Przyleciały największym samolotem świata, nigdy ich nie użyto. Co się stało z ok. 7 mln maseczek z Chin?

"Co się stało z tysiącami maseczek z Chin?" - pyta "Rzeczpospolita", opisując, że nie są znane losy kupionych rok temu masek, które przyleciały do Polski na pokładzie ogromnego Antonowa. Wkrótce potem okazało się, że nie mogą zostać użyte, bo mają sfałszowane certyfikaty. Politycy nie odpowiadają na pytania, czy zostały gdzieś rozdysponowane, czy może zutylizowane.

14 kwietnia zeszłego roku na lotnisku Chopina przyleciał Antonow An-225 Mriya - największy transportowy samolot świata, który przetransportował do Polski z Chin ok. 80 ton produktów medycznych - miały pomóc polskim medykom w walce z pandemią. Były wśród nich m.in. kombinezony ochronne i ok. 7 milionów maseczek. Transport był witany przez Mateusza Morawieckiego, a za zakupy zapłaciły Ministerstwo Zdrowia i rządowy koncern KGHM. - To bezprecedensowy transport, który będziemy w najbliższych tygodniach powielać, będziemy ściągać jak najwięcej sprzętu. Tego sprzętu będzie coraz więcej. Już dziś dla służb medycznych, dla policji, dla straży granicznej, dla służb mundurowych mamy na kilka tygodni do przodu ściągnięte materiały potrzebne do ochrony osobistej - mówił wówczas premier.

Zobacz wideo "Ja cię odizoluję", "Inwazja w strefę intymną". Przepychanki na mównicy z odmawiającym nałożenia maseczki Grzegorzem Braunem

Maseczki z Chin - co się z nimi stało? "Rz" pisze o zmowie milczenia. "Nie wiem, szczerze mówiąc..."

Maseczki nie weszły jednak do użytku, bo okazało się, że mają sfałszowane certyfikaty i nie spełniają norm sanitarnych obowiązujących w Unii Europejskiej (sprawę nagłośniła "Gazeta Wyborcza"). Maski dostała Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych. Co z nimi zrobiono i czy zostały zutylizowane, czy też przekazane np. jakimś służbom, skoro nie mogły trafić do szpitali? - Nie wiem - mówi osoba znająca kulisy rządowych zakupów w rozmowie z "Rzeczpospolitą", która opisuje sprawę. A może nadal są w bazach RARS? - Nie komentujemy tych kwestii - dodaje Krzysztof Bielak z RARS.

Jak wskazuje "Rz", "ślad po maseczkach zaginął", a w sprawie panuje "zmowa milczenia".

Jest hipoteza, że wadliwe maski (wszystkie lub część z nich) mogłaby zabezpieczyć Prokuratura Okręgowa, która od maja 2020 roku prowadzi śledztwo w sprawie. Rzeczniczka prokuratury Aleksandra Skrzyniarz wskazuje jednak, że "mając na uwadze dobro prowadzonego postępowania", śledczy nie informują o "poczynionych ustaleniach i szczegółach śledztwa". 

O losy masek pytali też posłowie opozycji, którzy zwracali się z prośbą o wyjaśnienia do Kancelarii Premiera - napotykali jednak na informację o "klauzuli poufności".

O to, co się stało z wadliwymi maseczkami z Chin, w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN 24 pytano też Michała Dworczyka, pełnomocnik rządu do spraw szczepień.

- Te maseczki wszystkie zostały zutylizowane? - pytał prowadzący program, Konrad Piasecki.

- Nie wiem szczerze mówiąc, musiałbym zweryfikować. Nie wiem tego, bo zależy na jaki poziom użytkowania... . Musiałbym się dowiedzieć - odpowiedział Dworczyk.