Afera podsłuchowa. Były dziennikarz "Wprost" prawomocnie skazany na 18 tys. zł grzywny. "Czuję absmak"

W czerwcu 2014 r. funkcjonariusze ABW pojawili się w redakcji tygodnika "Wprost" i próbowali zarekwirować nośniki, na których znajdowały się materiały dotyczące afery podsłuchowej. Po ponad sześciu latach od tych wydarzeń, sąd II instancji prawomocnie skazał Michała Majewskiego, ówczesnego dziennikarza tygodnika, na karę 18 tys. zł grzywny. "Czuję się potraktowany niesprawiedliwie, ponieważ w tamtym momencie chodziło o wartość dla dziennikarzy fundamentalną, czyli ochronę źródeł informacji" - stwierdził Majewski w rozmowie z Onetem.

Po tym, jak w czerwcu 2014 r. "Wprost" opublikował zapisy rozmów polityków Platformy Obywatelskiej, potajemnie nagranych w restauracji "Sowa i Przyjaciele, w redakcji tygodnika pojawili się funkcjonariusze ABW oraz prokurator. Próbowali oni zarekwirować nośniki, na których znajdowały się materiały dotyczące afery podsłuchowej.

Zobacz wideo Kulisy wejścia CBA do PZPN-u

Ówczesny redaktor naczelny Sylwester Latkowski oraz dziennikarz tygodnika Michał Majewski skutecznie do tego nie dopuścili. Szerokim echem odbił się film, na którym widać, jak Latkowski kurczowo trzyma redakcyjnego laptopa, który próbują mu wyrwać funkcjonariusze ABW. Akcja służb spotkała się wówczas z krytyką niemal całego środowiska dziennikarskiego. 

 

Akcja ABW redakcji tygodnika "Wprost". Rok temu Michał Majewski został skazany na 18 tys. zł grzywny 

W lutym 2020 r. Sąd Rejonowy w Warszawie skazał Majewskiego na 18 tys. zł grzywny za - jak określił to sam dziennikarz - "przeszkadzanie w odebraniu Latkowskiemu laptopa".

"Sędzia Monika Tkaczyk-Turek z Sądu Rejonowego w Warszawie, w procesie z oskarżenia Józefa Gacka prokuratora dowodzącego akcją we Wprost, uznała mnie za winnego i skazała [...] z artykułu 224 § 2 kodeksu karnego. Wtrącę tylko, że jeszcze za czasów rządów prokuratura Andrzeja Seremeta i koalicji PO-PSL śledczy prowadzili postępowanie dotyczące tej kwestii i umorzyli je, nie dopatrując się znamion przestępstwa w naszych zachowaniach" - opisywał w lutym na łamach "Wprost" Majewski.

Według art. 224 § 2 Kodeksu karnego podlega karze ten, kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej. "W żadnym razie nie było tam przemocy z mojej strony, czy też gróźb. Przypisane mi zachowania po prostu nie miały miejsca. I żeby było jasne, proces w najmniejszym stopniu nie wskazał bym używał przemocy, czy też komuś groził. Nie padło ani jedno obraźliwe słowo!" - tłumaczył przed rokiem Majewski.

Sąd II instancji podtrzymał wyrok ws. Majewskiego. "Czuję absmak związany z tą sprawą"

We wtorek dziennikarz poinformował na Twitterze, że wyrok został podtrzymany przez sąd II instancji. Tym samym więc stał się prawomocny. 

"Niestety, wyrok w całości podtrzymany w apelacji. 18 tysięcy PLN kary za sprzeciw wobec akcji służb we Wprost w 2014 roku" - napisał Majewski. 

Po ogłoszeniu wyroku Majewski stwierdził w rozmowie z Onetem, że "czuje absmak związany z tą sprawą". "Czuję się potraktowany niesprawiedliwie, ponieważ w tamtym momencie chodziło o wartość dla dziennikarzy fundamentalną, czyli ochronę źródeł informacji. I sprzeciw wobec agresywnego potraktowania dziennikarza przez funkcjonariuszy służb specjalnych" - podkreślił Majewski.

Dodał, że każdy dziennikarz, który wydaje swoich informatorów lub pozwala na to, jest "zawodowo skończony". "Może podrzeć swą legitymację i wziąć się za inne zajęcie. I to była właśnie kolizja dóbr najpoważniejsza, czego sąd nie wziął pod uwagę. I to boli" - powiedział Onetowi.