Platforma ostrzega Hołownię po nieudanym transferze Zimocha i Hennig-Kloski. "Warto, żeby Szymon o tym pamiętał"

Łukasz Rogojsz
Szymon Hołownia nie próżnuje i robi, co może, żeby jeszcze tej wiosny mieć koło poselskie w Sejmie. Koalicji Obywatelskiej właśnie udało się storpedować dwa kolejne transfery z KO do Polski 2050. Mimo tego, w największej formacji opozycyjnej kończy się cierpliwość do ciągłych prób podbierania parlamentarzystów.

W czwartek rano biuro prasowe Polski 2050 zapowiedziało na godzinę 11:05 tego samego dnia konferencję prasową w Sali Kolumnowej Sejmu. "Szymon Hołownia, Hanna Gill-Piątek i Michał Kobosko przedstawią nowe osoby dołączające do Polski 2050" - czytaliśmy w treści maila rozesłanego do dziennikarzy.

Wspomnianymi "nowymi osobami dołączającymi do Polski 2050" mieli być Paulina Hennig-Kloska i Tomasz Zimoch. Zawczasu informowała zresztą o tym Interia. Ambitne plany Hołowni spaliły jednak na panewce. Niespełna godzinę przed konferencją, Polska 2050 musiała odwołać całe wydarzenie. "Z przyczyn niezależnych od organizatora" - tłumaczyło biuro prasowe formacji Hołowni. Przyczyny były zaś prozaiczne - na ostatniej prostej Koalicja Obywatelska przekonała swoich parlamentarzystów, żeby nie zmieniali barw partyjnych.

Zobacz wideo Jak w Platformie patrzą na podchody Polski 2050 pod kolejnych parlamentarzystów KO?

Rozmowy ostatniej szansy

Nasi rozmówcy z Koalicji Obywatelskiej mówią, że z obojgiem parlamentarzystów odbywały się bezpośrednie rozmowy ostatniej szansy. Hennig-Kloskę do ostatniej chwili przekonywali posłowie Adam Szłapka i Katarzyna Lubnauer, obecny szef i była szefowa partii.

Mówi jedna z posłanek Nowoczesnej:

Paulina jest bardzo mocno związana z Nowoczesną. Nie tylko czysto politycznie, ale też osobiście, mamy tu w naszym gronie niemal przyjacielskie relacje. Na końcu podjęła jednak samodzielną decyzję

Ostatecznie posłankę do nieporzucania Koalicji Obywatelskiej udało się namówić w środę. Tego dnia wieczorem było już niemal pewne, że nie zmieni barw partyjnych, chociaż w klubie parlamentarnym Koalicji Obywatelskiej o jej decyzji dowiedzieli się dopiero w czwartek przed południem. Wywołało to duże zaskoczenie, bo Hennig-Kloska była już spisana na straty jako kolejny polityczny łup Hołowni i jego ludzi.

Z Zimochem sytuacja była inna, bo nawet w kierownictwie Platformy nikt do końca nie wie, kto stoi za odwiedzeniem go od transferu do Hołowni.

Tomek został, ale to raczej tylko tymczasowo. Mentalnie on już jakiś czas temu podjął decyzję o odejściu, mentalnie jest poza Platformą. Czasami to jest po prostu telefon od jednego czy drugiego kolegi, który przekona go do odwleczenia decyzji

- słyszmy od jednego z posłów Platformy.

Jak dodaje nasz rozmówca, Zimoch "ma poczucie niezrealizowania, uważa, że jego pomysły są lepsze od pomysłów innych, a nikt ich nie chce realizować". Paradoksalnie, w Platformie nie ma wielkiego entuzjazmu po zatrzymaniu Zimocha, bo członków partii męczy jego (najczęściej publiczna) krytyka partii oraz kierownictwa. Podkreślają też, że jest trudny we współpracy.

Po wyborach prezydenckich chodził i mówił, że gdyby Trzaskowski wykorzystał jego pomysły, to dzisiaj byłby prezydentem Polski

- wspomina z ironią jeden z posłów PO, z którym rozmawiamy o sprawie. I dodaje:

Jak się jest najmądrzejszym i wchodzi się do polityki, gdzie jest wielu najmądrzejszych, to zderzenie jest nieuniknione

Naruszone zaufanie

Zablokowanie podwójnego transferu to z jednej strony wizerunkowo-polityczny sukces Koalicji Obywatelskiej - zwłaszcza po niedawnym, także podwójnym udanym transferze z KO do Polski 2050 - ale z drugiej sygnał ostrzegawczy. W Koalicji Obywatelskiej można usłyszeć coraz więcej głosów, że polityczne łowy Hołowni i jego ludzi zaczynają robi się dla największej formacji opozycyjnej mocno irytujące.

Mówi polityk PO dobrze zorientowany w sytuacji wewnątrz partii:

Nasi zaczynają dawać do zrozumienia Hołowni i jego ludziom, żeby trochę przystopowali z tymi transferami, bo jak będziemy musieli kiedyś współpracować - a będziemy musieli, bo PiS nie spadnie do wyborów poniżej 30-35 proc. - to postawimy twarde weto na tych, którzy kiedyś u nas byli. Na końcu głowy zdrajców zawsze spadają

Poseł Platformy:

Jeśli ktoś ma odchodzić, jeśli ktoś nie czuje się dobrze w Koalicji Obywatelskiej, to lepiej, żeby odszedł teraz niż za dwa lata w kampanii wyborczej

Polska 2050 ma aktualnie trójkę parlamentarzystów. To posłanki Joanna Mucha i Hanna Gill-Piątek oraz senator Jacek Bury. Były kandydat na prezydenta chciałby mieć koło zarówno w niższej, jak i wyższej izbie parlamentu. Zresztą nie kryje, że takie są jego ambicje.

Sondowanie kolejnych parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej przez Hołownię ma jednak swoje pozytywy. Wywołało ruch w samej Koalicji i większe zaangażowanie w dialog z parlamentarzystami oraz przypisywanie im różnego rodzaju zadań. Wiadomo bowiem, że z partii odchodzą ci, którzy nie czują się w niej potrzebni i są rozczarowani obrotem spraw.

Naprawdę mamy w planach sporo pomysłów, sporo inicjatyw i okazji do tego, żeby się pokazać nie zabraknie. To jest zaleta bycia w dużym i silnym klubie parlamentarnym. Myślę, że to też jest ważna zmienna w tym kontekście

- przekonuje w rozmowie z Gazeta.pl jeden z czołowych polityków Platformy.

Formułuje też jednak swego rodzaju przestrogę pod adresem Hołowni i jego ludzi:

Opozycja jest skazana na współpracę, jeśli chce pokonać PiS i odzyskać władzę, a wszelka współpraca w polityce opiera się na zaufaniu. Podbieranie posłów i posłanek tego zaufania nie buduje i warto, żeby Szymon Hołownia o tym pamiętał

Jedna z posłanek Nowoczesnej pytana o zabiegi Hołowni porównuje je do tego, co swego czasu Nowoczesnej zrobił Grzegorz Schetyna, który w grudniu 2018 roku skonsumował jedną trzecią klubu poselskiego swojego koalicjanta, jednocześnie redukując Nowoczesną do rangi koła poselskiego. Po tamtych wydarzeniach relacje pomiędzy Nowoczesną a Platformą Schetyny już nigdy nie wróciły do normy.

Teraz na tapecie jest ogłoszona przez Borysa Budkę i Rafała Trzaskowskiego propozycja Koalicji 276, która miałaby zagwarantować dzisiejszej opozycji zdobycie liczby mandatów w Sejmie pozwalającej na odrzucenie prezydenckiego weta. Druga sprawa to zakusy PiS-u na opodatkowanie prywatnych mediów i zmuszenie ich tym samym do ukorzenia się przed rządem. Zdaniem naszych rozmówców, w takich okolicznościach wyborcy opozycji oczekują jeśli nie współpracy formacji po tej stronie barykady, to przynajmniej życzliwej neutralności. Na pewno nie wojenek w rodzinie i podbierania sobie parlamentarzystów.

Mówi posłanka Nowoczesnej:

Hołownia bardzo usilnie dąży do stworzenia swojego koła poselskiego, ale to nie jest dobry czas na takie ruchy, na podbieranie posłów. To nie zostałoby dobrze odebrane przez wyborców opozycji. Niech uważa, żeby nie stać się drugim Schetyną, który też myślał tylko o tym, kiedy, kogo i od kogo przejąć
Więcej o: