża "głębokie zaniepokojenie próbami systemowego zastraszania dziennikarzy i polskich mediów przez wydawnictwo RASP". Posłowie opozycji opuścili posiedzenie przed głosowaniem.

Komisja stwierdziła w dezyderacie, że "ściganie dziennikarzy" za ich poglądy, zamiast z nimi polemizować, wskazuje, że RASP "odwołuje się do dziedzictwa dalekiego od demokratycznych zasad wolności słowa". Komisja zwróciła się też do rządu o podjęcie działań mających na celu "zaakcentowanie tego problemu w relacjach bilateralnych z niemieckimi partnerami". RASP, wbrew temu, co mówią m.in. politycy PiS, nie jest niemieckim koncernem. 50 proc. udziałow należy do szwajcarskiej spółki Ringier AG, a drugie 50 proc. do niemiecko-amerykańsko-kanadyjskiego koncernu Axel Springer SE. 

Wśród dziennikarzy pozwanych przez RASP są między innymi: Cezary Gmyz z tygodnika "Do Rzeczy", Wojciech Biedroń z tygodnika "Sieci" oraz Samuel Pereira z portalu TVP Info. Pozwy dotyczą między innymi ich krytycznych publikacji pod adresem RASP w mediach społecznościowych.

- Kiedy ten temat był zgłaszany przez panią poseł Joannę Lichocką, zgłaszałam zastrzeżenia, że kiedy w toku są procesy sądowe, komisja nie powinna ani wyręczać, ani dublować sądów - komentowała na początku posiedzenia posłanka KO Iwona Śledzińska-Katarasińska.

- Jesteśmy zaniepokojeni tym, że dotychczas w Polsce, kiedy cieszyliśmy się z upadku komunizmu, wtedy, kiedy nie wolno było wyrażać opinii niesłusznych z punktu widzenia władzy, dzisiaj można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, dzisiaj być może nie będzie można wyrażać opinii niezgodnych z poprawnością polityczną albo interesami wielkich korporacji czy wielkich wydawców - mówił poseł PiS Marek Suski.

- Państwo ma obowiązek bronić obywateli przed wielkimi, małych obywateli, którzy nie mają wielkich pieniędzy, kancelarii adwokackich, prawników, wyrażają opinię na temat sytuacji, która jest w naszym kraju - dodał.

Zobacz wideo Cimoszewicz: Daniel Obajtek stał się balastem

"Partia rządząca atakuje dziennikarzy"

Głos zabrał w trakcie komisji m.in. Cezary Gmyz. - Traktuję to jako próbę ograniczenia wolności słowa, bądź debaty, mamy do czynienia w tym sporze z podmiotami o absolutnie nierównych siłach. Koncern Axel Springer jest koncernem o charakterze globalnym, kwoty żądane przy okazji tego procesu idą w setki tysięcy złotych - mówił. Dodał, że zasądzenie takiej kwoty oznacza bankructwo danego dziennikarza.

Ewa Ivanova z "Gazety Wyborczej" poinformowała, że obecnie toczą się w Polsce 172 sprawy dotyczące dziennikarzy i mediów. - Są to postępowania cywilne, o sprostowania, ale też karne - mówiła. Jak dodała, dziennikarze są pozywani najczęściej przez instytucje, m.in. Ministerstwo Sprawiedliwości, a także np. przez polityków czy Telewizję Polską.

- Jednym z podmiotów, które atakuje dziennikarzy i pozywa, jest partia rządząca. "Gazeta Wyborcza" miała trzy postępowania zainicjowane przez PiS - dodała. Łącznie wobec "GW" wytoczono 63 sprawy. Wobec Ringier Axel Springer Polska - ponad 40.

- Nie ma porównania co do dysproporcji pomiędzy stronami postępowania, kiedy występuje z jednej strony wydawnictwo, a z drugiej strony jakiś dziennikarz, a sytuacji, kiedy po jednej stronie mamy państwo, prokuraturę, służby, sędziów, polityków partii rządzącej, a po drugiej dziennikarzy, którzy są nękani procesami karnymi i cywilnymi - podkreśliła Ewa Ivanova.

"Haniebna ustawka"

- Inną sprawą jest to, gdy jakaś instytucja czuje się pokrzywdzona fałszywą informacją i zwraca się przeciwko jakiemuś medium, a czym innym jest, gdy jeden z największych koncernów medialnych pozywa cywilnie na 100 tys. zł dziennikarzy za opinie - komentował Samuel Pereira z portalu TVP.info.

- Polska jest najniżej w rankingu wolności mediów według raportu Reporterów bez Granic. W 2015 r. byliśmy na 18. pozycji, a teraz na 62. Takie są fakty - stwierdziła posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus.

Projekt dezyderatu przedstawiła przed głosowaniem posłanka PiS Joanna Lichocka, była dziennikarka. Przeciwko projektowi zaprotestowali politycy opozycji. - Haniebna jest ustawka, w którą nas pani wciągnęła, nikt z moich kolegów i koleżanek nie poprze tego dezyderatu i nigdy nie będzie nad tego typu dezyderatami obradować. Proszę to zrozumieć raz na zawsze - skomentowała Iwona Śledzińska-Katarasińska.

Posiedzenie opuściła część parlamentarzystów, m.in. posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus oraz posłanki KO Iwona Śledzińska Katarasińska, Urszula Augustyn i wicemarszałkini Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska.

W głosowaniu wzięło udział 16 posłów, 14 głosów było "za", a dwa "przeciw". Komisja składa się łącznie z 29 parlamentarzystów.

Więcej o: