Zjednoczona Prawica otworzyła tej jesieni trzy fronty i na każdym z nich przegrała. Sondaże nie pozostawiają złudzeń [WYKRES DNIA]

Łukasz Rogojsz
Od momentu wygrania wyborów prezydenckich Zjednoczona Prawica pogrążyła się w wewnątrzkoalicyjnych walkach, które wykrwawiały ją przez kolejne miesiące. Chociaż w grudniu obóz władzy zaliczył minimalne odbicie sondażowe, to jednak 2020 rok kończy na dużym minusie i z niepewnymi widokami na polityczną przyszłość.
Sondaże są jednoznaczne. Teraz prawica niemal na pewno zostałaby odsunięta od władzy. A gdyby wybory odbywały się na dodatek w atmosferze wojny wewnętrznej, to nasze wyniki byłyby jeszcze gorsze od obecnych sondaży

- ocenił wicepremier Jarosław Gowin, pytany przez Onet o konflikty wewnątrz Zjednoczonej Prawicy oraz możliwe scenariusze wyjścia z tej sytuacji.

Zdaniem ministra rozwoju, pracy i technologii, "przedterminowe wybory nie leżą w interesie żadnej z trzech partii koalicji". Przyczyny sondażowych spadków Gowin upatruje po pierwsze w kryzysie wywołanym pandemią koronawirusa. Dostrzega też jednak błędy popełnione przez Zjednoczoną Prawicę - jak choćby forsowana przez Jarosława Kaczyńskiego "Piątka dla zwierząt". Na tym jednak lista potknięć się nie kończy.

Na pewno istotnym czynnikiem pogłębiającym spadek notowań był też wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Treść tego orzeczenia jest szeroko kontestowana przez opinię publiczną, co musiało się odbić na naszych notowaniach

- dodał Gowin.

Zobacz wideo Czy Zjednoczoną Prawicę wciąż więcej łączy, niż dzieli?

Koronawirus odbija się czkawką

Wicepremierowi trudno nie przyznać racji, bo słuszność jego słów potwierdzają sondaże. Zacznijmy od pandemii koronawirusa. Już w końcówce października, a więc w momencie piku drugiej fali epidemii, pisaliśmy na Gazeta.pl, że Polacy coraz gorzej oceniają działania rządu, mające na celu zabezpieczenie zdrowia i życia Polaków. Już wówczas obywatele oceniali, że gabinet Mateusza Morawieckiego nie przygotował należycie państwa na uderzenie drugiej falii koronawirusa.

Od tamtego czasu minęły niemal dwa miesiące, skala epidemii zdecydowanie się zmniejszyła, a system ochrony zdrowia minimalnie odetchnął. Poglądy Polaków na działania rządu zmianie jednak nie uległy. Społeczeństwo w swojej większości nadal uważa, że jesienią rząd nie stanął na wysokości zadania.

embed

Pokazują to dwa badania z końca listopada – Kantar dla „Faktów” TVN i TVN24 oraz SW Research dla "Rzeczpospolitej". W pierwszym zapytano Polaków, jak oceniają działania rządu zmierzające do ograniczenia skutków epidemii koronawirusa. 57 proc. badanych wyraziło krytyczną ocenę - 26 "zdecydowanie", a 31 "raczej". Działania rządu pochwaliło 38 proc. Polaków - 29 "raczej" i 8 "zdecydowanie". Co dwudziesty badany nie potrafił wyrazić opinii w tej kwestii.

Jeszcze gorzej rząd premiera Morawieckiego wypadł w sondażu SW Research. Tu Polacy zostali zapytani, jak ich zdaniem rządzący radzą sobie z jesienną falą epidemii koronawirusa. Niemal dwie trzecie (65,9 proc.) jest tutaj krytyczna - 37,2 proc. wybrało odpowiedź "bardzo źle", a 28,7 "źle". Pozytywny ogląd działań rządu wyraziło 21,5 proc. respondentów - 15,7 wskazało odpowiedź "dobrze", a 5,8 "bardzo dobrze". 12,6 proc. obywateli nie ma w tej sprawie zdania.

Polacy za protestami i UE

Jednak rządzący w ostatnich tygodniach narazili się Polakom nie tylko sposobem przeciwdziałania epidemii koronawirusa. Zaszkodzili sobie jeszcze dwiema kwestiami - próbą zaostrzenia prawa aborcyjnego w szczycie drugiej fali epidemii (wspomina o tym cytowany powyżej wicepremier Gowin) oraz mocno antyunijną retoryką przy okazji negocjacji budżetowych. Na Gazeta.pl pisaliśmy obszernie w ostatnim czasie, jakie zdanie w tych dwóch kwestiach mają Polacy i jak oceniają postawę rządzących.

Społeczeństwo jednoznacznie krytycznie odebrało próbę zaostrzenia prawa aborcyjnego - w zależności od sondażu było to między 70 a 80 proc. badanych. Większość obywateli - między 52 a 62 proc. w poszczególnych badaniach - życzyłaby sobie utrzymania "kompromisu aborcyjnego" z 1993 roku, chociaż odsetek zwolenników liberalizacji prawa aborcyjnego jest wyraźnie wyższy niż tych, którzy chcieliby jego zaostrzenia.

Zjednoczona Prawica zdecydowanie nie pomogła sobie również biorąc na celownik Unię Europejską i rozkręcając dyskusję o polexicie. Dość powiedzieć, że 87 proc. Polaków chce pozostania w Unii (dowodzą tego dwa badania - CBOS z przełomu maja i czerwca oraz Kantar dla "Faktów" TVN i TVN24 z końcówki listopada), a w przypadku referendum polexitowego czterech na pięciu naszych rodaków głosowałoby za pozostaniem w UE.

Połowa społeczeństwa (49 proc.) uważa też, że rządy Zjednoczonej Prawicy stanowią zagrożenie dla polskiej obecności w Unii. Pomiędzy styczniem a listopadem tego roku odsetek badanych mających takie zdanie wzrósł o 7 pkt proc. Również o 7 pkt proc. zmniejszyło się grono tych, którzy uważają, że rządy "dobrej zmiany" nie niosą ze sobą groźby polexitu.

Sondażowy szklany sufit dla PiS-u obniża się

Wobec powyższego nie może dziwić, że Polacy coraz mniej ufają politykom obozu władzy. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów w rankingu zaufania do polityków przeprowadzanego przez CBOS na podium dwa z trzech miejsc zajmują politycy opozycji. Pierwsze miejsce należy do Szymona Hołowni, któremu ufa 48 proc. z nas (nieufność deklaruje 23 proc.), a trzecie do Rafała Trzaskowskiego. Prezydentowi Warszawy ufa 41, a nie ufa 38 proc. badanych. Obu polityków rozdziela prezydent Andrzej Duda, który może się pochwalić 41 proc. zaufania (nie ufa mu jednak aż 42 proc. rodaków).

embed

Symptomatyczne, że pierwszą piątkę polityków z największym wskaźnikiem nieufności w społeczeństwie stanowią wyłącznie przedstawiciele Zjednoczonej Prawicy. Bezapelacyjnym liderem jest tutaj Jarosław Kaczyński (62 proc.), który wyprzedza Zbigniewa Ziobrę (49), Mateusza Morawieckiego i Jacka Sasina (obaj 46). Piątkę uzupełnia jeszcze wspomniany powyżej prezydent Duda (42).

Optymizmu w szeregi Zjednoczonej Prawicy nie wnoszą z pewnością także sondaże partyjne. Od wielu tygodni rządzący notują tutaj spadki, które stały się już długoterminowym trendem. W przypadku badań poparcia dla partii w kontekście Zjednoczonej Prawicy pytaniem nie jest już, czy zbliży się ona do 45 albo chociaż 40 proc. Teraz trudnym do pokonania pułapem dla koalicji rządzącej stał się poziom 35 proc. Udało się to tylko w jednym (chociaż pokazującym dwa warianty) z czterech grudniowych sondaży. Sondażowa średnia Zjednoczonej Prawicy z grudnia też nie może zadowalać nikogo na Nowogrodzkiej, ponieważ mówimy o zaledwie 33,3 proc. (nasze zestawienie nie uwzględnia badania Kantara przeprowadzonego w dniach 4-9 grudnia - przyp. red.).

embed

Kto zyskuje kosztem rządzących? Paradoksalnie wcale nie Koalicja Obywatelska, której elektorat utrzymuje się wciąż na poziomie 22-25 proc. Kilkupunktowe odbicie zaliczyła Lewica, która być może z pewnym opóźnieniem dyskontuje polityczne zaangażowanie w temat protestów przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Stabilną trzecią siłą polityczną jest też Polska 2050 Szymona Hołowni - w grudniu może liczyć na poparcie między 13 a 22 proc. Jak wylicza serwis Ewybory.eu, gdyby uwzględniać średnie poparcie sondażowe z grudnia, to w razie wcześniejszych wyborów parlamentarnych Zjednoczona Prawica straciłaby władzę i w nowym Sejmie zyskała tylko 207 mandatów.

Kaczyński, czyli balast

Pewnym miernikiem kryzysu, w jakim znalazła się Zjednoczona Prawica jest nastawienie Polaków do jej lidera Jarosław Kaczyńskiego. Jego wejście do rządu i objęcie pieczy nad tematyką bezpieczeństwa miało zagwarantować stabilność obozu władzy, a także pozwolić Nowogrodzkiej kontrolować buzujący konflikt pomiędzy ministrem Ziobrą i premierem Morawieckim. Tymczasem to właśnie Kaczyński ściągnął na obóz „dobrej zmiany” dwa duże nieszczęścia - najpierw uparcie forsując wbrew własnej partii "Piątkę dla zwierząt", a później podburzając społeczeństwo w kwestii protestów przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego.

embed

Efekt jest taki, że 2020 rok Kaczyński, który jeszcze nie tak dawno stał się na nowo atutem Zjednoczonej Prawicy, kończy jako największy balast obozu władzy. Ma największy negatywny elektorat spośród wszystkich polityków ujętych w cytowanym już badaniu CBOS-u. Ponadto, Polacy chcą jego dymisji z funkcji wicepremiera ds. bezpieczeństwa. Domaga się tego 69 proc. respondentów w badaniu Kantara dla "Faktów" TVN i TVN24 oraz 64,9 proc. Polaków w sondażu SW Research dla "Rzeczpospolitej".

Wygląda więc na to, że w czasie największego politycznego i wewnętrznego kryzysu od momentu objęcia władzy, Zjednoczona Prawica nie może liczyć na swojego lidera. Ten bowiem nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz obozu władzy przestał spełniać swoją dotychczasową rolę.