Kaleta przypisał Zjednoczonej Prawicy zasługi za uniewinnienie Komendy. Ten już raz skrytykował władzę

Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta stwierdził w rozmowie z portalem niezalezna.pl, że uniewinnienie Tomasza Komendy nie byłoby możliwe bez reformy prokuratury dokonanej przez rządy Zjednoczonej Prawicy. Nie wspomniał jednak, że według ustaleń "Gazety Wyborczej" w 2001 r. ówczesny prokurator generalny Lech Kaczyński miał naciskać na to, by Komenda usłyszał zarzuty. Zbigniew Ziobro, który dziś pełni tę samą funkcję, był wówczas bliskim współpracownikiem późniejszego Prezydenta RP. Sam Komenda skrytykował już trzy lata temu rządzących za rozgrywanie jego sprawy w celach politycznych.

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Opolu zasądził na rzecz Tomasza Komendy 12 mln zł zadośćuczynienia oraz 811 tys. 533 zł odszkodowania od Skarbu Państwa. Jest to najwyższe w historii polskiego sądownictwa zadośćuczynienie i odszkodowanie za niesłuszne pozbawienie wolności. Wyrok nie jest prawomocny.

Tomasz Komenda i mecenas Zbigniew ĆwiąkalskiĆwiąkalski o sprawie Komendy. "To na pewno nie jest jednostkowy wypadek"

Kaleta o sprawie Komendy: Gdyby nie reforma prokuratury to prawdopodobnie dalej byłby w więzieniu

Komenda został skazany na 25 lat więzienia za gwałt i morderstwo 15-letniej Małgorzaty. Do tzw. zbrodni miłoszyckiej doszło podczas zabawy sylwestrowej 1996/1997 w Miłoszycach na Dolnym Śląsku. Podczas gdy Komenda odsiadywał zasądzoną karę, wyszło na jaw, że nie popełnił czynów, za którego skazano. W 2018 roku Sąd Najwyższy uchylił wyroki skazujące mężczyznę, stwierdzając, że jest niewinny, a dowody w sposób jednoznaczny wykluczają jego sprawstwo. Komenda wyszedł na wolność po 18 latach spędzonych za kratami.

W wywiadzie, którego fragmenty opublikowano we wtorek na portalu niezalezna.pl, wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta (Solidarna Polska) przekonywał, że "gdyby nie reforma prokuratury to prawdopodobnie pan Tomasz Komenda dalej byłby w więzieniu".

"Po zmianie w prokuraturze przyszła determinacja, żeby sprawę dogłębnie wyjaśnić. Rzadko się o tym mówi, ale to jest jednak refleksja ze strony zreformowanej instytucji, jaką jest prokuratura, doprowadziła do przełomu w sprawie i możliwości uwolnienia pana Tomasza Komendy, który w sposób niezgodny z faktami został osądzony i skazany" - powiedział Kaleta. 

Zobacz wideo Zbigniew Ziobro: Ubolewam nad sytuacją Krzysztofa Komendy

"To pokazuje, że reformy wymiaru sprawiedliwości się dokonują, ale jest rzeczywiście jeszcze wiele do zrobienia i liczymy na poparcie Zjednoczonej Prawicy, by w końcu te reformy zakończyć" - dodał.

Komenda: Denerwuje mnie, że władza traktuje mnie jak maskotkę  i chce z mojego uniewinnienia zrobić swój sukces

Przypomnijmy, że po dojściu Zjednoczonej Prawicy do władzy, ponownie połączono funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego - obie od 2016 r. pełni Zbigniew Ziobro

Po uniewinnieniu Komendy również Ziobro przekonywał, że było ono efektem reformy wymiaru sprawiedliwości, którą od zapoczątkowała Zjednoczona Prawica oraz pracy prokuratora Bartosza Biernata. [Biernat - red.] rzekomo od 2010 r. miał mieć wątpliwości w tej sprawie, ale poprzednia władza miała to zamieść pod dywan. Tyle że Biernat w śledztwie nie brał udziału" - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

W 2018 r. do twierdzeń Ziobry odniósł się sam Komenda. "Nie rozumiem, jak Zbigniew Ziobro może pokazywać jako bohatera człowieka, który od 2010 r. miał wiedzieć o tym, że siedzę niewinnie, ale nic nie zrobił. Jeżeli faktycznie był przekonany o mojej niewinności, to dlaczego musiałem spędzić w więzieniu kolejnych osiem lat?" - powiedział w rozmowie z "Wyborczą".

"Denerwuje mnie, że władza traktuje mnie jak maskotkę i chce z mojego uniewinnienia zrobić swój sukces. To, że jestem na wolności, zawdzięczam przede wszystkim pracy pana Remigiusza z CBŚ, ale też dwóch prokuratorów Dariusza Sobieskiego i Roberta Tomankiewicza" - dodał. 

"Wyborcza": Lech Kaczyński miał naciskać w sprawie Komendy

Warto w tym momencie przypomnieć, że Ziobro był przed dwudziestoma laty zastępcą Lecha Kaczyńskiego, który od 2000 do 2001 r. pełnił funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Od 2000 r. lider Solidarnej Polski pracował w MS, początkowo jako sekretarz zespołu ds. nowelizacji kodyfikacji prawa karnego, by rok później zostać wiceszefem resortu. 

W 2018 r. dziennikarze "Gazety Wyborczej" Wojciech Czuchnowski i Ewa Wilczyńska dotarli do informacji, że Kaczyński jako prokurator generalny miał naciskać na to, by postawić zarzuty Tomaszowi Komendzie. Sprawą zgwałconej i zamordowanej 15-letniej Małgosi zajął się po rozmowie z adwokatką jej rodziców, która wspomniała, że akta sprawy trafiły później za jego sprawą do Warszawy. Osoby prowadzące sprawę odwoływano. W końcu prokurator Tomasz Fedyk wydał akt oskarżenia.

Tomasz KomendaKomenda o zadośćuczynieniu: To tylko zera na koncie, nikt mi nie odda 18 lat

Jak opisywali to Czuchnowski i Wilczyńska, Kaczyński wprowadził zwyczaj angażowania się Prokuratora Generalnego w działania podwładnych. "Wykorzystujemy instytucję nadzoru dla wywierania nieustannego nacisku na zaostrzenie działań prokuratury. Ster został przestawiony, choć oczywiście przed okrętem jeszcze długa droga" - mówił "Wyborczej" w listopadzie 2000 r. Skarżył się, że prokuratura nie mogła znaleźć winnych zbrodni: "są ślady zębów tego zbira, ślady DNA, wszelkie możliwe znaki - i nie można postawić zarzutu. Taki sposób interpretacji praw człowieka, które czynią przestępców bezkarnymi, a ofiary bezbronnymi, stanowi zagrożenie dla porządku społecznego".

W 2018 r. Sąd Najwyższy stwierdził, że ślady zębów znalezione na ciele ofiary nie należały do Komendy. 

W oświadczeniu wydanym po publikacji artykułu "GW" oświadczenie wydała Prokuratura Krajowa. Mogliśmy w nim przeczytać, że "nieprawdą jest, że w 2000 r. ówczesny Prokurator Generalny Lech Kaczyński wpływał na decyzje Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu" ws. zarzutów dla Komendy.  

"Zarzuty zgwałcenia skutkującego śmiercią pokrzywdzonej zostały podejrzanemu postawione 18 kwietnia 2000 r., czyli na dwa miesiące przed powołaniem Lecha Kaczyńskiego na stanowisko Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego - informuje prokuratura. Podała też, że zmiany kwalifikacji czynu na zabójstwo dokonał Sąd Okręgowy we Wrocławiu.

Lech Kaczyński w 2000 roku, kiedy był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnymNaciski Kaczyńskiego ws. Komendy? Oświadczenie

PK zaznacza, że "w dokumentacji sprawy nie ma żadnych poleceń Prokuratora Generalnego dotyczących sposobu zakończenia tego postępowania". Jednak "Wyborcza" nie informowała o tym, że Kaczyński wydawał bezpośrednie polecenia. Chodziło o publiczne wypowiedzi prokuratora generalnego oraz odwołanie prowadzących sprawę.

Więcej o: