W Brukseli debata na temat aborcji w Polsce. Kempa: Nie wjedziecie nam lewackim pociągiem bez pozwolenia

- Jesteśmy krajem, gdzie dba się o dzieci, bo to jest przyszłość naszego narodu. I nie wjedziecie nam bez paszportu i bez pozwolenia lewackim pociągiem, który promuje cywilizację śmierci - mówiła podczas debaty w Parlamencie Europejskim Beata Kempa. - Odbiera nam się prawo do edukacji, antykoncepcji, do zapłodnienia in vitro oraz aborcji. Ogranicza się także nasze możliwości ochrony przed przemocą domową - wyliczała natomiast Marta Lempart.

W środę odbyło się wspólne posiedzenia dwóch komisji Parlamentu Europejskiego: Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych oraz Praw Kobiet i Równouprawnienia. Debata dotyczyła, jak zapowiadano, "ataku na prawo do aborcji i łamania praworządności w Polsce". - W styczniu 2021 r. niezwykle restrykcyjne prawo aborcyjne weszło w Polsce w życie. Wyrok TK został opublikowany. Niedługo później komisja wolności obywatelskich oraz komisja praw kobiet postanowiły zorganizować wysłuchanie. Co więcej, w Polsce istnieje duże ryzyko naruszenia zasady praworządności i art. 7 Traktatu o UE - powiedział Juan Fernando Lopez Aguilar, przewodniczący Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych. - Nowe prawo wprowadzone w Polsce nie zakaże aborcji, tylko zakaże de facto bezpiecznych aborcji. Zdrowie kobiet będzie zagrożone. Wykreślając jedną z przesłanek rząd polski naruszył przynajmniej sześć traktatów międzynarodowych - stwierdziła z kolei Evelyn Regner, przewodnicząca Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia.

Helena Dalli, komisarz ds. równości, stwierdziła, że w Polsce niemal całkowicie zakazano aborcji. Jak podkreśliła, podstawa prawna, z której wcześniej korzystano w przypadku 98 proc. legalnych aborcji, została zniesiona. - UE nie ma kompetencji jeżeli chodzi o prawo aborcyjne w państwach członkowskich. Ale państwa członkowskie muszą szanować prawa podstawowe, które wiążą je zarówno w ramach ich konstytucji, jak i prawa międzynarodowego - zaznaczyła. Dodała, że osoby, które będą chciały przeprowadzić zabieg i tak, pomimo nowego prawa, na to się zdecydują. - Natomiast ta sytuacja jest szczególnie groźna dla kobiet z niskimi dochodami. Wszystkie kobiety powinny mieć w UE równe prawa reprodukcyjne - powiedziała.

"Jesteśmy krajem, gdzie dba się o dzieci"

Andrzej Sadoś, ambasador Polski przy UE, w swojej wypowiedzi podkreślił, że zmiana prawa aborcyjnego wynika z decyzji Trybunału Konstytucyjnego, a nie rządu, bo "TK działa niezależnie od pozostałych organów władzy". - W kwestii aborcji Polska zawsze opowiada się za ochroną życia i nie pozwalała na żadną ingerencję UE w tej sprawie. Wyrok TK nie przeciwdziała polskiemu zaangażowaniu w dziedzinie praw człowieka i nie gwałci żadnych konwencji, których stroną jest Polska. Rząd nie komentuje ostatecznych werdyktów dotyczących zapisów konstytucji - powiedział.

Europosłowie podkreślali, że KE powinna zadziałać zdecydowanie bardziej surowo w kwestii praworządności. - Widzimy, że to, co się dzieje w Polsce, negatywnie wpływa już na inne państwa członkowskie. KE musi zacząć działać - stwierdziła niemiecka eurodeputowana, Terry Reintke.

- Mówicie państwo sporo o praworządności. Proszę pamiętać, że praworządność to działanie w granicach prawa. A państwo nie macie prawa zajmowania się kwestią aborcji i zdrowia, bo należą one do kompetencji państw członkowskich. W związku z tym bezczelnie łamiecie prawo. I dobrze o tym wiecie. Mówicie, że gender i aborcja są zapisane w traktatach. Gdzie konkretnie? W którym z nich? Dobrze wiecie, że to nieprawda i po prostu interpretujecie prawo - powiedział Patryk Jaki. - Proszę nie kłamać, że usunięcie jednej przesłanki, całkowicie zakazywało aborcji w Polsce. Jeśli chcecie mówić o praworządności, musicie najpierw sami przestrzegać prawa. Łamiecie wszelkie prawa i zwyczaje - podkreślił.

Głos zabrała także Jadwiga Wiśniewska, europosłanka z PiS. - Po raz kolejny PE podejmuje debatę w kwestii, która nie należy do jego kompetencji. Ale proszę bardzo: porównajmy sytuację. Kto z państwa jest za karą śmierci? Nikt. A przecież aborcja jest niczym innym jak odebraniem życia nienarodzonemu dziecku - powiedziała. - Chcecie, by aborcja stała się kolejnym środkiem antykoncepcyjnym. Czy kolejnym krokiem zwolenników aborcji będzie eutanazja dzieci, które miały urodzić się zdrowie, a przyszły na świat chore? Odrzucanie państwo cywilizację życia i wybieracie cywilizację śmierci - zaznaczyła.

Swoje zdanie wyraziła również Beata Kempa, która debatę nazwała "kolejnym dniem sądu nad Polską". - Ale ja mam dla was dwie informacje. My nie ustaniemy w obronie cywilizacji życia. Jesteśmy krajem, gdzie dba się o dzieci, bo to jest przyszłość naszego narodu. I nie wjedziecie nam bez paszportu i bez pozwolenia lewackim pociągiem, który promuje cywilizację śmierci - stwierdziła.

Do powtarzanych słów o "cywilizacji śmierci" odniosła się wiceprzewodnicząca Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia Eugenia Palop. - Mówi się nam, że jesteśmy za cywilizacją śmierci. Ale przecież dyskutujemy o prawie, które ma wpływ na życie kobiet. I to program skrajnej prawicy w Europie - powiedziała.

"Ogranicza się także nasze możliwości ochrony przed przemocą domową"

- Uważam, że wyrok TK ws. aborcji jest dotknięty podwójną wadliwością. Po pierwsze w składzie 15 sędziów uczestniczyły osoby wybrane jeszcze przez poprzedni Sejm. Druga wada polegała na tym, że w składzie była sędzia, która powinna się z tej sprawy wyłączyć. Była bowiem, jeszcze jako posłanka, współautorką wniosku do TK - stwierdził Wojciech Hermeliński, były sędzia TK i były szef PKW. - Wyrok został opublikowany prawie 3,5 miesiąca po dacie wydania. To niedopuszczalna i niekonstytucyjne sytuacja. Konstytucja mówi bowiem, że wyroki TK publikowanie są niezwłocznie. Mimo tych zastrzeżeń należy uznać, że wyrok jest ważny - podkreślił.

Wypowiedziała się także Marta Lempart, liderka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. - Nie jestem reprezentantką OSK, ale przedstawicielką 70 proc. Polaków, którzy nie zgadzają się z wyrokiem TK. Jeżeli stracimy praworządność, to stracimy wszystko. Atak rządu na prawa kobiet nie jest niczym nowym. To zaczęło się w momencie, gdy doszli do władzy. Odbiera nam się prawo do edukacji, antykoncepcji, do zapłodnienia in vitro oraz aborcji. Ogranicza się także nasze możliwości ochrony przed przemocą domową - powiedziała. Aktywistka podkreśliła, że polski rząd od 2018 roku dąży do wypowiedzenia tzw. konwencji stambulskiej. - Zostałam oskarżona już 65 razy za organizowanie protestów. Używa się wobec nas gazu. To trudne, ale nadal wychodzimy na ulice. Od 100 dni polski rząd traktuje swoich obywateli jak wrogów. (...) Nie proszę państwa o deklaracje, tylko o działania. Jestem obywatelką Europy, a państwo powinni walczyć o prawa Europejek. Sąd polski powinien odpowiedzieć za swoje działania. Być może to, co mówię, nie jest to miłe, ale nie jestem miła. Nie jesteśmy mili, ale jesteśmy wściekli. Przestraszeni, ale i też odważni. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale sytuacja z Polski może powtórzyć się w innych państwach członkowskich - podkreśliła Marta Lempart.

Zobacz wideo Morawska-Stanecka: Uchwalmy prawo aborcyjne liberalizujące przerywanie ciąży i zobaczymy, jak będzie się zachowywał TK