Kaczyński zwiódł Ziobrę. Aż kipi od emocji, ale z rządu "ziobryści" raczej nie wyjdą

Jacek Gądek
Dla Solidarnej Polski to wstrząs. Jarosław Kaczyński zwiódł "ziobrystów" bojową retoryką okraszoną patetycznym "non possumus!", a potem zgodził się na wiązanie pieniędzy UE z praworządnością, choć za cenę dodania "istrukcji obsługi". W SP wiedzą, że teraz - słyszymy - dla nich "sytuacja jest ciężka". Z rządu raczej nie wyjdą, ale bardzo mocno chcą zaznaczyć swój sprzeciw.

Zobacz nagranie. Zbigniew Ziobro: W negocjacjach nie można być miękiszonem

Zobacz wideo

Partia Ziobry jest tu podzielona.

- Są posłowie, którzy chcą wyjść z koalicji, bo racja jest przecież po naszej stronie, a różnica z PiS fundamentalna. Opuszczenie koalicji ma swoje plusy - mówi jeden z polityków SP.

Dla Solidarnej Polski wyjście z koalicji teraz to - słyszymy - doskonały sposób na budowanie siły twardej prawicowej partii. Sprzeciw wobec "dyktatu UE" i "błędu PiS", który ułożył się z Niemcami, to wyśmienita legenda dla formacji w razie jej wybijania się na samodzielność.

- Ale inni posłowie chcą zostać w koalicji i walczyć z tym rozporządzeniem UE na ile się da - zwraca uwagę nasz rozmówca.

Jedno jest pewne: wśród "ziobrystów" kipi od emocji, a decyzje, co dalej, nie są jeszcze podjęte.

Na ostrzu narracji o śmierci

Póki co jednak co wywiad, to drwiny z "miękiszona" i pytania, czy to już pora ponieść polityczną "śmierć". Z tym dziś się mierzą politycy Solidarnej Polski. Polski rząd zgodził się bowiem na rozporządzenie "pieniądze za praworządność" za cenę dodania do niej "instrukcji obsługi" w konkluzjach szczytu Unii Europejskiej.

"Weto albo śmierć" rzucił 16 listopada Janusz Kowalski, pistolet Ziobry specjalizujący się jednak we friendly fire. Po hasło to sięgnął wcześniej - jeszcze w lipcu, przed poprzednim szczytem Unii Europejskiej - europoseł Patryk Jaki. Wówczas krył się za tym jakiś dłuższy wywód, a potem już tym hasłem Solidarna Polska nie szermowała.

Aż wyszedł Janusz Kowalski i zapowiedział konanie. W obozie PiS, gdy to słyszano, łapano się za głowy. - O Boże, jeszcze ten Janusz Kowalski zaczynający od "weto albo śmierć" - tak reagował jeden z ważniejszych posłów PiS. Jeden z naszych rozmówców, istotnych polityków Zjednoczonej Prawicy, na przypomnienie, że oto Janusz Kowalski świeżo obiecywał konać, jeśli nie będzie weta, rzucił: - No, ale to przecież jest Janusz.

Kowalski zwykł przesadzać. - Taki ma sposób bycia w polityce - mówi znająca go osoba z klubu PiS. Swoją nadgorliwością - ale tu podkreślmy, że wyłącznie językową, bo w politycznym stanowisku po prostu ortodoksyjnie prezentował linię swojej partii - napytał biedy Solidarnej Polsce.

Starcie z własną narracją

Nie on jedyny. Zbigniew Ziobro rzucił, że "w negocjacjach nie można być 'miękiszonem', trzeba być twardym", a teraz wraca to pytaniem, kto tym "miękiszonem" jest. Co oczywiste, miał na myśli Mateusza Morawieckiego. Rzucił też w odpowiedzi na pytanie reportera TVP: - Brak weta oznaczałby całkowitą utratę zaufania do premiera [Morawieckiego] z wszelkimi tego konsekwencjami. Ale mamy ten komfort, że to tylko teoretyczne rozważania.

Weta nie ma. Pieniądze unijne będą powiązane z praworządnością. Na gruncie prawa - i to przyznają tak prawnicy, jak i politycy opozycji - rację ma Ziobro: tylko rozporządzenie jest prawem, a wytyczne Rady Europejskiej ("instrukcja obsługi"), choć to dokument najwyższej rangi politycznej, to jednak źródłem prawa nie jest.

Jeśli wierzyć niedawnym zapewnieniom Ziobry, Solidarna Polska powinna zatem wyjść z rządu, bo taka jest przecież konsekwencja utraty zaufania do premiera. Ale - słyszymy z otoczenia Ziobry - na to się nie zanosi. Solidarna Polska będzie chciała jednak bardzo mocno zaznaczyć swój sprzeciw. Jak? To dopiero będzie ustalane przez zarząd partii w sobotę.

"Ziobryści" przełkną upokorzenie?

Z naszych rozmów wynika, że "ziobryści" prędzej przełkną upokorzenie, a w przyszłości spodziewają się gróźb ze strony państw UE bądź unijnych instytucji oraz zastosowania rozporządzenia "pieniądze za praworządność" - wtedy "ziobryści" będą mogli ogłaszać, że mieli rację i triumfować.

Wcześniej jednak przyjdzie w Sejmie głosować nad ratyfikacją dealu z UE. Ale nie nad rozporządzeniem "pieniądze za praworządność", a nad unijnym programem Funduszu Odbudowy.

Głosowanie to jest komunikacyjną miną leżącą przed "ziobrystami". Wszak w istocie będzie to głosowanie, czy polski parlament akceptuje przyjęcie góry pieniędzy. Sam Fundusz Odbudowy (a Polska jest jego największym beneficjantem) to dla Polski 103 miliardy złotych w gotówce i kolejne 153 miliardy w bardzo tanich pożyczkach. Głosowanie może się jednak przerodzić w narracji Ziobry w sąd nad wszystkim, co Morawiecki przywiózł z Brukseli.

Bez względu na to, jak zagłosują "ziobryści" w Sejmie, jest ich 19, Fundusz Odbudowy będzie ratyfikowany. PiS-owi pomoże bowiem opozycja. O tym, jak głosować - wstrzymywać się czy np. być przeciw - też nie zdecydowano.

Wyjście z rządu? Raczej nie

Wiceminister sprawiedliwości Michał Woś (SP) nie wykluczał w Radiu Plus wyjścia "ziobrystów" z koalicji Zjednoczonej Prawicy. - Będziemy rozważali za i przeciw tego scenariusza. Między innymi o tym zarząd będzie dyskutował. Są różne racje, za i przeciw. Część osób mówi, żeby wyjść z rządu. Niektórzy stawiają pytanie, co jest alternatywą, a alternatywą są rządy lewicy i liberałów - tłumaczył.

Beata Kempa, europosłanka SP, o wyjściu z rządu nie napomknęła. Dziękowała za "obronę naszej Ojczyzny przed poniewierką, upokarzaniem i łajaniem przez Niemców, Holendrów, Francuzów i innych".

- Właśnie uroczyście oddaliśmy suwerenność pod rządy obcych państw - z uśmiechem, oprawą PR-ową i ku radości tych, którzy nigdy Polski nie mieli w sercu. Ale "Jeszcze Polska nie zginęła" dopóki są tacy jak Pan [Ziobro - red.]. Widzimy już, że "przemysł pogardy" Pana dopadł i poniewiera. Zapewniamy, że razem z Panem będziemy wiernie stać na straży niepodległości Polski i zniesiemy każde upokorzenie - uwzniośliła się Kempa.

Tak wielkie emocje podzielają też niektórzy politycy samego PiS - np. Witold Waszczykowski i Antoni Macierewicz.

Dotkliwe upokorzenie

Upokorzenie dla "ziobrystów" jest dotkliwe. Emocje w partii są ogromne. Ziobro i cała Solidarna Polska zostali zignorowani, wręcz oszukani przez Nowogrodzką i osobiście przez Jarosława Kaczyńskiego, i to w sprawie, która miała dla Ziobry i jego ludzi wagę historyczną, absolutnie fundamentalną. Deal z Niemcami odbył się tymczasem za plecami Ziobry.

Dziś - jak pisaliśmy już w czwartek - Kaczyńskiemu łatwiej się porozumieć z kanclerz Niemiec niż z koalicyjną Solidarną Polską.

Morawiecki zamknął jeden front

Mateusz Morawiecki zakończył - przynajmniej na najbliższe miesiące - jeden z trzech najważniejszych kryzysów: na odcinku unijnym. Bo porozumienie 27 państw UE ws. pieniędzy i praworządności stało się faktem.

Ale są jeszcze dwa inne: gospodarczy i zdrowotny. Za unijne pieniądze będzie mogła się wydobywać z dołka polska gospodarka. Na froncie zdrowotnym z kolei realna staje się perspektywa rozpoczęcia masowych szczepień na przełomie stycznia i lutego - zakupy tych szczepionek to transakcja całej UE, a nie poszczególnych państw.

Paradoksalnie to więc Unia Europejska, świeżo zestawiana przez Morawieckiego i Kaczyńskiego ze Związkiem Sowieckim, daje rządowi PiS perspektywę wydobycia się państwa i samego obozu władzy z największego dotąd kryzysu. Choć za cenę pewnego stępienia zapędów Ziobry do dalszego orania wymiaru sprawiedliwości.

Jednocześnie jednak wojna Ziobro i Morawieckiego wchodzi na jeszcze wyższy poziom.

Ziobro nie chce bić w Kaczyńskiego

"Ziobrystom" bardzo trudno uderzyć w Kaczyńskiego, przez którego czują się zwyczajnie oszukani. W premiera Węgier Wiktora Orbana zresztą też, bo cieszy się on dużym autorytetem wśród wyborców Solidarnej Polski.

Minister sprawiedliwości pozwolił sobie tylko na wybitnie zawoalowaną krytykę prezesa PiS. Na Facebooku napisał, że "wszystkie zagrożenia, o których ostatnio mówili liderzy Zjednoczonej Prawicy, stały się realne". A to Kaczyński przecież mówił o "groźbach i szantażach" ze strony UE, jeśliby rozporządzenie "pieniądze za praworządność" weszło w życie. A wejdzie, choć opakowane w "instrukcję obsługi" - za zgodą Kaczyńskiego.

SP spodziewa się odłożonego triumfu

W Solidarnej Polsce można usłyszeć, że kwestią czasu jest jednak to, gdy okaże się, iż mieli rację, bo pojawią się groźby stosowania rozporządzenia "pieniądze za praworządność". - Za kilka miesięcy się okaże, że mieliśmy rację - słyszymy.

A czy "ziobryści" zażądają głowy Morawieckiego? Chcą tego od dawna. Nad premierem cały czas parasol ochronny trzyma jednak Jarosław Kaczyński. Mówi członek rządu: - Z pewnością nikt na prawicy nie będzie umierał za to, żeby odwołać Morawieckiego.

Więcej o: