Prof. Dudek: Szybsze wybory? To żaden absurd. Wcale nie muszą one jednak oznaczać końca PiS

Jacek Gądek
- Zjednoczona Prawica, tak jak każda władza, po prostu gnije. Władza może jednak gnić szybciej lub wolniej, a obecna po wyborach 2019 r. wyraźnie przyspiesza - mówi prof. Antoni Dudek, historyk i politolog z UKSW. Jak podkreśla, przyspieszone wybory to nie absurd, ale nawet przegrana w nich nie oznaczałaby końca PiS, ani nawet końca władzy prawicy, bo rząd "opozycji demokratycznej" będzie "zmasakrowany przez prezydenta i TK".

Zobacz nagranie. Czy nowy podatek od reklam wejdzie w życie? Jan Maria Jackowski (klub PiS):

Zobacz wideo

Jacek Gądek: Przyspieszone wybory i koniec PiS? Opozycja kreśli taką wizję. Możliwe?

Prof. Antoni Dudek: Wizja szybszych wyborów nie jest absurdalna. Wcale nie musiałyby one jednak oznaczać końca PiS. A wszyscy ci, którym się wydaje, że PiS się skończy, gdy tylko straci większość w Sejmie, są w błędzie - nie rozumieją realiów ustrojowych Polski.

Podobnie też błędne jest przekonanie, że zyskanie przez opozycję większości w Sejmie oznacza, że opozycja ta będzie w stanie realnie przejąć władzę w Polsce.

Rząd Zjednoczonej Prawicy ma wciąż większość - przynajmniej na papierze...

...a jak jest w rzeczywistości, to jesteśmy właśnie na etapie sprawdzania.

Droga do przedterminowych wyborów, o które pan pytał na wstępie, wiedzie właśnie przez rząd mniejszościowy. Na razie nie wiemy, czy już taki jest. Dowiemy się przy okazji głosowań w Sejmie nad projektami rządowymi, gdy one nie będą przechodzić. Takie dzielące Zjednoczoną Prawicę projekty będą w końcu musiały się stanąć w Sejmie. I wtedy się okaże.

Nawet jeśli jednak rząd nie ma większości, to - na gruncie prawnym - wcześniejsze wybory można rozpisać tylko w konkretnych sytuacjach. Gdy Sejm nie uchwali budżetu - a ten jest już uchwalony. Albo gdy cała długa ścieżka wyboru premiera kończy się fiaskiem…

…albo gdy Sejm większością 2/3 głosów podejmie uchwałę o samorozwiązaniu. Ta droga jest najszybsza, ale wymagałaby zgody PiS i PO. Politycy Platformy deklarują, że przebierają nogami, by głosować taki wniosek - jestem ciekaw, czy to prawda. Z całą pewnością jednak PiS absolutnie skracać kadencji teraz nie chce. Jeśli jednak prezes PiS będzie widział, że ma jedynie rząd mniejszościowy, bo "biedakoalicjanci" - Solidarna Polska i Porozumienie - go zdradzili, to przegłosowanie skrócenia kadencji jest jednym z możliwych scenariuszy.

Jarosław Kaczyński ma 71 lat, a przyspieszone wybory mogłyby się skończyć utratą władzy na rzecz opozycji. Mógłby już - ze względu choćby na wiek - jej nie odzyskać w przyszłości. Prędzej zatem i to za wszelką cenę będzie dążył do utrzymania koalicjantów przy sobie?

Nie sądzę. Nawet gdyby doszło do przedterminowych wyborów, a za sprawą cudu wygrałaby opozycja w znanej nam dziś kondycji i - co najważniejsze - była w stanie zbudować alternatywną dla PiS większość i rząd, to niewiele zmieni.

Bo?

Bo opozycja miałaby naprzeciw prezydenta Andrzeja Dudę - do przełamania weta trzeba mieć aż 3/5 głosów w Sejmie. A kolejną linią oporu jest Trybunał Konstytucyjny, w którym już w tym roku wszyscy sędziowie będą z nadania obozu PiS, bo kadencja prof. Leona Kieresa wygasa. Rząd opozycji będzie zatem zmasakrowany przez prezydenta Dudę i trybunał.

Zdziwiłbym się, gdyby Jarosław Kaczyński wykluczał wybory przedterminowe, także z innego, prostego powodu: Kaczyński jest radykałem, jastrzębiem, który musi zmieniać Polskę - taką wizją kieruje się w życiu. Jeśli ma grzęznąć w warunkach rządu mniejszościowego, który nic nie będzie już w stanie zmienić, to prezes PiS zaryzykuje nawet przejście do opozycji, licząc, że rządy opozycji będą krótkie, a on sam do władzy dzięki temu rychło wróci.

A ma z kim przegrać?

Jak się patrzy na kondycję opozycji, to widać, że najpierw będzie ona miała problem z wygraniem wyborów. A potem ze zbudowaniem rządu. A po trzecie także z realnym rządzeniem. Kto bowiem tworzy formacje opozycyjne? W większości to ludzie, którzy nie radzą sobie nawet z byciem opozycją, a co dopiero z byciem u władzy.

Pan nie wierzy w talenty Borysa Budki, Rafała Trzaskowskiego, Szymona Hołowni, Władysława Kosiniaka-Kamysza, Włodzimierza Czarzastego…?

Wierzę, że Hołownia, jako nowicjusz w polityce, jest wielkim znakiem zapytania. Nie kryję, że najcieplej oceniam Władysława Kosiniaka-Kamysza, który sprawdza się przy pełnieniu funkcji państwowych, ale nie wychodzi mu zdobywanie popularności społecznej. Trzaskowskiemu z kolei znakomicie wyszedł plebiscyt z 2020 r., bo o mało co nie zdobył prezydentury, ale potem wytracił zdobyty wtedy kapitał.

A w 2011 r., gdy PiS przegrywało kolejne wybory parlamentarne, to stracił pan wiarę w Jarosława Kaczyńskiego i jego zdolność do wygrywania?

Tak - przyznaję.

Uważałem wtedy, że PiS zamienia się w sektę i pod przewodem Kaczyńskiego nie wróci do władzy. Pomyliłem się. Nie wziąłem pod uwagę tego, że prezes PiS będzie zdolny do wykreowania Andrzeja Dudy, a jednocześnie Platforma popełni tak niewiarygodne błędy, które doprowadzą do porażki Bronisława Komorowskiego w 2015 r.

To może, tak jak pan nie wierzył w Kaczyńskiego wtedy, tak teraz nie wierzy pan w Trzaskowskiego, a ten pokaże, że ma cojones i - jak sam pisał - zacznie "gryźć beton"?

Nie mam wątpliwości, że gdyby doszło do przedterminowych wyborów, to - w świetle sondaży - opozycja będzie miała większość mandatów i jeśli udałoby się jej sklecić większość i rząd, to Rafał Trzaskowski jako najbardziej popularny polityk PO miałby ogromną szansę zostać premierem. Wolałbym jednak, aby premierem został w końcu realny lider, bo po odejściu Donalda Tuska nie było już żadnego premiera-lidera, a jedynie kukiełki w postaci Ewy Kopacz, Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego.

A rysuje się na przyszłość taka alternatywa: rządy PiS i Konfederacji albo opozycji nazywanej demokratyczną?

I ten drugi scenariusz mimo wszystko wydaje mi się jednak bardziej prawdopodobny.

Bo?

Widać, że Zjednoczona Prawica się rozsypuje. "Ziobryści" mogą - co sugeruje były wiceminister Janusz Kowalski - ratować się zawiązaniem koalicji choćby z częścią (tą nacjonalistyczną, a nie libertariańską) Konfederacji i wspólnie będą atakować zmęczone władzą PiS. Kaczyński przy takim ostrzale może zdobyć w kolejnych wyborach z 200 mandatów, ale większość będzie po stronie PO-PSL-Polski2050-Lewicy.

Gdyby opozycja jednak na poważnie myślała o rządzeniu, to by choć powołała wspólne zespoły eksperckie, które wypracują "plan gry" na czas koalicyjnych rządów - i to nawet gdyby do tych wyborów szli osobno. Mogą się przecież spierać o aborcję, ale niech choć wiedzą, co zrobią z energetyką.

Pan rysuje obraz dwóch piaskownic: opozycji i obozu władzy.

Niestety. Jesteśmy - tak jak i cały świat - w kryzysie wywołanym pandemią, więc piaskownica rządzących jest o wiele ważniejsza. PiS-owi nie udało się na szczęście zepsuć gospodarki, ale na innych odcinkach jest już fatalnie. Piaskownicą jest organizowanie "puczu" w Porozumieniu, a przecież prezes PiS uderza też w drugiego koalicjanta, wyrzucając ich wiceministra. Nie ma mowy o śmiałych reformach, o których marzy Jarosław Kaczyński.

Sądzi pan, że rząd PiS dotrwa do wyborów na jesieni 2023 r.?

Wątpię. Z każdym miesiącem konflikty wewnątrz Zjednoczonej Prawicy się nasilają. Szansa, że ten układ przetrwa jeszcze ponad 2,5 roku, jest coraz mniejsza.

Pamięta pan, kiedy Gowin porzucił Platformę i przeszedł do opozycji? Na dwa lata przed kolejnymi wyborami. A teraz mamy 2 lata i 8 miesięcy do planowych wyborów. Historia może się powtórzyć?

Jest to bardzo prawdopodobne. Zwłaszcza że Koalicja Polska tworzona przez PSL czeka - Gowin i jego luzie zostaliby tam przyjęci z otwartymi ramionami. A wtedy rząd przejdzie w fazę dogorywania.

Rząd tymczasem szykuje "Nowy ład" i chce wychodzić z kryzysu, posiłkując się ogromnymi pieniędzmi z Unii Europejskiej, a pan wieszczy jego dogorywanie?

PiS będzie chciało zbudować wokół "Nowego ładu" narrację na całą kampanię w kolejnych wyborach parlamentarnych: oto, patrzcie Polacy, mamy najlepszy rząd po II wojnie światowej, udało się nam wyjść z największego kryzysu światowego, jakim była pandemia. Uratowaliśmy tysiące ludzi - co oczywiście nie będzie prawdą - a jednocześnie gospodarka nie bardzo ucierpiała, co akurat prawdą jest. A teraz mamy doskonałą ofertę dla was: "Nowy ład" i waloryzację 500+.

Taka narracja może być atrakcyjna dla wielu Polaków. Kontroferta opozycji, która krzyczy "PiS jest złe!", nie będzie znajdowała poklasku. Mimo to jednak uważam, że PiS raczej nie zdobędzie większości w kolejnych wyborach - prędzej straci władzę, ale dzisiejsza opozycja, rządząc, szybko się wykrwawi.

A kto jest słabszym ogniwem w Zjednoczonej Prawicy?

Jednak Porozumienie Gowina, bo ci politycy mają dokąd odejść: do Koalicji Polskiej PSL. "Ziobryści" mają perspektywę bratania się z Konfederacją, ale sądzę, że Konfederacja nie przeżyłaby fuzji z Ziobrą i tworzenia wspólnej listy wyborczej.

Może jednak najbardziej realne jest to, co istnieje? Czyli skłócona i - choćby tylko z nazwy - Zjednoczona Prawica, człapiąca do wyborów w 2023 r.?

Dynamika procesu jest wyraźna. O ile w latach 2015-19 zdarzały się nieporozumienia w ZP, a wojna Ziobry z Morawieckim była pod kontrolą Kaczyńskiego, to po 2019 r. już się to wymyka. Prezes PiS dał Gowinowi i Ziobrze zbyt dobre miejsca na listach wyborczych, więc podwoiły one liczbę posłów. "Przystawki" urosły, a kłopotów jest ogrom. Czy taki stan może się utrzymać do jesieni 2023 r.? Może z 10 proc. szans na to i jest.

Zjednoczona Prawica, tak jak każda władza, po prostu gnije. Władza może jednak gnić szybciej lub wolniej, a obecna po wyborach parlamentarnych 2019 r. wyraźnie przyspiesza. Proces ten się nie cofa. Jest nieodwracalny.

Więcej o: