"Dziś dużo łatwiej byłoby przejść na drugą stronę". PiS chce się pozbyć Gowina. Ale nie może

Jacek Gądek
Adam Bielan zażądał od Jarosława Gowina dostępu do siedziby Porozumienia i kont. Ale ich nie dostał. Gowin zażądał od Jarosława Kaczyńskiego dymisji ministrów, którzy go zdradzili, ale ten odmówił. Wicepremier wciąż ma 12 posłów, a jeden z jego współpracowników mówi, że działacze Porozumienia zyskali wspólnego wroga - PiS. - Dziś dużo łatwiej niż wcześniej byłoby przejść na drugą stronę - rozważa.

Zobacz nagranie. Czy Gowin wciąż jest partnerem dla PiS-u? Morawiecki: Będziemy dążyć do porozumienia

Zobacz wideo

Jarosław Kaczyński zwykł sarkać o Gowinie swoim współpracownikom tak: - Pamiętam, gdzie on był w 2010 roku.

Teraz znów ma powody. 4 lutego Jarosław Gowin doprowadził do zawieszenia, a 5 lutego do wyrzucenia z Porozumienia Adama Bielana - bliskiego współpracownika Kaczyńskiego. Grupa wspierająca Bielana nie uznaje tej decyzji, a na p.o. prezesa wskazali samego Bielana. Na "pucz" w Porozumieniu zielone światło dać musiał osobiście Kaczyński. Długoterminowym celem jest zmarginalizowanie i pozbycie się Gowina z rządu, by nie musieć razem z nim startować w kolejnych wyborach parlamentarnych (zaplanowanych na 2023 r.)

Spotkanie nr 1

5 lutego doszło do spotkania Kaczyńskiego z Gowinem w cztery oczy. I było bardzo ostro. Według dwóch źródeł przy tej okazji prezes PiS miał do Gowina rzucić cytowane wyżej słowa: "Pamiętam, gdzie byłeś w 2010 roku". Inny nasz rozmówca z kolei tego nie potwierdza. Wersje wydarzeń są zatem różne, choć pewne jest, że prezes PiS zwykł tak mówić o wicepremierze.

11 lat temu Gowin był liderem konserwatywnego skrzydła Platformy Obywatelskiej, a od 2011 r. ministrem sprawiedliwości.

Z tych słów bije zarzut, że Gowin jest mu obcy, bo obóz Jarosława Kaczyńskiego formował się na nowo po katastrofie smoleńskiej z 2010 r., a Gowin był wówczas po drugiej stronie barykady. Ale bije też obawa, że tak jak Gowin porzucił Platformę we wrześniu 2013, tak teraz może zdradzić rząd PiS-u.

Przypomnijmy to, co na Nowogrodzkiej jest doskonale pamiętane: Gowin odszedł z PO w połowie drugiej kadencji jej rządów. Wówczas jeszcze - co Gowin lubi powtarzać - Platforma miała niezłe sondaże (28-34 proc.), choć ustępowała już w nich PiS-owi. Połowa drugiej kadencji PiS minie za osiem miesięcy.

Obcy

Obecnie dwóch Jarosławów - Kaczyński i Gowin - staje się sobie wręcz kulturowo obcych.

Pokazują to dwie rzeczy. Pierwsza: PiS jest wpatrzone w TVP, a Gowina klei już z TVN-em, uznawanym w PiS-ie za "największą partię opozycyjną". Polityk PiS parę dni temu nieprzypadkowo mówił nam pół żartem: "W Porozumieniu chyba myślą, że jak uwalą podatek od mediów, to Monika Olejnik w TVN24 będzie dla nas milsza".

I rzecz druga: rozpuszczanie wieści, że Gowin spotkał się z Donaldem Tuskiem. O to, jakoby Gowin miał dyskutować z Tuskiem, prezes PiS miał zresztą osobiście dopytywać wicepremiera. Gowin publicznie podkreśla, że to kłamstwo i zagroził pozwem przeciwko wPolityce.pl, które podało taką wiadomość.

Spotkanie nr 2

12 lutego doszło do kolejnego spotkania Kaczyńskiego i Gowina. Wicepremier zażądał zdymisjonowania tych członków rządu, którzy stracili rekomendację Porozumienia: Michała Cieślaka, Zbigniewa Gryglasa i Jacka Żalka. Prezes PiS odmówił. Na Nowogrodzkiej nie zdecydowano jeszcze, co z nimi zrobić.

- Oni już nie z ramienia Porozumienia zasiadają w rządzie - słyszymy w otoczeniu wicepremiera, gdy pytamy o Cieślaka, Gryglasa i Żalka.

Porozumienie Gowina też jeszcze nie zdecydowało, czy wskazać nowe osoby na ministra w KPRM i wiceministrów w miejsce tych, którym wycofało rekomendację. O tym zdecydować ma dopiero kolejne posiedzenie władz partii pod wodzą wicepremiera.

Bez przełomu

Rzeczone spotkanie z 12 lutego nic nie przyniosło. - Obwąchiwali się. Nie było żadnych konkretnych wniosków czy ustaleń. Ani Gowin nie groził wyjściem z rządu, ani Kaczyński nie groził mu wyrzuceniem - opisuje jeden z naszych rozmówców. Prezes PiS sugerował, aby Gowin odwiesił swoje uczestnictwo w Radzie Koalicji, ale Gowin odmówił.

Człowiek bliski nowogrodzkiej: - Nam się nie spieszy. Kaczyński może teraz po prostu nie zwoływać Rady Koalicji i tyle. Wcześniej i tak się zbierała rzadko.

PiS nie przecina sporu między "gowinistami" a "bielanistami" w Porozumieniu, licząc że spor wypali tę partię od środka, a część posłów odejdzie od Gowina. Obecnie co prawda stracił teraz czterech posłów, a kilka miesięcy temu odeszła Jadwiga Emilewicz, ale wciąż ma za sobą 12 - bez niego więc (w sumie to 13 szabel) rząd straci większość w Sejmie.

Oto przykład jak PiS stara się nie gasić konfliktu wewnątrz Porozumienia. Szef KPRM Michał Dworczyk wyłamał się i rzucił w RMF FM: "Liderem Porozumienia jest pan premier Gowin, który reprezentuje tę partię". Ale zaraz po wyjściu ze studia sam siebie prostował na Twitterze pisząc: "Wszystkie kwestie statutowe i personalne w Porozumieniu musi rozstrzygnąć samo Porozumienie. W przeciwnym wypadku będziemy zmuszeni czekać na rozstrzygnięcie sądu".

- Dworczyk palnął, ale dobrze, że się wycofał - mówi jeden z rozmówców.

Skończy się w sądzie?

Batalia o Porozumienie faktycznie może się skończyć w sądzie.

Wniosek do sądu o to, aby wykreślić Gowina z rubryki "prezes" i wpisać w nią p.o. prezesa Adama Bielana, zapowiadali już od tygodnia zwolennicy tego drugiego. A wczoraj Bielan - jak informował Onet - zażądał od Gowina wydania mu kluczy do siedziby partii. Zamki w drzwiach do niej (jak informowaliśmy w Gazeta.pl) zostały zmienione tuż przed wybuchem batalii. Zażądał też udostępnienia wszystkich dokumentów i dostępu do kont bankowych partii.

Polityk Porozumienia: - Nie otrzyma żadnych kluczy ani dostępów. Nie ma mowy. Nie ma żadnej podstawy, aby cokolwiek dostał. W rejestrze partii to przecież Jarosław Gowin widnieje jako prezes.

Od jednego z "bielanistów" słyszymy z kolei: - Jak nie dotrzyma terminu 18 lutego na wydanie kluczy, to wyślemy wniosek do sądu rejestrowego o wykreślenie go z władz partii.

"Gowinista" na to: - A to niech sobie idą do sądu.

Gowin chciałby, aby rozłamowcy - wcześniej uznawani przez niego za "zakamuflowana opcję PiS-owską", a teraz już jawną - poszli do PiS, a o Porozumieniu zapomnieli. Polityk bliski wicepremierowi: - Niech idą sobie do PiS-u.

"Bielaniści" chcą jednak walczyć o kontrolę nad Porozumieniem. Sama próba odbicia Porozumienia musiał mieć zielone światło od Kaczyńskiego, więc Gowin oczekuje, że ten sam prezes PiS da znak Bielanowi do odwrotu. Decyzji o odwrocie nie ma.

Gowin zachował kontrolę

Gowin zachował kontrolę nad partią i stanowisko w rządzie. Współpracownik Gowina: - Jeżeli celem puczu było osłabienie Gowina, to wyszło odwrotnie, bo odzyskał sprawczość w partii. Ludzie pozostali w Porozumieniu są teraz gotowi rozważać z nim różne scenariusze polityczne.

Jak dodaje, aktyw Porozumienia jest dziś zintegrowany, bo czuje zagrożenie ze strony PiS. - Mają wroga i są zdolni do radykalnych działań. Dziś dużo łatwiej niż wcześniej byłoby przejść na drugą stronę - rozważa.

Kluczem do pozycji Gowina jest lojalność 12 posłów, których wciąż utrzymuje przy sobie. Polityk Porozumienia: - Nie ma żadnych sygnałów, żeby ktoś się wahał.

Przez "bielanistów" każdy poseł Porozumienia jest prześwietlany, czy mógłby i z jakich powodów odejść od Gowina. I tak na przykład Andrzej Sośnierz jest chwiejny, ale to też wielka indywidualność, a i jego sytuacja osobista nie umknęła Nowogrodzkiej.

Kalkulacje: 4 czy 12?

"Bielaniści" skalkulowali, że przy Gowinie pozostać może raptem czterech posłów: Wojciech Maksymowicz, Michał Wypij, Magdalena Sroka i Iwona Michałek. - Oni pójdą w ogień za Gowinem - słyszymy. A reszta posłów - kalkulowali - porzuci go, gdyby Porozumienie miało rzeczywiście trafić do opozycji. - Są przy Jarku, póki Jarek jest przy PiS - słyszymy. Nie ma jednak decyzji PiS o przetestowaniu takiego scenariusza i postawienia przed "gowinistami" wyboru: albo porzucacie Gowina, albo wynocha do opozycji.

Wicepremier włożył w ostatnich miesiącach dużo pracy w skonsolidowanie Porozumienia. Dziś jego polityka jest prosta: nie ma miejsca na podważanie jego pozycji w partii. Stąd Gowin pisał twardo w liście do członków Porozumienia: "Nie jesteśmy partią największą - a od kilku dni, dzięki Bogu - nawet odrobinę mniejszą. Ale jesteśmy za to partią najodporniejszą na polityczną demoralizację i polityczną korupcję".

I przestrzegał: "Nikt z nas nie ma prawa do szukania na zewnątrz możnych politycznych protektorów [w domy J. Kaczyńskiego - red.] - dla korzyści osobistych, dla kariery i stanowisk, a kosztem całego naszego środowiska i kosztem stabilności demokratycznego rządu wspieranego parlamentarną większością Zjednoczonej Prawicy".

Współpracownik Gowina ostrzega PiS: - Jak rozkołyszą łódkę, to mogą z niej wypaść wszyscy.

Więcej o: