PiS będzie forsować oranie państwa, czy przez 2,5 roku prowadzić kampanię? "Ta dyskusja się u nas toczy"

Jacek Gądek
Zjednoczona Prawica straciła zdolność forsowania kontrowersyjnych projektów. - W połowie roku będzie czas na decyzje, co robimy. Czy rezygnować z ambitnej agendy zmian, czy starać się ją jednak realizować - mówi jeden ze współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. Rezygnacja oznacza poświęcenie 2,5 roku na odzyskiwanie poparcia i walkę o trzecią kadencję.

Zobacz nagranie. Czy nowy podatek od reklam wejdzie w życie? Jan Maria Jackowski (klub PiS):

Zobacz wideo

"Ambitna agenda" oznacza przeorywanie państwa. A zatem: kolejne zmiany w wymiarze sprawiedliwości, a zwłaszcza w Sądzie Najwyższym, dekoncentracja mediów, ustawa o ochronie zwierząt, reforma służby zdrowia polegająca na upaństwowieniu szpitali, czy też nowa ordynacja w wyborach do Sejmu.

To Zjednoczona Prawica miała w planach. Jednak od wyborów parlamentarnych, które odbyły w październiku 2019 r., zajmuje się głównie trzema rzeczami: wyborami prezydenckimi (wygranymi przez Andrzeja Dudę w lipcu 2020 r.), konfliktami w Zjednoczonej Prawicy (zaogniają się od początku kadencji) i walką z epidemią koronawirusa (ta potrwa jeszcze co najmniej przez ten rok). Reszta aktywności to margines.

Dziś doskonale widać, że konflikty i różnice zdań w obozie rządzącym są tak wielkie, że przeforsowanie wspomnianych projektów w jastrzębiej formie jest bardzo mało prawdopodobne. - W połowie roku zobaczymy, jak po covidzie wyglądać będzie sytuacja społeczna - słyszymy od ważnego polityka ZP.

Polityk PiS: - W żadnym razie nie chcemy się cofać. Przeciwnie. Będziemy jednak pewnie obierać realistyczną agendę.

Dziś PiS zajmuje się sporem z Jarosławem Gowinem (a ma on za sobą grupę 12 posłów) o podatek od reklam, który uderzy w media. Przeciwko niemu protestują wszystkie największe media w Polsce (oprócz publicznych). - Zobaczymy, jak wybrniemy z tego podatku. Może być zmodyfikowany albo całkowicie odłożony do szuflady - mówi osoba bliska Nowogrodzkiej.

Rozmówca z władz PiS: - Gowin przehandluje ten podatek. Taktycznie musi się teraz odróżniać od nas, ale ostatecznie zaakceptuje podatek w jakiejś okrojonej formie.

W pierwotnym kształcie - uderzającym mocno w polskie media - projekt nie ma szans, ale wicepremier zgodzi się na nowy podatek, jeśli będzie on dotykał głównie światowych gigantów, a nie - co najbardziej absurdalne - np. kina, które rząd zamknął na kilka miesięcy. - Trzeba będzie urealniać - przewiduje rozmówca bliski Nowogrodzkiej.

W środowisku medialnym PiS słychać pomruk niezadowolenia ze stępiania ostrza. Na portalu wPolityce ukazał się niedawno tekst Jacka Karnowskiego. Napisał on, że "być może ambitny program reform trzeba odłożyć na później, a pozostałe do wyborów niepełne już trzy lata należy potraktować jako przedłużoną kampanię wyborczą". W jego ocenie mógłby to być "czas przeznaczony na odbudowę poparcia, i walkę o kolejną kadencję". Jak dodawał kibicujący rządowi ZP autor: - Na pewno byłoby to rozwiązanie co najmniej tak sensowne jak wydawanie ciężkich bitew, których - jak widać - z tym wojskiem nie da się wygrać.

Ocenia polityk bliski Nowogrodzkiej: - I ta dyskusja się u nas toczy. Jest poczucie, że trzeba zamykać fronty.

Zamykanie frontów to dla Jarosława Kaczyńskiego rzecz niecodzienna, a przy jego sposobie uprawiania polityki - a polega on na wywoływaniu kolejnych konfliktów i ryzowaniu osi polaryzacji - to raczej życzenie "gołębi" w obozie rządzącym.

Najgorętszemu społecznie frontowi - aborcji - PiS chce jednak pozwolić wygasnąć. Po opublikowaniu uzasadnienia, a w ślad za nim także wyroku Trybunału Konstytucyjnego, obóz rządzący porzucił jakiekolwiek plany zmiany w ustawie antyaborcyjnej, a skupił się na działaniach osłonowych, czyli zwiększeniem pomocy dla osób niepełnosprawnych i programie "Za życiem".

Wprowadzanie w życie "ambitnej agendy" PiS-owi w tej kadencji kompletnie się nie udaje. Dziś już można nie pamiętać, ale rządzący zapowiadali na koniec 2020 r. "jesienną ofensywę" z najbardziej kontrowersyjnymi projektami. To racjonalna strategia, by forsować je na początku kadencji, gdy mandat do rządzenia jest najmocniejszy. Szeroka ofensywa nie ruszyła przez konflikty wewnątrz obozu m.in. o kształt rekonstrukcji rządu, a punktowo poniosła klęskę. Przy forsowaniu "piątki dla zwierząt" Jarosław Kaczyński wywołał ostry konflikt wewnątrz Zjednoczonej Prawicy, bo Solidarna Polska i Porozumienie się sprzeciwiły, ale sprowokował także podział w łonie samego PiS-u.

Dla projektów budzących kontrowersje Kaczyński nie ma większości w Sejmie. A czyste administrowanie państwem prezes PiS zawsze miał w pogardzie. O ile "ziobryści" są zrywni do zaorania III RP, to "gowinowcy" są dla Nowogrodzkiej hamulcowymi. - Nie ma mowy o wywalaniu Gowina. Nie jest jednak tak, że go lubimy i mu ufamy - przekonuje polityk PiS z władz partii.

Więcej o: