"Totalna awantura". W rządzie PiS jest jak w ulubionym powiedzeniu Kaczyńskiego

Jacek Gądek
W poniedziałek spotkało się prezydium rządu - w tym Kaczyński, Gowin i Ziobro. Jak przekonują nasi rozmówcy, atmosfera była dobra, ale konkluzji - brak. To jednak rozmowy pokojowe, gdy na froncie trwa wymiana ognia.

Zobacz nagranie. Czy Jan Maria Rokita ma szansę na zostanie Rzecznikiem Praw Obywatelskich?

Zobacz wideo

Jarosław Kaczyński lubi to powiedzenie: "złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma".

Prawica jest dziś zjednoczona jak Kozak z Tatarzynem. Za Kozaków robi tu tandem Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, a za Tatarzynów Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro. Bo choć PiS mogłoby w jeden dzień wymieść mniejszych koalicjantów z rządu i spółek Skarbu Państwa, to mający po kilkanaście głosów w Sejmie "ziobryści" i "gowinowcy" mogliby na spółkę z opozycją skręcić kark rządowi.

Wojna domowa w Zjednoczonej Prawicy

W poniedziałek spotkało się prezydium rządu - w tym Kaczyński, Gowin i Ziobro. Jak przekonują nasi rozmówcy, atmosfera była dobra, ale konkluzji - brak. To jednak rozmowy pokojowe, gdy na froncie trwa wymiana ognia.

Mówi polityk z otoczenia Kaczyńskiego: - Zdaniem Ziobry Morawiecki chce go politycznie po prostu zabić.

Bliski Morawieckiemu: - Kaczyński z Adamem Bielanem chcieli spacyfikować Gowina, a rozwinęli czerwony dywan przed nim na drodze ku opozycji.

"Gowinista": - Do wyborów 2,5 roku i trzeba najpierw do nich dojechać, a na razie to jest totalna awantura. Nie wiem, czy jest to jeszcze do wyciszenia.

Bliski kancelarii premiera: - Kwestią czasu jest to, kiedy Gowin odejdzie.

Linia frontu w tej domowej wojence w Zjednoczonej Prawicy jest okazała. Deficyt zaufania rekordowy.

Tusk i Kaczyński przesuwają granice wyobraźni

Raz wrogiem nr 1 dla PiS jest Ziobro, a raz Gowin. Obu zależy, by się odróżniać od PiS. I choć kolejne wybory mają się planowo odbyć na jesieni 2023 r., to pytanie, kto na jakiej liście może się znaleźć, jest dziś jednym z najistotniejszych.

Nie sposób dziś przesądzać, kto ma większe szanse za 2,5 roku na władzę: PiS być może w koalicji z Konfederacją, czy też dzisiejsza opozycja PO-PSL-Polska2050-Lewica.

Naturalny jest proces zmęczenia władzy i jej utrata po dwóch kadencjach. Jednak 10 lat temu równie naturalna mogła się wydawać utrata władzy przez PO po jednej pełnej kadencji. Platforma Donalda Tuska jednak przesunęła wtedy granicę wyobraźni i zdobyła drugą kadencję. PiS Kaczyńskiego może granicę tej wyobraźni przesunąć jeszcze dalej, sięgając po trzecią. Tusk dał radę dzięki PSL-owi, a Kaczyński może dzięki Konfederacji.

W umowie koalicyjnej Kaczyński przyobiecał mniejszym koalicjantom, że w wyborach w 2023 r. dostaną oni te miejsca, które na listach PiS mieli w 2019. Ale to tylko słowa. Kolejne wstrząsy w Zjednoczonej Prawicy odsuwają perspektywę wspólnego startu, ale jej jeszcze nie przekreślają. W stanie takiej niepewności koalicjantom - Gowinowi i Ziobrze - pozostaje walczyć o pozycje swoich partii, by być gotowymi na różne scenariusze.

Neoliberał i mściciel

I walczą.

Jarosław Gowin w roli neoliberała dbającego o ludzi biznesu i walczącego z etatyzmem. A Zbigniew Ziobro w roli obrońcy uciśnionych i tradycji, a walczący z kastami. To oczywiście w dużej mierze pozy pozwalające im zagospodarować nisze, na których łapy nie położył - cytując Kaczyńskiego - "mamutopancernik" PiS.

Dla Gowina alternatywą dla PiS jest budowanie umiarkowanej prawicy razem z PSL. Byli już współpracownicy wicepremiera przekonują, że w zeszłym roku mentalnie był on już po stronie opozycji. - Wchodziło się do siedziby Porozumienia przy Wilczej, a tam Gowin uśmiechnięty mówił, to może zostanie marszałkiem Sejmu - wspomina jeden z rozmówców czas, gdy Gowin prowadził rozmowy z opozycją o przesuwaniu wyborów prezydenckich.

I przekonuje: - Wszystko będzie Gowinowi zapamiętane.

Rachunek krzywd w Zjednoczonej Prawicy zatem rośnie.

Dobra atmosfera, mimo wojny

Jarosław Gowin uznawany jest za najbardziej chwiejny filar Zjednoczonej Prawicy. Kolejny już "pucz" w Porozumieniu, na który zielone światło musiał dać Kaczyński, to próba "oskubania" go z posłów - tych zostało mu 12, a zatem wystarczająco dużo by być "Tatarzynem trzymającym rząd za łeb". Rozbijanie Porozumienia to plan długodystansowy, można się zatem spodziewać kolejnych tarć.

Pozycja Gowina dziś zasadza się na lojalności dosłownie kilku posłów, którzy nie są rozpoznawalni w skali ogólnopolskiej. Jeśliby połowa z 12 "gowinistów" w Sejmie porzuciła wicepremiera na rzecz PiS, to Kaczyński mógłby pozbyć się Gowina ze Zjednoczonej Prawicy. Teoretyczny ubytek ok. 1 punktu proc., jaki w sondażach ma Porozumienie, byłby do zniesienia dla prezesa PiS.

Kaczyńskiemu bardzo zależy na utrzymaniu Gowina przy sobie, a jednocześnie na pozbyciu się go ze Zjednoczonej Prawicy. Dlatego wojnę domową w ZP przeplatają rozmowy pokojowe, nawet toczone w dobrej atmosferze.

- Rząd mniejszościowy nie wchodzi w grę, bo to byłaby przecież powtórka z 2007 r. Kaczyński nigdy się na to nie zgodzi - mówi jeden z naszych rozmówców. I nawet jeśli z Nowogrodzkiej słychać czasami pohukiwania, że taki kulawy rząd byłby możliwy. 2007 r. to utrata przez rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego większości w Sejmie i jego widowiskowa rozsypka.

Gowin, by istnieć jako polityk samodzielny, musi się od PiS odróżniać, efektownie utrąca zatem kolejne pomysły Nowogrodzkiej: 30-krotność ZUS, wybory kopertowe, "piątkę dla zwierząt", ustawę mandatową, a teraz podatek od reklam. Zanim wicepremier jednak utrąci - o co teraz jest spór w ZP - podatek od reklam lub okroi go mocno, to prowadzi szerokie jak tylko to możliwe konsultacje społeczne, by potem wystąpić w imieniu jak największej grupy swoich - nowych - sojuszników.

Ziobro na wojnie z Morawieckim

Ziobro też walczy. Głównie z Morawieckim. Solidarna Polska istnieje tylko wtedy, gdy nie jest PiS-em. Z prezesem PiS walczyć nie może, ale zwalcza jego nominata - premiera Mateusza Morawieckiego.

Współpracownik prezesa PiS: - Póki Ziobro nie mówi, że Morawiecki to rosyjski agent, to nam to w sumie służy.

"Nam" oznacza to Zjednoczoną Prawicę, a nie samo PiS. Jest w tym cytowanym zdaniu oczywiście przesada. A jak to wygląda w praktyce? W lipcu i grudniu odbyły się szczyty Unii Europejskiej - na nich to Morawiecki (za przyzwoleniem Kaczyńskiego) zaakceptował fundamentalne rzeczy: Fundusz Odbudowy i budżet UE na kolejnych 7 lat, mechanizm "pieniądze za praworządność" i ambitniejszy cel redukcji emisji CO2. "Ziobryści" od razu ruszyli ze szturmem, że sprawdzanie praworządności to wyrzeczenie się suwerenności, a nowy cel CO2 to mordowanie polskiej gospodarki i - co jest ważne w narracji "ziobrystów"- skazywanie Polski na rosyjski gaz płynący Nord Streamem.

W rzeczywistości "ziobryści" mają licencję na głosowanie w Sejmie na "nie" ws. Funduszu Odbudowy UE, bo i tak ratyfikację poprze opozycja. - Tarcia będą, ale na pokaz. Póki nie przekracza to pewnej miary, to nawet nam służy, bo Solidarna Polska wchodzi na pole Konfederacji, a  Morawiecki wychodzi na centrystę. Energetyka to fajny temat dla "ziobrystów", by się budować i oni z tego korzystają - mówi współpracownik Kaczyńskiego.

SolPol i narodowcy

Wchodzenie na pole Konfederacji zaczyna brzmieć też jak groźba. Janusz Kowalski - pierwszy w oskarżaniu Morawieckiego o dryf w kierunku Kremla - rzucił właśnie, że Solidarna Polska mogłaby startować razem z Konfederacją w 2023 r. - Jestem zwolennikiem współpracy z Konfederacją. Wspólny start? Absolutnie nie wykluczam. Im szersza lista, tym lepiej - mówił w Radiu Zet.

Ziobro razem z Konfederacją? - Narodowcy wiedzą, że gdyby wpuściliby do swojego obozu Ziobrę, to tak jakby wpuścili lisa do kurnika - śmieje się jeden z rozmówców.

Co ciekawe jednak - słyszymy w obozie rządzącym - o dobre kontakty z Konfederacją - jej narodowym skrzydłem - stara się dbać Morawiecki. I wcale nie chodzi jedynie o "wykupienie" Adama Andruszkiewcza.

Nie energetyka jest jednak celem, ale zwalczenie Morawieckiego. Kowalski, zdymisjonowany właśnie wiceminister, zagadnięty o swoje odejście rzucił, że "wiceministrem, ministrem, ale również i premierem się bywa". Morawiecki jednak - mimo ostrzału "ziobrystów" - trwa i w ciągu tygodni ma ogłaszać swój flagowy plan "Nowego ładu".

Kongres PiS na horyzoncie

W połowie roku ma się z kolei odbyć kongres wyborczy PiS, po którym premier ma być namaszczony na wiceprezesa PiS.

Perspektywa przejęcia przez Morawieckiego schedy po Kaczyńskim to koszmar Ziobry. By móc walczyć z premierem także na gruncie partyjnym, Ziobro w zeszłym roku prosił Kaczyńskiego o ponowne przyjęcie do PiS. - Prezes mu odmówił - słyszymy od jego współpracownika.

Rozmówca z Nowogrodzkiej: - Kaczyński pod koniec 2020 r. przeciął spekulacje i powiedział twardo do wewnątrz PiS, a potem publicznie, że zostaje do 2024 albo i 2025 r. To trochę uspokaja Ziobrę. Dla Ziobry problemem byłoby odejście Kaczyńskiego i przejęcie PiS przez Morawieckiego. A gdy Ziobro widzi, że Kaczyński poprowadzi nas w kolejnych wyborach, to ich relacje, choć są bardzo nadwerężone, to jednak możliwe do odbudowania, bo już z nie takich kłopotów wychodzili.

Zjednoczona Prawica kruszeje, ale się nie rozsypała. Trwanie u władzy do 2023 r. i wcale nie przekreślona perspektywa utrzymania jej w trzeciej kadencji, tworzy grawitację. Osoba bliska rządowi: - Od początku tej kadencji wszyscy myślą, jak startować w 2023.

Więcej o: