Sowiński: Musi dojść do przesilenia. Premier nie może pełnić urzędu, gdy Ziobro go otwarcie krytykuje

Jacek Gądek
- Na dłuższą metę współrządzenie z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry może być dla PiS-u nieopłacalne. Żaden premier nie może skutecznie pełnić swojego urzędu, tolerując otwartą i wprost wyrażaną krytykę ze strony jednego ze swoich najważniejszych ministrów. W końcu musi dojść do przesilenia - mówi dr hab. Sławomir Sowiński z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji UKSW.

Zobacz nagranie. Zbigniew Ziobro: W negocjacjach nie można być miękiszonem, trzeba być twardym"

Zobacz wideo

Jacek Gądek: - Czy mit Zbigniewa Ziobry - twardziela wśród polityków - się skończył?

Dr hab. Sławomir Sowiński: - To przesada, choć prawdą jest, że obóz ministra Zbigniewa Ziobry znalazł się na ostrym wirażu. W polityce jednak nie jest to coś nadzwyczajnego i nie jest to bynajmniej dowód na upadek tego środowiska.

Żądał weta, a na szczycie Unii Europejskiej tego weta nie było. Zarzuca własnemu premierowi błąd, który skutkuje utratą suwerenności, a mimo to w tym rządzie zdrady narodowej pozostaje. Nie trąci to fundamentalną sprzecznością?

Dla Zbigniewa Ziobry to trudna, a dla wyborców nie do końca czytelna decyzja. By ją zrozumieć, trzeba się jednak cofnąć do wyników wyborów parlamentarnych z 2019 r. One bowiem na nowo ukształtowały boisko politycznej gry. Środowisko Solidarnej Polski zostało wtedy niejako skazane na walkę o polityczną podmiotowość właśnie z PiS-em.

No i gdzie jest ta podmiotowość, skoro nikt się na Ziobrę nie oglądał, a porozumienie w Unii Europejskiej zostało zawarte za jego plecami i wbrew niemu?

Jeśli ktoś chce istnieć w polityce i ma aspiracje, to musi się wybić na samodzielność. Minister Ziobro próbował we wrześniu [gdy negocjowano rekonstrukcję rządu - red.], próbował też i teraz, i będzie zapewne próbował dalej.

Hasło Solidarnej Polski "weto albo śmierć", nieco przewrotnie ja czytam tak: albo będziemy grać bardzo ostro, żądając od premiera niemożliwego, albo nas zaraz nie będzie. Elektorat Zbigniewa Ziobry jest bowiem na prawym skrzydle elektoratu PiS. Albo więc - kalkuluje, moim zdaniem, Solidarna Polska - pójdziemy na ostre zwarcie wewnątrz koalicji, by w ten sposób zdobyć rozpoznawalność w prawicowo-narodowym elektoracie, albo nie mamy w polityce przyszłości. I to jest chyba istota tego planu.

Jaki jest na gruncie czysto politycznym finał tej rozgrywki?

Możliwe są różne scenariusze. Z jednej strony krótkookresowo, możliwe, że minister sprawiedliwości dalej będzie grał bardzo wyraziście, ale jednak trzymając się "orkiestry" i wspólnej linii melodycznej Zjednoczonej Prawicy. By to się udawało, potrzeba jednak nie tylko elementarnej, wspólnej "partytury", a także jakiegoś elementarnego respektu dla "dyrygenta".

Za akceptację porozumienia z UE odpowiadają Morawiecki i Jarosław Kaczyński. O ile premierowi Ziobro zarzuca de facto zdradę, to na najmniejsze słowo krytyki wobec prezesa PiS się wprost nie zdobywa.

Widać więc, że w ten sposób deklaruje respekt dla prezesa Kaczyńskiego, ale coraz głośniej podważa rolę Mateusza Morawieckiego jako premiera.

W dłuższej jednak perspektywie - i to jest ten drugi scenariusz - nie do utrzymania wydaje się sytuacja, w której minister sprawiedliwości kontestuje najważniejsze decyzje premiera tak, jak to jest z akceptacją porozumienia z Unią Europejską. Wszyscy będą sobie przecież zadawać pytanie, dlaczego szef rządu godzi się na otwartą i wprost wyrażaną krytykę ze strony jednego ze swoich najważniejszych ministrów. Według mnie żaden premier nie może skutecznie pełnić swojego urzędu, tolerując taką sytuację. W końcu musi dojść do przesilenia.

Znamy przykłady takich bardzo "szorstkich", skonfliktowanych koalicji z naszej polityki. Tak było w latach 2005-07, kiedy rządziło PiS z pomocą LPR-u i Samoobrony - wszyscy wiemy, że skończyło się to upadkiem rządu Jarosława Kaczyńskiego. Tak też było w koalicji SLD-PSL, w której lewica w 2003 r. straciła cierpliwość do aspiracji ludowców. I podobnie też bywało w prawicowych rządach tworzonych w latach 90. Historia podpowiada zatem, że na dłuższą metę współrządzenie z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry może być dla PiS-u nieopłacalne, a dla jego wyborców nieakceptowalne.

Jak istotne jest to, że Ziobro się zwyczajnie ośmieszył?

W polityce faktycznie liczy się wiarygodność - zwłaszcza w momentach przełomowych. Wyborcy wówczas oczekują jednoznaczności, a polityk musi pokazać, że nie gra tylko dla samej obecności w tej grze, ale że ma jakieś wyższe cele.

Ziobro tłumaczy, że pozostaje w rządzie dla wyższego celu. Choć według niego porozumienie w UE jest złamaniem europejskich traktatów i polskiej konstytucji, to w rządzie będzie mógł podjąć "akcję prawną" przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, by w ten sposób "uniemożliwić” wprowadzenie życie rozporządzenia wiążącego unijne pieniądze z praworządnością. W opozycji - podkreśla - "nie mógłby tego zrobić". Przekonywujące?

To w mojej ocenie próba uzasadnienia, dlaczego Zbigniew Ziobro nadal chce pozostać ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Jeśli jednak będzie polityczna wola PiS i Solidarnej Polski, aby tę współpracę kontynuować, znajdą się - mówiąc nieco żartobliwie - nadworni pisarze, którzy rzecz całą ubiorą we właściwą frazę i literę.

Warto też odnotować, że w dość podobnej jak teraz Zbigniew Ziobro sytuacji był w maju minister Gowin, który kontestował kluczowy dla PiS plan przeprowadzenia wyborów prezydenckich w maju.

Ale Gowin sam złożył dymisję, a Ziobro przed dymisją się broni.

No właśnie. Ta dymisja budowała wiarygodność ruchu wicepremiera Gowina: skoro się nie zgadzam, to odchodzę z rządu. Szef Solidarnej Polski nie zdecydował się na taki krok, więc chce się uwiarygodnić choćby słowami, że w rządzie może więcej niż poza nim.

Solidarna Polska zapowiedziała, że będzie w Sejmie głosować przeciwko ustaleniom z Brukseli, ale to de facto głosowanie ws. stworzenia Funduszu Odbudowy, a nie rozporządzeniu o praworządności…

…i to już nie będzie miało politycznego znaczenia, bo opozycja zagłosuje razem z PiS-em.

Pozycja samego ministra Ziobry wydaje się słabsza niż jeszcze kilka miesięcy temu. Choćby dlatego, że w Sejmie jest kilku posłów Kukiz'15 i można wyobrazić sobie ich poparcie dla PiS w kluczowych momentach. A po drugie, Solidarna Polska nie jest też chyba aż tak spójna, jak się wydaje i część jej posłów w przypadku groźby rozpadu kolacji może zachować się różnie.

Dla PiS równie ważne jest to, że nie tylko Solidarna Polska podważa porozumienie z Unią Europejską ws. praworządności. Zauważmy, że np. Witold Waszczykowski pisząc o perspektywie "przegranej suwerenności", moim zadaniem, wyrażał sceptycyzm nie tylko swój, ale zapewne także jakiejś części PiS-u. Ewentualna polaryzacja w samym PiS jest dla rządu groźniejsza niż aspiracje ministra Ziobro.

Więcej o: