Mosbacher o zamieszkach w Waszyngtonie. "Ci, którzy robili złe rzeczy, zostaną ukarani"

- Był to mroczny, ponury i smutny dzień. [...] Mamy w Stanach Zjednoczonych rządy prawa i przejdziemy przez ten czas. Ci, którzy robili złe rzeczy, zostaną ukarani w majestacie prawa. Wierzę w to. Wierzę, że wracam do tego samego kraju, z którego wyjeżdżałam 2,5 roku temu - powiedziała Georgette Mosbacher, która kończy swoją misję dyplomatyczną w Polsce, odnosząc się do zamieszek w Stanach Zjednoczonych.

W czwartek na antenie TVN24 Georgette Mosbacher, ambasadorka USA, która kończy swoją misję dyplomatyczną w Polsce, odniosła się do zamieszek, do których doszło 6 stycznie w Waszyngtonie. Wskutek szturmu na Kapitol zginęło pięć osób, a 68 zostało aresztowanych.

- Był to mroczny, ponury i smutny dzień. To było strasznie bolesne, kiedy się to oglądało. Nie da się tego wybronić ani wytłumaczyć, ale z drugiej strony widziałam już bardzo wiele demonstracji, jakkolwiek będziemy je nazywać. Mamy w Stanach Zjednoczonych rządy prawa i przejdziemy przez ten czas. Ci, którzy robili złe rzeczy, zostaną ukarani w majestacie prawa. Wierzę w to. Wierzę, że wracam do tego samego kraju, z którego wyjeżdżałam 2,5 roku temu. Tak, demokracja bywa czasami bałaganiarska, pojawiają się czarne owce, które wychodzą poza ramy zachowania cywilizowanego. Widzieliśmy to już wcześniej, zobaczymy to znowu, ale przejdziemy przez to. [...] Jestem optymistką, wierzę, że nasza praworządność się utrzyma, że te rany się zaleczą, demokracja jest silna - powiedziała.

Zobacz wideo Zwolennicy Trumpa wtargnęli do Kapitolu

"Rzeczą dla mnie najważniejszą był program ruchu bezwizowego"

Dyplomatka opowiedziała również o tym, jak objęła posadę w Polsce i co było dla niej największym wyzwaniem. - Zadzwonił do mnie prezydent, zapytał się, czy chciałabym pracować tutaj, a potem zadzwoniło biuro ds. personelu Białego Domu i zaoferowało mi placówkę w Polsce. Prezydent doszedł do wniosku, że biorąc pod uwagę to, jak ważna jest Polska dla naszych dwustronnych stosunków, to byłoby to dobre miejsce dla mnie. Zgodziłam się i reszta to już dosłownie historia - powiedziała.

- Wyzwań było mnóstwo. [...] Powiedziałabym, że rzeczą dla mnie najważniejszą był program ruchu bezwizowego, ponieważ włączenie do niego Polski obiecywało już kilku prezydentów. Poza tym uważałam, że obowiązek wizowy dla Polaków był po prostu bez sensu -  stwierdziła dyplomatka.

Więcej o: