Konserwatyści vs liberałowie. Platformy spór o aborcję to chwila prawdy dla Budki. "To test przywództwa Borysa"

Łukasz Rogojsz
Pracom nad nową deklaracją ideową Platformy Obywatelskiej towarzyszy coraz ostrzejszy wewnętrzny spór o stanowisko partii wobec aborcji. Kierownictwo i większość polityków PO opowiada się za bardziej liberalnym kursem. Nie chcą się na to zgodzić partyjni konserwatyści, którzy alarmują: to granie w grę Jarosława Kaczyńskiego.

Mówi polityk Platformy kojarzony z liberalnym skrzydłem partii: - W PO jest wkurzenie połączone z zażenowaniem, że dyskusja programowa odbywa się w mediach i na Twitterze. Nie tak miało wyglądać to nowe otwarcie.

Początek 2021 roku miał politycznie należeć do Platformy. Najpierw obchody 20-lecia formacji, a nieco później ogłoszenie "nowego otwarcia" w postaci Koalicji276, która zakłada współpracę opozycji w celu zdobycia w Sejmie przyszłej kadencji większości, pozwalającej odrzucić prezydenckie weto. Oba wydarzenia w założeniu miały dać partii impet na kolejne tygodnie czy nawet miesiące i narzucić innym partiom polityczną agendę.

W międzyczasie jednak, na fali społecznych protestów przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego, Platforma rozpoczęła wewnętrzne prace nad nowym stanowiskiem ugrupowania w kluczowych kwestiach obyczajowo-społecznych. Pracami powołanego w tym celu zespołu kieruje wicemarszałkini Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska. Konserwatywna frakcja Platformy obawia się, że efekt prac mocno przesunie partię na lewo, oddając zajmowane przez nią od dwóch dekad centrum PSL i Polsce 2050.

Zobacz wideo Protesty przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego będą doświadczeniem formacyjnym dla młodego pokolenia Polaków

Pole walki Kaczyńskiego

Kością niezgody jest przede wszystkim kwestia aborcji, czyli jeden z najgorętszych polityczno-społecznych tematów ostatnich miesięcy. Platforma niejednokrotnie, ustami swoich liderów i liderek, dawała do zrozumienia, że przymierza się do liberalnej korekty kursu. Dotychczas PO stała na stanowisku, że należy utrzymać tzw. kompromis aborcyjny z 1993 roku, ale po decyzji Trybunału Konstytucyjnego z końcówki ubiegłego roku, czołowe postacie Platformy zaczęły otwarcie mówić, że powrotu do status quo już nie ma. Partyjni konserwatyści mają natomiast żal, że kierownictwo ugrupowania obwieściło kierunek zmian publicznie, nie poddając wcześniej tematu pod dyskusję wewnątrz partii.

To nie my zaczęliśmy dyskusję na ten temat. Zaczęli ją liderzy Platformy [mówili o tym m.in. Borys Budka i Radał Trzaskowski - red.], informując publicznie, że Platforma wkrótce przedstawi stanowisko ws. aborcji, które będzie wyraźnie odmienne od zajmowanego przez nas dotychczas

- zapewnia w rozmowie z Gazeta.pl poseł Paweł Zalewski, jeden z liderów frakcji konserwatywnej.

To dlatego frakcja konserwatywna napisała w tej sprawie list do przewodniczącego PO Borysa Budki. Dokument nigdy nie miał ujrzeć światła dziennego, ale stało się inaczej, co wywołało - delikatnie mówiąc - ożywioną dyskusję w partii. Dyskusję, którą tylko podsyciło wydane w minionym weekend oświadczenie platformianych konserwatystów.

Z jednej strony, kategorycznie sprzeciwiają się w nim zmianom, które za pośrednictwem TK wprowadziła w życie Zjednoczona Prawica. Z drugiej zaznaczają jednak, że "Platforma Obywatelska nie powinna zajmować radykalnego stanowiska i stawać się stroną w wojnie aborcyjnej". "Utożsamiamy się z dotychczasowym stanowiskiem Platformy Obywatelskiej w sprawie ochrony życia i dopuszczalności przerywania ciąży, wyrażonym m.in. w Deklaracji Ideowej z 2001, opierającej się na ustawie z 1993 roku" - czytamy w dokumencie.

Pod oświadczeniem podpisało 21 posłów i posłanek: Paweł Arndt, Halina Bieda, Mateusz Bochenek, Waldy Dzikowski, Krzysztof Gadowski, Tomasz Głogowski, Cezary Grabarczyk, Kazimierz Kleina, Stanisław Lamczyk, Antoni Mężydło, Czesław Mroczek, Jan Olbrycht, Tomasz Olichwer, Małgorzata Pępek, Kazimierz Plocke, Marek Plura, Ireneusz Raś, Bogusław Sonik, Marek Sowa, Wojciech Ziemniak oraz Paweł Zalewski.

Mówi polityk PO dobrze zorientowany w wewnętrznej sytuacji partii:

Konserwatyści chcą, żeby Platforma zabrała stanowisko w tej sprawie i żeby to było jasne stanowisko, że nie jesteśmy ani za legalizacją aborcji, ani za zbyt daleko posuniętą liberalizacją prawa w tym zakresie

Członkowie frakcji konserwatywnej, z którymi rozmawialiśmy, mówią wprost, że liberalizacja kursu przez Platformę jest dokładnie tym, o co chodzi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Pozwoli mu to przenieść ciężar debaty publicznej z tematu walki z epidemią koronawirusa, w czym rząd Zjednoczonej Prawicy nie radzi sobie dobrze, na światopoglądową przepychankę, która podzieli Koalicję Obywatelską i zapewne także całą opozycję.

Kaczyński wciąga nas na swoje pole walki

- tłumaczy poseł Paweł Zalewski. I dodaje:

Głosy, żeby zradykalizować podejście Platformy do kwestii światopoglądowych to wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom Kaczyńskiego

Nasz rozmówca przekonuje, że zwrot Platformy w lewo w kwestiach obyczajowych spowoduje, że "utraci zdolność komunikacji z wyborcami centroprawicowymi, którzy głosowali na Platformę, kiedy zdobywała i utrzymywała władzę".

To byłoby dobrowolne oddanie centrum PSL i Szymonowi Hołowni

- przestrzega.

Jednocześnie konserwatyści zapewniają jednak, że ich apele i oświadczenia nie są wymierzone w wicemarszałkinię Kidawę-Błońską i prace jej zespołu. Mają nadzieję, że propozycja przedstawiona partii przez zespół będzie wyważona i rozsądna, a efekty pracy zespołu staną się przedmiotem gruntownej wewnątrzpartyjnej debaty.

Świat się zmienia

Problemem konserwatystów jest to, że większość nowego kierownictwa partii to przedstawiciele liberalnego skrzydła i zwolennicy złagodzenia obowiązujących przepisów aborcyjnych.

Widać, że kierunek jest jeden. To kierunek na większe zaufanie wobec kobiet. Chciałabym, żeby panowie, którzy bardzo chętnie wypowiadają się na tematy światopoglądowe związane z kobietami, bardziej tym kobietom zaufali

- tłumaczy nam posłanka Agnieszka Pomaska, członkini partyjnych władz i zwolenniczka bardziej progresywnego kursu Platformy w sprawach obyczajowych.

Inny polityk ze skrzydła liberalnego:

Konserwatyści chcą uwalić prace zespołu Kidawy? Tylko co konkretnie, pierwsze przecieki o wynikach tych prac? Z całym szacunkiem dla Małgosi, którą bardzo lubię, ale to, co do tej pory wyszło na temat prac tego zespołu jest... bardzo "małgosiowe". Jest bardzo eleganckim sposobem powiedzenia ludziom, że nie mamy w tej sprawie nic do powiedzenia. Żeby coś uwalić, to trzeba mieć co. Tutaj nawet tego nie ma

Kolejny z naszych rozmówców z Platformy tłumaczy, że zdecydowana większość partii jest za liberalizacją kursu w kwestiach obyczajowych. Dodaje jednak, że "nie umiemy o tym rozmawiać ani wewnątrz, ani – co gorsza – na zewnątrz. To jest duży problem".

Hołownia ma u siebie trzy posłanki liberalno-lewicowe, które na pewno zagłosowałyby za liberalizacją prawa aborcyjnego, a mimo tego udaje mu się kreować swoją partię na głos centrum ws. aborcji

- podkreśla. Pytany o wynik prac zespołu Kidawy-Błońskiej, odpowiada:

Przedstawi coś, co na pewno nie będzie powrotem do "kompromisu aborcyjnego". Będzie przesunięcie w lewo, tylko dzisiaj nikt nie wie, jak mocne. O to właśnie toczy się gra

Politycy Platformy, z którymi rozmawialiśmy, zwracają uwagę na jeszcze jedną kwestię, która w sporze liberałów z konserwatystami ma niebagatelne znaczenie. Chodzi o sondaże dotyczące poglądów Polaków na kwestie aborcji i zaostrzenia prawa w tym obszarze przez obecną ekipę rządzącą.

Co prawda największy odsetek Polaków chciałby pozostania przy tzw. kompromisie aborcyjnym - 51,6 proc. w październikowym badaniu IBRiS-u dla Wirtualnej Polski i 62 proc. z sondażu Kantara dla "Gazety Wyborczej" z tego samego miesiąca - ale liczba zwolenników liberalizacja prawa aborcyjnego zdecydowanie przewyższa tych, którzy chcieliby jego zaostrzenia. W cytowanym badaniu IBRiS-u to 32,4, a Kantara 22 proc. (zwolennicy zaostrzenia prawa to odpowiednio 12,2 oraz 11 proc.).

Co więcej, 59 proc. badanych uważa, że trwałe i nieodwracalne uszkodzenie płodu powinno uprawniać kobietę do możliwości podjęcia decyzji o przerwaniu ciąży (Kantar dla "Gazety Wyborczej"). Z kolei 67 proc. jest zdania, że aborcja z powodu ciężkich wad lub chorób genetycznych płodu powinna być dozwolona.

Najciekawsze i najważniejsze wyniki z punktu widzenia światopoglądowego sporu w Platformie przyniósł jednak sondaż United Surveys dla "Dziennika Gazety Prawnej" i RMF FM z 31 października. Poza badaniem poglądów Polaków na aborcję, dostarczył też cennych informacji partyjnym centralom. Pokazał bowiem, za czym opowiadają się poszczególne elektoraty.

I tak 91 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej akceptuje aborcję, gdy zagrożone jest życie matki. 86 proc. - gdy ciąża jest wynikiem gwałtu. Po 85 proc. dopuszcza przerwanie ciąży w sytuacji, gdy zagrożone jest zdrowie matki albo na podstawie badań medycznych stwierdzono, że dziecko urodzi się z poważnymi wadami. 81 proc. wyborców KO chce dostępu do aborcji w przypadku, gdy ciąża jest wynikiem kazirodztwa. Trzech na czterech wyborców największej formacji opozycyjnej chciałoby możliwości przerwania ciąży w sytuacji, gdy zagrożone jest życie dziecka, a 74 proc. - gdy na podstawie badań lekarskich wiadomo, że dziecko urodzi się z poważnymi wadami (np. zespołem Downa).

Agnieszka Pomaska, posłanka reprezentująca liberalne skrzydło Platformy:

Widzimy, że świat się zmienia, widzimy, jaka jest sytuacja w Europie, widzimy, że tylko w Polsce całkowicie odbiera się kobietom prawo do przerywania ciąży, czyli do decydowania o sobie. Jest oczywistym, że Platforma musi przedstawić stanowisko, które wychodzi naprzeciw oczekiwaniom naszych wyborców

Nie bez znaczenia jest też tutaj to, że od jesieni ubiegłego roku Platforma była aktywna we wspieraniu kobiecych protestów przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Partia jednoznacznie krytykowała zarówno decyzję Trybunału Konstytucyjnego, jak i postępowanie Zjednoczonej Prawicy w tym temacie.

Ja akurat uważam, że trzeba zliberalizować prawo aborcyjne, że trzeba na pewno na ten temat rozmawiać, że decyzja na ten temat powinna być w rękach kobiety

przekonywał pod koniec listopada na antenie TVN24 Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy i wiceszef Platformy.

Borys musi zrobić porządek

Obecna sytuacja jest dla największej formacji opozycyjnej trudna. Zresztą dyskusje o najważniejszych sprawach światopoglądowych nigdy nie należały w Platformie do łatwych. To efekt uboczny koncepcji partii od prawa do lewa, która chce iść "szeroką ławą" i zgarniać wyborców zarówno umiarkowanie lewicowych, jak i umiarkowanie prawicowych. Na razie kierownictwo Platformy nie odniosło się do apeli konserwatystów, czeka na ogłoszenie efektów prac zespołu Kidawy-Błońskiej. Z kolei konserwatyści wciąż liczą, że władze partii jednak podejmą dialog i w partii zostanie przeprowadzona rzeczowa debata o kierunku, w którym Platforma powinna podążać.

Nie chcemy być partią na 10 proc., tylko na 30 proc. albo więcej. Musimy mieć ofertę dla jednych i drugich, tyle że przy takich emocjach społecznych i zmianach obyczajowych, coraz ciężej jest to pogodzić

przyznaje wieloletnie polityk Platformy, który nie chce deklarować się jako członek żadnej z dwóch spierających się frakcji. Nasz rozmówca dodaje:

Żeby zabrać PiS-owi głosy, trzeba odebrać im wyborców. A z legalizacją czy ostrą liberalizacją aborcji na sztandarach jest to niewykonalne. To proste i oczywiste. Tu chodzi o polityczny pragmatyzm, a nie o to, żeby mieć ofertę proaborcyjną

W Platformie żartują, że gdyby przewodniczącym wciąż był Donald Tusk, to kazałby złożyć w Sejmie dwa projekty ustaw dotyczące aborcji - liberalny i konserwatywny. Potem pozwoliłby Zjednoczonej Prawicy oba wyrzucić do kosza, dzięki czemu Platforma miałaby czyste ręce i sumienie, a formację Kaczyńskiego można by obsadzić w roli szwarccharakteru. Wreszcie, jak słyszymy, Tusk zbadałby o nastroje społeczne i sprawdził, gdzie leży więcej głosów, a przy układaniu list na najbliższe wybory pozbył się albo konserwatystów, albo liberałów.

Historia o Tusku nie wzięła się znikąd. Zarówno partyjne doły, jak i osoby z kierownictwa partii są świadome, że obecna sytuacja to ważny i trudny sprawdzian dla przewodniczącego.

To jest test przywództwa Borysa. Może dobrze, że teraz, a nie na trzy miesiące przed wyborami. Czasem jest tak, że przywódcy wykuwają się w boju. Może to jest ten moment, w którym Borys musi pokazać, czy jest prawdziwym liderem, czy do tej roli jeszcze nie dorósł?

- tłumaczy nam polityk sympatyzujący z obecną ekipą kierującą PO. Czy sposobem na pokazanie "papierów" na przywództwo będzie rozstawienie po kątach konserwatystów tak, jak zrobiłby to Tusk?

Budka nie jest Tuskiem i musi znaleźć na to swój własny sposób

- uważa nasz rozmówca.

Sytuacji Budce nie ułatwia fakt, że opór konserwatystów zakulisowo ma wspierać Grzegorz Schetyna i jego stronnicy.

Schet dorzuca tutaj swoje trzy grosze

- tłumaczy nam polityk Platformy dobrze rozeznany w partyjnych rozgrywkach.

On i jego ludzie podpuszczają konserwatystów przeciwko Budce. Robią to bardzo sprytnie, bo nikt z czołowych schetynowców nie podpisuje się pod tymi apelami i listami, ale podjudzają konserwatystów, żeby działo się w partii i żeby Borys miał kłopoty

- dodaje.

Jakiego rozwiązania sporu możemy się zatem spodziewać, jeśli konserwatyści nie zrobią kroku w tył, a kierownictwo partii postawi na liberalizację obyczajowego kursu? Nasi rozmówcy z władz partii zapewniają, że optymalne byłoby, gdy obu stronom udało się pięknie różnić i gdyby obie strony miały na tyle rozsądku, żeby nie wykonywać niepotrzebnych, gwałtownych ruchów.

Wśród platformianych liberałów można też jednak usłyszeć dużo ostrzejsze stanowisko. Wedle niego Platforma się zmienia, bo i czasy się zmieniają, więc albo konserwatyści to zaakceptują, albo szefostwo powinno pokazać im drzwi.

Po co Borysowi [Budce - przyp. red.] teraz tych 20 posłów? Rząd mu na nich "wisi"? Strata tej grupy nie wyglądałaby dobrze, ale jeszcze gorzej wygląda żenująca dyskusja o sprawach partii w mediach czy na Twitterze. Tu nie ma na co czekać, Borys musi zrobić z tym porządek

- mówi jeden z naszych rozmówców.

Znacznie częściej można jednak spotkać się z opinią, że chociaż konserwatyści często i głośno podnoszą temat aborcji, to jeśli decyzja partyjnych władz w tej sprawie będzie nie po ich myśli, nie będą sprawiać problemów.

Mówi polityk dobrze znający konserwatystów, którzy podpisali się pod listem do władz partii:

Kosiniak-Kamysz z chęcią by ich wziął, ale jeśli cała ta grupa poszłaby do PSL, które bierze 30 mandatów w 40 okręgach, to w życiu by się tam wszyscy nie pomieścili. Hołownia też zbyt chętnie ich nie przygarnie. Po co mu formacja od Aśki Muchy po Irka Rasia? Wyśmialibyśmy ich, że są Platformą-bis i byłoby w tym wiele prawdy. Oni o tym wiedzą. W ramach buntu konserwatyści mogą założyć własny klub wewnątrz Koalicji Obywatelskiej, być czymś na kształt konserwatywnej Inicjatywy Polska. Tyle że nawet to nie jest takie proste, bo nie mówimy tu tylko o tych posłach i posłankach, ale o całych środowiskach z radnymi włącznie