Jadwiga Emilewicz miała wrócić do rządu. Wypad na narty w tym przeszkodził

Jacek Gądek
Jadwiga Emilewicz bardzo chciała wrócić do rządu - na stanowisko ministra klimatu i środowiska. Obecny szef resortu Michał Kurtyka chce z kolei odejść. Plan póki co upadł. Dlaczego? Emilewicz wywołała kryzys wokół siebie, bo łamiąc rządowe przepisy, wysłała synów na obóz narciarski. Z kolei Kurtyka przegrał walkę o fotel szefa OECD.

Zobacz nagranie. Delegacje prokuratorów do odległych miast. Bo "jest pandemia":

Zobacz wideo

Mówi polityk bliski kancelarii premiera: - Emilewicz musi teraz posiedzieć w szatni. Długo, może z rok.

A już była blisko.

Emilewicz od tygodni sama tworzyła klimat dla wprowadzenia się do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Twardo broniła decyzji Rady Europejskiej z grudnia o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 r. (z wcześniejszych 40 proc.). Pokazywała się w ten sposób jako specjalistka od spraw klimatu.

Dawała też - podkreślając swoją lojalność - odpór krytyce pod adresem premiera Mateusza Morawieckiego (PiS), który na szczycie UE akceptował ambitny cel klimatyczny. Premiera ostrzeliwała bowiem Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. - Konsekwencją bezkrytycznej realizacji unijnej polityki klimatycznej w Polsce jest i nadal będzie drastyczny wzrost cen energii elektrycznej i ciepła dla milionów Polaków - pisał Janusz Kowalski, wiceminister i poseł SP. Emilewicz publicznie się z nim spierała.

I druga rzecz: stworzyła w Sejmie mały, ale własny Zespół ds. Gospodarki Zeroemisyjnej i Europejskiego Zielonego Ładu.

Emilewicz miała realną szansę na powrót do rządu. Sprzyjał temu również ważny fakt, że obecny minister klimatu Michał Kurtyka chce odejść z resortu klimatu i zakotwiczyć w jakiejś międzynarodowej organizacji. Celował w fotel sekretarza generalnego Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). - Był pewny, że mu się uda i dostanie to stanowisko - mówi osoba bliska jego resortowi. Emilewicz mu kibicowała.

Wybór szefa tej organizacji ma nastąpić do marca 2021 r. Polska wycofała jednak kandydaturę Kurtyki, bo okazało się, że jest on bez szans. Mimo porażki Kurtyka koniecznie chce jednak z rządu odejść. A Emilewicz wrócić.

Z powrotu Emilewicz do rządu zadowolony byłby Morawiecki, bo należy ona do wąskiego kręgu polityków w Zjednoczonej Prawicy wiernych premierowi. Resort klimatu i środowiska pod jej wodzą byłby w sferze silnych wpływów premiera. - Zabieganie teraz o stanowisko dla Emilewicz byłoby sprzeczne z interesem samego premiera - mówi rozmówca bliski KPRM-owi. Wszystko przez wypad rodziny Emilewiczów na narty.

Była wicepremier i minister rozwoju sama sobie jednak napytała biedy. I odsunęła wizję powrotu do rządu. Powodem był - opisany przez tvn24.pl - wypad rodziny Emilewicz na narty i uczestnictwo jej synów w obozie narciarskim, choć nie posiadali oni koniecznej, bo wymaganej antycovidowym rozporządzeniem rządu, licencji Polskiego Związku Narciarskiego. Emilewiczowie szusowali do 6 stycznia, a wnioski o licencję trafiły do PZN 7 stycznia.

Emilewicz początkowo twierdziła, że licencje mieli, a potem ona sama zniknęła. Polityk PiS bliski Nowogrodzkiej pytany o ewentualne kary dla Emilewicz: - Analizujemy i rozważamy.

Ale centrala PiS obrała taktykę na przeczekanie, co już się de facto udało.

Gdy sprawa wybuchła, politycy PiS byli bardziej skorzy do wieszczenia - co i tak byłoby karą pieszczotliwą - krótkiego zawieszenia w prawach członka klubu PiS. Dziś nie ma nawet wniosku o zawieszenie, a Emilewicz miała się pokajać na Nowogrodzkiej. Sprawa przysycha.

- W Sejmie potrzebna jest szabla - podkreśla rozmówca bliski rządowi. Dziś klub PiS liczy 234 posłów, a większość w Sejmie to 231, zatem każdy głos jest ważny.

Już tydzień temu, tuż po wybuchu sprawy, jeden z polityków PiS bliskich Nowogrodzkiej mówił: - Jej zawsze do tej pory wszystko uchodziło na sucho.