Konflikt o środki unijne to tylko fragment całości. "To przymiarki do tego, czy uda się obalić rząd Morawieckiego"

Łukasz Rogojsz
Opozycja chce wykorzystać coraz poważniejsze wewnętrzne konflikty w Zjednoczonej Prawicy i stawia warunki dla poparcia Krajowego Planu Odbudowy, który każde państwo członkowskie musi przedłożyć w Brukseli do końca kwietnia, żeby otrzymać z Unii Europejskiej środki z tzw. Funduszu Odbudowy. - To są wszystko przymiarki do tego, czy uda się obalić rząd Morawieckiego, czy nie. O to tutaj tak naprawdę chodzi - słyszymy od prominentnego polityka opozycji.

To miała być czysta formalność. Kiedy pod koniec ubiegłego roku państwa członkowskie przyjęły nowy unijny budżet oraz Instrument na Rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (zwany też często Funduszem Odbudowy), w wielu europejskich stolicach odetchnięto z ulgą. W Warszawie uczucia były mieszane. Z jednej strony, widoki na 58,1 mld euro w formie bezzwrotnych dotacji (23,9 mld) i pożyczek (33,2 mld); z drugiej - powiązanie tych środków z przestrzeganiem praworządności, czyli uderzenie we kluczową dla Zjednoczonej Prawicy reformę wymiaru sprawiedliwości. Jednak nawet na Nowogrodzkiej wszyscy zdawali i zdają sobie sprawę, że w dobie globalnej pandemii i wywołanego nią kryzysu gospodarczego tak ogromna ilość wpompowanych w polską gospodarkę pieniędzy jest na wagę złota i nie można dopuścić do ich utraty.

Żeby otrzymać unijne środki, każdy z krajów członkowskich musi ratyfikować w swoim parlamencie decyzję o zwiększeniu zasobów własnych Unii Europejskiej, czyli mówiąc wprost: dać zgodę na to, żeby UE po raz pierwszy w historii zadłużyła się na światowych rynkach. Każde państwo unijne musi też do końca kwietnia przedłożyć w Brukseli tzw. Krajowy Plan Odbudowy, czyli szczegółowy harmonogram rozdysponowania otrzymanych z UE środków. Za opracowanie KPO odpowiada rząd, zaś w Sejmie głosowana jest ratyfikacja Funduszu Odbudowy.

Rzecz w tym, że bez ratyfikacji funduszu Krajowy Plan Odbudowy można wyrzucić do kosza. Na przyjęcie Planu w jego obecnej formie nie chce się zgodzić opozycja, która uważa go za ogólnikowy i niegwarantujący sprawiedliwej oraz transparentnej redystrybucji środków. Jeśli rząd nie zmodyfikuje Planu, Koalicja Obywatelska i PSL nie zagłosują za ratyfikacją Funduszu Odbudowy. Zjednoczona Prawica ma więc poważny problem, bo za ratyfikacją funduszu nie zamierza głosować również Solidarna Polska, która od początku była przeciwna tej inicjatywie. Obóz władzy jest więc skazany na łaskę i niełaskę opozycji. A opozycja stawia rządowi jasne warunki, od których zależy jej poparcie dla ratyfikacji kluczowego dla pozyskania unijnych środków dokumentu.

Zobacz wideo Czy Zjednoczona Prawica może liczyć na głosy Lewicy ws. Krajowego Planu Odbudowy?

Opozycja gra va banque

Oczekujemy jasnego postawienia sprawy od premiera i obozu rządzącego. Widać, że dzisiaj nie mogą liczyć na poparcie we własnym rządzie dla Krajowego Planu Odbudowy. My jesteśmy gotowi do rozmowy, na jakich warunkach poprzeć Krajowy Plan Odbudowy, bo jesteśmy za pieniędzmi europejskimi

- przekonywał podczas wtorkowej konferencji prasowej w Sejmie prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.

Chcemy tych pieniędzy dla polskich przedsiębiorców, rolników i wspólnot lokalnych, ale to musi być wydzielone i rozdzielone na zasadach transparentnych, przy udziale samorządów. To jest nasz warunek, bo nie można popierać w ciemno planu, który i tak jest nieprzygotowany

- podkreślił.

Wtórował mu przewodniczący Platformy Obywatelskiej, który do postulatów Kosiniaka-Kamysza dołożył jeszcze jeden.

Dlatego żądamy od marszałek Sejmu zwołania nadzwyczajnego posiedzenia, na którym rząd zostanie zobowiązany do przedstawienia planu odbudowy i odbędzie się rzetelna, merytoryczna debata, do której zostaną zaproszeni samorządowcy i przedstawiciele pracodawców

- powiedział Borys Budka, podkreślając, że właśnie rola samorządowców i przedstawicieli pracodawców w rozdysponowaniu funduszy unijnych powinna być kluczowa.

Zagranie va banque opozycji mocno zaskoczyło Zjednoczoną Prawicę.

Dzisiaj polska opozycja de facto proponuje polexit, opozycja proponuje, aby odrzucić najlepszy budżetu UE w historii - zarówno dla Polski, bo to blisko 770 mld zł, które może w najbliższych latach popłynąć do Polski na działania infrastrukturalne, technologiczne, na wsparcie polskich przedsiębiorstw, jak i próbuje zablokować budżet unijny dla wszystkich 27 krajów UE

- krytykował rzecznik rządu Piotr Müller.

Z kolei Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu i szef klubu parlamentarnego PiS-u, skomentował ultimatum opozycji w swoim stylu, twierdząc, że "jak opozycja będzie poważniejsza, silniejsza i normalniejsza, to będzie mogła różne wymagania stawiać".

Na razie to jest takie gadanie dla gadania

- ocenił. Terlecki zaprzeczył też, jakoby obóz władzy rozważał zwołanie dodatkowego posiedzenia Sejmu w tym tygodniu. Z informacji Gazeta.pl wynika, że rządzący w żaden sposób nie odnieśli się również do warunków postawionych przez Koalicję Obywatelską i PSL. Kolejne posiedzenie Sejmu wedle aktualnego harmonogramu odbędzie się w przyszłym tygodniu - 16 i 17 marca (dokończone zostanie 30 marca). To przedostatnia okazja do ratyfikacji Funduszu Odbudowy. Kolejne posiedzenie izby niższej parlamentu jest zaplanowane na 14 i 15 kwietnia. Krajowe Plany Odbudowy rządy państw członkowskich muszą natomiast przedłożyć Komisji Europejskiej do końca kwietnia.

"Dobra zmiana" liczy na... Lewicę

Doszło nawet do tego, że obóz władzy całą nadzieję na ratyfikację Funduszu pokłada dzisiaj w... Lewicy. Lewica nie wystąpiła we wtorek na konferencji razem z Koalicją Obywatelską i PSL, ale na Krajowym Planie Odbudowy również nie zostawia suchej nitki.

Jest nie do przyjęcia w tej formie, w której jest obecnie

- ocenia w rozmowie z Gazeta.pl szef klubu parlamentarnego Lewicy Krzysztof Gawkowski.

Dodaje jednak, że "Lewica jest za ratyfikowaniem w Sejmie Funduszu Odbudowy, bo te pieniądze są Polsce potrzebne".

Zresztą za tym samym jest i Platforma, i PSL, więc tutaj mówimy jednym głosem. Z kolei Krajowy Plan Odbudowy należy zmienić i tutaj też jest między nami zgodność

- przyznaje poseł Lewicy.

Lewica ma zaproponować własne rozwiązania w ramach Krajowego Planu Odbudowy, ale temat odrzucenia Funduszu Odbudowy na razie się nie pojawia. Pytanie, czy nie pojawi się również wtedy, gdy Zjednoczona Prawica nie będzie chciała uwzględnić żadnych pomysłów opozycji i spróbuje zaszantażować ją tym, że jeśli opozycja zagłosuje przeciw, to Polacy nie otrzymają gigantycznych pieniędzy z Brukseli.

Rozmawiajmy, stawiajmy warunki, stawiajmy żądania, ale w ostatecznym rozrachunku uważamy, że Polki i Polacy na te pieniądze zasługują. I żaden naród, moim zdaniem, w Europie z tych pieniędzy nie zrezygnuje

- uważa jeden z liderów Lewicy Włodzimierz Czarzasty, cytowany przez RMF FM.

Wyglada jednak na to, że stanowisko wicemarszałka Sejmu nie jest miarodajne dla całego, liczącego niemal 50 posłów i posłanek, klubu Lewicy.

Z PiS-em trzeba mocno, z PiS-em trzeba twardo. Bezwarunkowego poparcia wstępnego żadna przytomna formacja nie formułuje. Ja mogę się wypowiadać za parlamentarzystów prawie połowy klubu Lewicy, posłów i posłanki Wiosny. My tego nie akceptujemy i też wiem, że Lewica, to jest stanowisko Lewicy, czegoś takiego nie poprze

- zapewnił 11 marca w "Porannej Rozmowie Gazeta.pl" poseł Lewicy Krzysztof Śmiszek.

Tomasz Trela, poseł Lewicy i wiceprzewodniczący SLD, na Twitterze: "Lewica nie była, nie jest i nigdy nie będzie szalupą ratunkową dla PiS-u. Szczególnie wtedy, gdy z większości sejmowej wykruszają się ziobryści. 250 mld zł jest dla całej Polski, nie dla PiS-owskich rydzyków, obajtków i sasinów".

Wygląda więc na to, że w Lewicy toczy się ożywiona dyskusja, żeby nie powiedzieć fundamentalny spór, o to, czy pójść ramię w ramię z Koalicją Obywatelską i PSL, czy jednak poprzeć ratyfikację Funduszu Odbudowy bez żadnych warunków granicznych. Partia rządząca bardzo liczy na drugi z opisanych scenariuszy. Dałoby jej to taktyczny komfort i pozwoliło zlekceważyć zarówno bunt ziobrystów, jak również ultimatum Koalicji Obywatelskiej i PSL. Według doniesień RMF FM, powołującego się na jednego z prominentnych polityków Zjednoczonej Prawicy, rząd jest przekonany, że uda się ratyfikować Fundusz właśnie głosami Lewicy. W Koalicji Obywatelskiej i PSL zostało to odebrane jako wyciąganie do rządzących pomocnej dłoni w czasie największego kryzysu tej formacji po 2015 roku.

Naszym interesem nie jest rozwiązywanie problemów Zjednoczonej Prawicy. Oczywiście, że polityka też jest tutaj istotna

- tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl sekretarz generalny Platformy Marcin Kierwiński. Wyjaśnia:

Nie będziemy wychodzić przed szereg, zwłaszcza, że nie wiemy, co rząd chce uchwalić. Jeżeli Krajowy Plan Odbudowy nie będzie transparentny i nie będzie gwarantować transferu pieniędzy do miejsc i branż, które naprawdę tego potrzebują, to za tym nie głosujemy. Chcemy pieniędzy dla Polaków, a nie notabli PiS-owskich.

Wywrócić łódkę Morawieckiego

Walka o gigantyczne unijne pieniądze to jednak tylko jedna strona medalu. Drugą jest twarda, sejmowa polityka i próba wykorzystania przeciągającego się kryzysu Zjednoczonej Prawicy.

To są wszystko przymiarki do tego, czy uda się obalić rząd Morawieckiego, czy nie. O to tutaj tak naprawdę chodzi

- nie owija w bawełnę jeden z czołowych polityków opozycji. I dodaje:

Warto chwiać tą łódką, którą jest rząd Morawieckiego. Musimy pokazywać, jak słaba i skłócona jest ta większość.

Mówi polityk Platformy Obywatelskiej:

To jest realpolitik. Jeśli zgodzą się na nasze warunki, to będziemy rozmawiać; jeśli nie - to za tym nie zagłosujemy i miejmy nadzieję, że Lewica również nie, a oni sami tego nie przepchną. Mamy zły rząd, który ukradnie te pieniądze, jeśli nie zareagujemy.

Z naszych rozmów z politykami Koalicji Obywatelskiej i PSL wynika, że politycznym celem całej akcji jest wywarcie presji na większości rządzącej i wyeksponowanie trwających w niej od wielu miesięcy konfliktów i podziałów. Nie tak dawno pisaliśmy na Gazeta.pl, że na Nowogrodzkiej kończy się cierpliwość do takiego stylu sprawowania rządów, bo ten de facto ogranicza się do trwania. Na żadne śmielsze bądź bardziej kontrowersyjne projekty Zjednoczona Prawica nie ma większości, bo albo Solidarna Polska, albo Porozumienie wykorzystują swoją mniejszość blokującą.

To z kolei doprowadza do wściekłości Jarosława Kaczyńskiego, dla którego skonsolidowana władza i realna sprawczość są kwintesencję rządzenia. 

Jarosław wciąż jest szefem, ale nie kieruje, bo po prostu nie może, zablokowali go

- tak obecną sytuację opisał nam pod koniec lutego dobrze zorientowany polityk PiS-u. Jak dodał, "prezes ma już tego serdecznie dość".

To się może skończyć wcześniejszymi wyborami jeszcze w tym roku. My tak naprawdę nie możemy rządzić, stoimy w miejscu, a dla Jarosława właśnie sprawczość jest kwintesencją posiadania władzy. Gowin i Ziobro mu tę sprawczość odebrali. Długo czegoś takiego nie wytrzyma

- tłumaczył nam nasz rozmówca.

Właśnie na wyprowadzenie z równowagi Kaczyńskiego liczy opozycja. Chce doprowadzić go do momentu, w którym uzna, że wcześniejsze wybory są dla PiS-u lepszym wyjściem niż osłabiające Nowogrodzką stagnacja i trwanie w marazmie. Tym bardziej, że opozycja zakulisowo od dłuższego czasu pracuje nad przeciągnięciem przynajmniej kilku posłów Zjednoczonej Prawicy na swoją stronę, żeby móc przeforsować w Sejmie konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Mateusza Morawieckiego.

To skomplikowana i trudna operacja, której szanse powodzenia są wielką niewiadomą. Zwłaszcza, że nawet w Koalicji Obywatelskiej do niedawna nie było pewności, czy warto przejąć władzę teraz, w dobie pandemii koronawirusa i kryzysu gospodarczego, czy może zaczekać i powalczyć o nią w 2023 roku. Wewnętrzne rozmowy, ale też ostatnie publiczne wypowiedzi liderów Koalicji, świadczą jednak, że górę wzięła opcja odsunięcia Zjednoczonej Prawicy od władzy przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Opozycja nie może przejść do porządku dziennego nad rządem, który chce rządzić Polską, nie mając większości w Sejmie

- mówi nam jeden z naszych rozmówców. I zaznacza:

PiS chciałoby rządzić w jednych sprawach z Ziobrą, żeby bić opozycję i przesuwać Polskę na prawo, a innych z opozycją, żeby brać pieniądze z Unii. Przecież to czysty absurd.

Jaka jest kalkulacja liderów opozycji? Taka, że nie mogąc polegać na Ziobrze i Gowinie, Kaczyński nie będzie mógł realnie rządzić. Co więcej, czując zagrożenie konstruktywnym wotum nieufności ze strony opozycji, może w pewnym momencie uznać, że mimo traumatycznych wspomnień z 2007 roku (PiS przegrało wtedy przedterminowe wybory po zaledwie dwóch latach u władzy), wcześniejsze wybory są lepszym wyjściem dla Nowogrodzkiej, bo odbędą się na jeszcze na zasadach zaproponowanych przez PiS.

W Polsce toczy się wyścig z czasem o to, który wariant się zrealizuje - bezpieczniejszy dla Kaczyńskiego, czyli przedterminowe wybory na jego warunkach, czy dużo dla PiS-u groźniejszy, a więc konstruktywne wotum nieufności w Sejmie

- słyszmy w szeregach opozycji.

Więcej o: