Spór w TK o uzasadnienie wyroku ws. aborcji. A to kluczowa rzecz dla PiS

Jacek Gądek
Trybunał Konstytucyjny nie publikuje pisemnego uzasadnienia do orzeczenia ws. ustawy antyaborcyjnej z powodu sporu wśród sędziów, którzy to orzeczenie poparli. A to treść tego uzasadnienia jest dla PiS kluczowa.

- Jest bliżej niż dalej, ale wciąż czekamy - mówi jeden z parlamentarzystów PiS. Z kolei szef klubu PiS prof. Ryszard Terlecki tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, pytany o spodziewany termin publikacji orzeczenia TK, odparł: - Myślę, że w styczniu.

No i jest styczeń, a orzeczenie TK, że aborcja ze względu "duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu" jest niezgodna z konstytucją, wciąż nie jest opublikowane. To decyzja premiera Mateusza Morawieckiego, który nakazał Rządowemu Centrum Legislacji wstrzymanie się z publikacją wyroku. Przekaz PiS, powtarzany jak mantra, jest taki: czekamy na pisemne uzasadnienie. Centrala PiS liczy, że treść tego uzasadnienia pozwoli na uznanie, iż legalna pozostaje aborcja z uwagi na wady letalne (śmiertelne) płodu.

W TK - jak wynika z naszych rozmów - wyniknął jednak spór o treść uzasadnienia, a właściwie o treści uzasadnień. Nasz rozmówca opisuje ten proces.

Zobacz wideo Jadwiga Emilewicz: Aborcja na życzenie jest dla mnie moralnie i etycznie nieakceptowalna:

Wyrok 13-osobowego składu TK zapadł większością głosów 11:2. Tych dwóch sędziów (prof. Leon Kieres i Piotr Pszczółkowski), zgłosiło zdanie odrębne od - podkreślmy - samego wyroku. Wyrok mieli już podpisać wszyscy głosujący za nim sędziowie TK. Ale - co nawet ważniejsze - paru sędziów spośród 11 popierającej wyrok zgłosiło, że mają zdania odrębne od samego jego uzasadnienia. Problem, słyszymy, ma polegać na tym, że brakuje złożonych na piśmie zdań odrębnych do samego uzasadnienia.

O kształt pisemnego uzasadnienia wyroku toczyła się już od tygodni cicha bitwa także między politykami PiS a sędziami TK. Trybunał - w ustnych motywach wyroku - przedstawił twarde stanowisko, że przesłanka embriopatologiczna, nazywana w środowisku pro-life eugeniczną, jest niezgodna z konstytucją i kropka. Nie poczyniono żadnego rozróżnienia między wadami letalnymi (prowadzącymi niechybnie do śmierci dziecka) a np. zespołem Downa.

- Sędziom były przekazane nasze prośby, aby uznali jakieś rozróżnienie - mówi polityk Zjednoczonej Prawicy. Czy dały jednak skutek? - Nie wiemy - słyszymy.

O ile początkowo jednak politycy PiS przekonywali, że TK może w uzasadnieniu "otworzyć furtkę" do takiego rozróżnienia (mimo że w ustnych motywach nie było o tym ani słowa), to narracja ta się z czasem nieco zmieniła. Tę korektę dał do zrozumienia sam prezes PiS. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", w odpowiedzi na pytanie o legalność aborcji w razie stwierdzenia wad letalnych, stwierdził: - To jest sprawa do dyskusji, ale to raczej należy do tego przepisu, którego nie uchylono, mówiącego o zagrożeniu dla życia i zdrowia matki.

TK zajmował się bowiem jedną z trzech przesłanek do legalnej aborcji - aborcją ze względu na wady płodu. Wniosek, który badał, nie dotyczył przesłanek o "zagrożeniu dla życia lub zdrowia kobiety" ani o "powstaniu ciąży w wyniku czynu zabronionego". Linia centrali PiS jest taka: nawet jeśli TK usuwa z ustawy całą przesłankę nr 2 o wadach płodu (nie rozróżniając wad letalnych od tych niebędących śmiertelnymi), to aborcja w przypadkach wad letalnych pozostanie legalna, bo nie wyrzucono przecież przesłanki nr 1 o "zagrożeniu dla zdrowia i życia matki".

Mówi polityk PiS: - Jarosław Kaczyński nie jest twardogłowy i nie chce zakazu aborcji w razie wad letalnych. Jest za dopuszczalnością przerwania ciąży w ich przypadku.

W samym PiS można usłyszeć, że taka interpretacja jest próbą obejścia wyroku TK i nadaniu mu takich skutków, jakich oczekiwał J. Kaczyński. Jest jednak też przekonanie, że bardzo twarde uzasadnienie do wyroku może uniemożliwić takie właśnie, jak mówił prezes partii, zinterpretowanie wyroku i ukształtowanie praktyki ws. aborcji: uznanie wad letalnych płodu za przesłankę dopuszczającą aborcję ze względu na zagrożenie dla zdrowia lub życia kobiety.

Mówi polityk obozu rządzącego: - Twardogłowi sędziowie mogą w uzasadnieniu wyroku zamknąć nam furtkę do tego.

Prezes PiS ma ograniczony wpływ na TK w tej konkretnej sprawie, bo dotyka ona sumień ludzi zasiadających w TK. Kaczyński był autentycznie zaskoczony, gdy 22 października Trybunał ogłaszał orzeczenie twardsze, niż spodziewał się prezes PiS. O ile miał wpływ na czas jego ogłoszenia, to na treść już nie, choć był pewien, że pójdzie ono w kierunku zaostrzenia prawa antyaborcyjnego.

Podobnie ma być z uzasadnieniem wyroku i to mimo że prywatnie Jarosław Kaczyński oraz Mateusz Morawiecki mają bardzo bliskie, przyjacielskie relacje z Przyłębską. - Sama Przyłębska nie ma jednak władzy nad innymi sędziami - słyszymy od jednego z ważniejszych posłów PiS. Premier z prezesem mogą zatem wiedzieć zawczasu o treści uzasadnienia, ale nie będą mieć na nie specjalnego wpływu.

Mówi nam zorientowana osoba: - To nie jest gra celowym opóźnianiem publikacji gotowego uzasadnienia i gotowych zdań odrębnych do niego. Uzasadnień po prostu brakuje.

Zapytaliśmy TK o uzasadnienie wyroku ws. ustawy antyaborcyjnej już 19 listopada, a następnie też telefonicznie. Nie uzyskaliśmy jednak odpowiedzi.

O ile w TK jest spór, to na ulicach sytuacja się uspokoiła. W PiS jest jednak niepewność, czy publikacja wyroku zaostrzającego prawo antyaborcyjne nie wywoła ponownych, a jeśli tak, to jak wielkich demonstracji. - Na krótszą metę sprawdziła się taktyka przeczekiwania protestów. One wygasły. Ale w dłuższej perspektywie skutki są takie, że straciliśmy w najmłodszym i kobiecym elektoracie. Odzyskiwanie strat będzie długi proces, a część wyborców jest już nie do zdobycia - mówi jeden z ważniejszych polityków Zjednoczonej Prawicy.

Inny dodaje: - Dziś nie ma, co pokazują sondaże, wielkiego problemu ze społecznym poparciem dla PiS. Sprawa przyschła, ale emocje znów mogą odżyć. Protesty wrócą, ale już nie w takiej skali jak na początku. Dobrze, że jego przywódczynie zdążyły się skompromitować.

Protesty po wyroku TK ws. aborcji były największymi po 1989 r. Wedle Policji 28 października w 410 protestach demonstrowało łącznie ok. 430 tys. osób. W kolejnych tygodniach Policja zaczęła się z protestującymi obchodzić coraz brutalniej.